09/05/2023
A przecież...
Trochę już niepopularnych postów popełniłam. Takich w afekcie i takich przemyślanych. Takich skrycie niepopularnych, liczonych w ilościach jednego do trzech lajków, a w statystce jednak bijących rekordy kliknięć i czytelności.
Teraz popełniam kolejny, bo najzwyczajniej szlag mnie trafia. Zastanawiam się gdzie są autorytety, twórcy naszych systemów, prawa, Ci myślący głębiej a nie szerzej? Gdzie są te światłe i wybitne jednostki, które potrafią wyrwać się ze schematów myślenia, uwikłań, układów? Które działają instynktownie, bo dzieje się krzywda.
Gdzie w końcu jest odpowiedzialność konkretnego człowieka za rutynę, za przymrużanie oka, za udawanie, że coś robi dla służby, dla misji do której rzekomo został powołany?
Tak, z tyłu głowy mam historię ośmioletniego dziecka, które zostało skatowane za bycie, za oddech, za ciekawość, za życie. Za życie, którego wcześniej nikt nie zauważył, podobnie jak jego rodziny i jej historii. Teraz będą sobie wzajemnie przesyłać akta z sądu rodzinnego do prokuratury, z prokuratury do sądu, z sądu do rzecznika i tak w kółko. Teraz się obudziliście? Teraz? Bo patrzymy, bo stała się niewyobrażalna tragedia, bo społeczeństwo jest zbulwersowane, bo ludzie są żądni kary? Gdzie byliście, w styczniu tego roku, maju ubiegłego i gdy Kamil miał 4 lata i błąkał się samotnie po ulicy i rodziło się kolejne jego rodzeństwo przyrodnie?
Kto poniesie odpowiedzialność wszyscy wiemy. A kto poniesie odpowiedzialność za zaniechanie, za zasłonięte oczy sprawiedliwości, za chorobę, która trawi nasze sądy, kuratorów, opiekę społeczną? Za tych, którzy doskonale znają przepisy, ale nie potrafią czytać człowieka i pochylić się nad nim? Którzy w decydującym momencie, dochodzą do wniosku, że to był incydent, że właściwie nic się nie stało, że to był banalny nic nieznaczący żart.
Na sali sądowej słyszę, że tata ściąga płaczącemu 4-latkowi majtki oznajmiając drugiemu dziecku, że dzisiaj na śniadanie będą parówki z dupy młodszego brata i ten sam tata ustawia hasło do gry na konsoli: „kod z dupy …..(i tu pada imię młodszego syna), a to wszystko jest przecież tylko banalny żarcik, by nauczyć chłopców życia; słyszę że córka wcześniej księżniczka tatusia nagle nie chce nawet patrzeć na ojca, bo kochana mamusia zamknęła się w pokoju, zaczęła walić głową w ścianę i wołać pomocy, a potem opowiadać córeczce, że tatuś ją bardzo skrzywdził, albo, gdy matka próbuje wyjaśnić w sądzie, że jej dziecko potrzebuje terapii, a sąd twierdzi, że to jest zbędny koszt, tymczasem dziecko po roku ląduje już nie na kozetce u psychologa, a na SOR na oddziale psychiatrycznym. Tych dramatów w Sądach jest tysiące. I co z tego? Pełnomocnik, jak ostatnio usłyszałam, ma siedzieć cicho i nie przeszkadzać, bo Sąd powiadomi Izbę, a pism pisanych hektolitrami i tak nikt nie czyta. Chciałoby się naprawdę skutecznie walić głową w mur z nadzieją, że w końcu coś pęknie…
Tymczasem Sąd spokojnie prowadzi postępowanie przez kilkanaście kolejnych miesięcy lub kolejnych siedem lat, nie czyniąc żadnego użytku z narzędzi, które daje mu prawo, bo zapozna się z aktami dopiero przed wydaniem wyroku, albo nagle musi szybko zamknąć sprawę, bo ciągnie się zbyt długo i wydaje orzeczenie kompletnie oderwane od rzeczywistości. Przecież zawsze można wnieść apelację…
Zastanawialiście się kiedyś, kto ponosi za to odpowiedzialność? Nikt inny tylko DZIECKO. Ponosi je wprost: fizycznie i psychicznie. Bo sądy, nierzadko podlegli im kuratorzy nie potrafią rozpoznać wyrafinowanej ofiary, bądź kata w uśpieniu w osobie matki lub ojca tego dziecka bądź opiekunów. Te pojęcia nawet nie są im znane, bo nie zostały zdefiniowane w przepisach kodeksów. Nie padają właściwe pytania, więc nie ma odpowiedzi. Bylejakość, byleszybkość, bylecoś...
Ta bajka nie jest o wartościach. Ta bajka jest o instynktach. Takich elementarnych. Takich, które zanikły, o których się zapomniało. Teraz ważniejsza jest walka o szumne wartości tj. choćby niezawisłość czy niezależność, by wciąż Kamil, ten z „tu i teraz” i ten z przyszłości mały, anonimowy dla systemu człowiek ponosił odpowiedzialność.
Za kilka miesięcy zapomnimy wszyscy o Kamilku i każdym innym skatowanym, zgwałconym lub przez lata krzywdzonym aktywnie lub biernie dziecku.
Przyzwyczajamy się do zła, do chorego systemu, powierzchowności, która uwodzi tłumy w imię wartości, które są niczym w obliczu tych indywidualnych, powtarzalnych tragedii.
Przerażające, porażające i takie nasze! A przecież czynienie dobra, naprawdę nie jest złe...