20/11/2020
DOGMATY KARNISTY jak zwykle niezawodne: polecam.
Nieumundurowany mężczyzna w tłumie nie jest "funkcjonariuszem publicznym". To znaczy, z jednej strony oczywiście jest, jeśli działa incognito jako na przykład policjant wykonujący swoje obowiązki, zgodnie z taktyką czynności operacyjno-rozpoznawczych.
Jednak gdy chce podjąć interwencję wobec obywatela, musi ujawnić swoją funkcyjną tożsamość, by mógł działać zgodnie z kompetencjami i domagać się szczególnej ochrony prawnej.
W przeciwnym razie może być uznany za zwykłego agresora, i tak może zostać potraktowany również w sensie prawnym.
Nawiązuję oczywiście do ostatnich wydarzeń z protestu przeciwko zaostrzaniu prawa aborcyjnego w Polsce. Jedną z głównych "ról" odegrali tu niestety nieumundurowani funkcjonariusze, którzy stosując środki przymusu bezpośredniego używali nawet pałek teleskopowych przeciwko demonstrującym.
Pojawiła się kontrowersja dotycząca możliwości interweniowania i używania przemocy przez funkcjonariuszy działających incognito, jeśli nie ujawnili zawczasu swojego zawodowego statusu, tak by zgodnie z procedurami dać się rozpoznać obywatelowi.
👉 W takiej sytuacji funkcjonariusz nie jest funkcjonariuszem "na zewnątrz". Jego działania nie korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariusza publicznego.
Jakiś czas temu wspólnie z mgr Pawłem Dudkiem analizowaliśmy to zagadnienie w "Przeglądzie Sądowym".
Komentowane przez nas zdarzenie polegało na tym, że nieumundurowani policjanci w nieoznaczonych samochodach próbowali zatrzymać pojazd do kontroli drogowej. Kierowca wziął ich za bandytów i próbował odjechać. Wówczas funkcjonariusze oddali w stronę samochodu 39 strzałów. Kierowca zginął.
"Dopóki nieumundurowana grupa mężczyzn nie objawi się światu, zgodnie z procedurą przewidzianą przepisami prawa, jako zespół funkcjonariuszy policji (...), dopóty nie może ona rościć sobie względem jednostki specjalnej ochrony prawnej. Nie istnieją bowiem podstawy, aby obywatel traktował takie osoby jako funkcjonariuszy państwowych i stosował się do ich poleceń" - pisaliśmy na kanwie tamtej sprawy*.
Z perspektywy obywatela dokładnie tak samo wygląda interwencja nieumundurowanego funkcjonariusza w czasie protestu czy manifestacji.
👉 Podstawowym warunkiem, by ktokolwiek mógł w ogóle wymagać od obywatela podporządkowania się poleceniom danej kobiety czy mężczyzny, jest wylegitymowanie się przez nich w sposób nie budzący wątpliwości, że mamy do czynienia z przedstawicielem władzy.
Wady proceduralne wylegitymowania się "tajniaka" lub w ogóle zaniechanie wykonania tego obowiązku powodują, że nie może być mowy o popełnieniu w tej sytuacji jakiegokolwiek czynu zabronionego wymierzonego w dobro funkcjonariusza o szczególnym statusie zawodowym.
Po pierwsze, nie występuje on obiektywnie w tej właśnie funkcji, gdy nie dał znać o swoim statusie zgodnie z procedurą. Po drugie, Kodeks karny wymaga w tych wypadkach działania umyślnego. Jeżeli nie wiem, że mam do czynienia z policjantem, agentem czy antyterrorystą, to nie mogę umyślnie godzić w jego dobro prawne.
A wręcz odwrotnie.
Działania w tłumie nieumundurowanego funkcjonariusza policji, który się nie wylegitymował, mogą być uznane za bezprawny zamach, który uprawnia do zastosowania obrony koniecznej, szczególnie przeciwko nieuzasadnionej przemocy z jego strony (art. 25 Kodeksu karnego).
Po prostu łatwo można go pomylić z prowokatorem lub agresorem, który chce zakłócić przebieg zgromadzenia. Stąd też "taktyka" policyjna, by "tajniacy" włączali się aktywnie w przemocowe działania względem obywateli, generuje bardzo poważne ryzyko eskalacji zagrożenia, co jest niebezpieczne dla uczestników protestu.
Obciąża to Policję jako formację odpowiedzialną za bezpieczeństwo obywateli.
Sprawa agresywnych interwencji podczas protestów wywołuje również inne istotne pytania, na przykład jaki jest w ogóle cel wszystkich tych policyjnych kordonów, legitymowań, otaczania i tłoczenia ludzi na niewielkiej przestrzeni itd.
Jeśli celem tym jest próba stłumienia konstytucyjnego zgromadzenia, które odbywa się pokojowo, to jest to cel bezprawny.
👉 Po raz kolejny już podkreślamy, że stan epidemii nie wyłączył prawa obywateli do pokojowego protestu. Nie wyłączyło go też żadne rozporządzenie covidowe. Nawet w stanie klęski żywiołowej nie można zakazać obywatelom korzystania z konstytucyjnego prawa do zgromadzeń, co wynika jednoznacznie z art. 233 ust. 3 w związku z art. 57 Konstytucji.
Nie da się rozporządzeniem zmienić przepisów Konstytucji.
Jeśli stan epidemii jest typologicznie jakąś formą klęski żywiołowej, to w tego typu sytuacji, nawet gdyby uznać ją za stan nadzwyczajny, władza polityczna nie może zakazać nam udziału w pokojowych demonstracjach.
Policja nie może przeciwdziałać odbywaniu się takich pokojowych, legalnych zgromadzeń.
A już na pewno nie może ich tłumić z użyciem oczywiście nieproporcjonalnych środków, takich jak w ogóle liczna obecność na miejscu zdarzenia i rozbicie zgromadzenia przez tłum policjantów, bicie ludzi pałką teleskopową, stosowanie gazu pieprzowego czy chociażby długotrwałe zamykanie ludzi w "kotle".
Takie działania służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli nie mają nic wspólnego z etosem policjanta i praworządnością.
__________
* Namiary na tekst:
P.M. Dudek. M. Małecki, Znamiona kontratypu, Glosa do wyroku SN z 17.01.2013 r., V KK 99/12, Przegląd Sądowy 2016, nr 2, s. 115–126.
Jeśli jesteś zainteresowana/y, służę dostępem do pełnej wersji tekstu - napisz na priv do Dogmatów ("Wyślij wiadomość").