03/09/2026
Gdybym nie została adwokatem...
..prawdopodobnie zostałabym lekarzem.
Od dziecka planowałam pójść śladami mojej Mamy i związać swoją przyszłość z medycyną. Jeszcze w gimnazjum chodziłam na dodatkowe zajęcia z chemii i biologii, przekonana, że biały fartuch to moje przeznaczenie.
Życie miało jednak inny plan.
W pewnym momencie okazało się, że nauka o mitochondriach, pantofelkach, nibynóżkach i planktonie nie wywołuje u mnie aż takiego entuzjazmu, jak początkowo zakładałam 😉
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam: skoro nie medycyna, to może prawo?
Studia za granicą tylko utwierdziły mnie w tym wyborze. Niemiecki model kształcenia prawniczego, oparty w dużej mierze na analizie przypadków, a nie wyłącznie na pamięciowym opanowywaniu materiału, pokazał mi, jak fascynująca może być ta dziedzina.
A ponieważ do medycyny wciąż było mi po drodze, postanowiłam połączyć oba światy.
Prawo medyczne stało się moją specjalizacją – od Schwerpunktu, przez studia podyplomowe z prawa medycznego i bioetyki, aż po kolejne szkolenia i konferencje.
I tak jestem dziś tutaj.
Ostatecznie wyszło całkiem nieźle 😉
Nie zostałam lekarzem, ale każdego dnia zawodowo spotykam się z medycyną.
Tylko zamiast stetoskopu używam kodeksów.