25/01/2026
Od kilku dni zastanawiałem się, w jaki sposób skomentować niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Biliński przeciwko Polsce. Łukasz Biliński to bowiem postać nietuzinkowa. To jego determinacji i rozumieniu Konstytucji opozycja uliczna zawdzięcza, że niejeden zakaz zgromadzeń wydany w latach 2018–2019 poległ w sądzie. To właśnie sędzia Łukasz Biliński orzekał w sprawach odwołań od takich zakazów. Nie chodziło wyłącznie o demonstracje Komitet Obrony Demokracji czy Obywatele RP, ale także o zgromadzenia organizowane przez Stowarzyszenie na rzecz Demokracji TAMA czy Obywateli Solidarnych w Akcji (OSA). Dopiero z takich orzeczeń jak Biliński przeciwko Polsce (wyrok z 15 stycznia 2026 r., skarga nr 13278/20) czy Ewa Siedlecka przeciwko Polsce (wyrok ETPCz z 31 lipca 2025 r., skarga nr 13375/18) możemy dziś w pełni odczytać, na czym polegały wówczas naruszenia praw człowieka.
Ale każda akcja wywołuje reakcję. Sędzia Łukasz Biliński był aktywny, stał się rozpoznawalny, a jego działalność nie uszła uwadze „dobrozmianowych” decydentów w sądownictwie. Pewnego dnia postanowiono zakończyć jego pracę w wydziale karnym (poprzez zlikwidowanie wydziału, w którym orzekał) i przenieść go do wydziału rodzinnego Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Nie miało znaczenia, że był byłym prokuratorem, znał się na prawie karnym i administracyjnym, a jego praca jako sędziego była dobrze oceniana. Jak później się dowiedzieliśmy — głównie z materiałów prasowych związanych z tzw. aferą hejterską — decyzja o przeniesieniu została najpierw podjęta, a następnie wdrożona: wbrew wymogom organizacyjnym sądu, bez zgody zainteresowanego sędziego i bez uwzględnienia jego dotychczasowej specjalizacji. Decyzję podjął sędzia Maciej Mitera, ówczesny prezes Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia, wcześniej delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości, a od 2018 r. także członek Krajowej Rady Sądownictwa.
Sędzia Łukasz Biliński wykorzystał wszystkie dostępne środki odwoławcze. Najpierw, 22 lipca 2019 r., prezes Sądu Okręgowego w Warszawie uchylił decyzję o przeniesieniu do wydziału rodzinnego, co jednak nie zmieniło jego faktycznej sytuacji — nadal orzekał w tym wydziale. Zgodnie z obowiązującymi przepisami kolejną instancją była Krajowa Rada Sądownictwa. Po 2018 r. KRS była już organem upolitycznionym, ale wówczas sędziowie nie dysponowali jeszcze pełnym zestawem orzeczeń NSA, ETPCz i TSUE dotyczących jej statusu. Skoro istniała formalna ścieżka odwoławcza, należało ją wyczerpać. Jak można się było spodziewać, KRS nie uchyliła decyzji o przeniesieniu. Co więcej, decyzja zapadła w składzie budzącym poważne wątpliwości co do bezstronności (sędziowie Maciej Nawacki i Rafał Puchalski oraz senator Stanisław Gogacz), a po drodze naruszono kilka podstawowych zasad proceduralnych.
Pozostała droga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sprawą zajęli się adwokaci od lat zaangażowani w obronę rządów prawa i niezależności sądów: mec. Mikołaj Pietrzak oraz mec. Małgorzata Mączka-Pacholak (Gosia Mączka-Pacholak) z Kancelaria prawna Pietrzak Sidor & Wspólnicy. Skarga została zakomunikowana Rządowi RP, co otworzyło przestrzeń do zaangażowania się innych podmiotów. Opinię przyjaciela sądu przygotowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka (z tego, co pamiętam — autorstwa dr. Marcina Szweda - to ten z grupy „młodych prawników” z HFPC ;). Do sprawy przystąpił także Rzecznik Praw Obywatelskich (opinię przygotował Mirosław Wróblewski, ówczesny Dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego w Biurze RPO wraz z zespołem - zresztą RPO był zaangażowany w sprawę już od momentu decyzji o przeniesieniu sędziego). Swoje stanowiska przedstawiły również IUSTITIA Stowarzyszenie Sędziów Polskich oraz niezmordowany obrońca praworządności w Polsce - prof. Laurent Pech, działający wspólnie z Fundacją Judges for Judges.
Od tego czasu ETPCz wydał szereg orzeczeń dotyczących kryzysu polskiego sądownictwa, w tym wyrok pilotażowy w sprawie L**h Wałęsa przeciwko Polsce (wyrok z 23 listopada 2023 r., skarga nr 50849/21). Sprawa Biliński przeciwko Polsce również dojrzała do rozstrzygnięcia — zwłaszcza że dotyczy szczególnej formy represji wobec sędziów: przenoszenia ich między wydziałami. Nie był to przypadek odosobniony. W 2022 r., w szczytowym okresie władzy P*S, sędzie Marzanna Piekarska-Drążek, Ewa Leszczyńska-Furtak oraz Ewa Grygajtys zostały przeniesione z wydziału karnego do wydziału pracy Sądu Apelacyjnego w Warszawie decyzją ówczesnego prezesa tego sądu, Piotra Schaba. ETPCz wydał wówczas precedensowe postanowienie zabezpieczające, które zablokowało te przeniesienia. W sprawę był zaangażowany adw. Piotr Zemła, a na etapie krajowym — adw. Michał Romanowski, który doprowadził do orzeczeń stwierdzających ich nieskuteczność. Innym znanym przypadkiem były „przenosiny” sędziego Waldemara Żurka — tym razem między wydziałami cywilnymi o różnym charakterze. Skutek był jednak równie dotkliwy: nagłe przejęcie nowego referatu i jednoczesna konieczność dokończenia spraw z poprzedniego wydziału. Sprawa ta zakończyła się precedensowym wyrokiem TSUE z 6 października 2021 r. Wówczas opublikowałem w Gazeta Wyborcza felieton pt. „Jeden dzień z życia obywatela Waldemara Żurka”. Dla osób zainteresowanych - jest on dostępny w archiwach gazety
Wracając do wyroku w sprawie Biliński przeciwko Polsce, Trybunał w Strasburgu nie miał wątpliwości, że doszło do naruszenia art. 6 Konwencji. Przepis ten nie gwarantuje sędziemu prawa do orzekania w wybranym przez siebie wydziale, ale niezależność sądownictwa wymaga, aby takie decyzje nie były podejmowane w sposób ingerujący w istotę niezawisłości. Jak podkreślił ETPCz: „Błędem byłoby zakładać, że sędziowie mogą stać na straży praworządności i zapewniać skuteczność Konwencji, jeżeli prawo krajowe pozbawia ich gwarancji wynikających z artykułów Konwencji w sprawach bezpośrednio dotyczących ich indywidualnej niezależności i bezstronności.”
Trybunał wskazał, że już z samych faktów sprawy wynikało, iż decyzja była motywowana względami pozaprawnymi. KRS nie uwzględniła nawet faktu cofnięcia decyzji przez prezesa Sądu Okręgowego. Istotnym elementem uzasadnienia ETPCz było również odniesienie się do argumentacji ze wspomnianego wcześniej wyroku TSUE dotyczącego Waldemara Żurka (C-487/19). Zresztą w tej sprawie również występował RPO jako trzecia strona, a odpowiednie działania na szczeblu Luksemburga prowadził prof. Maciej Taborowski, mój ówczesny zastępca. Dobrze, że oba Trybunały pozostają ze sobą w dialogu i wzajemnie się uzupełniają. Bo bez tego nie mielibyśmy od 2023 r. „latarni”, w którym kierunku powinny podążać zmiany dotyczące przywracania praworządności.
W wyroku Biliński przeciwko Polsce ważne są także rozważania dotyczące środka odwoławczego. Trybunał stwierdził, że co do zasady Krajowa Rada Sądownictwa — gdyby spełniała kryteria niezależności — mogłaby być uznana za „ciało sądownicze” właściwe do rozpoznawania odwołań od decyzji o przeniesieniu sędziego. Ale jak wiemy, od 2018 r. tak nie jest - jest to organ upolityczniony, ze względu na wybór 15 sędziów dokonywany przez Sejm RP (por. wyrok w sprawie Advanca Pharma p. Polsce, skarga nr 1469/20, wyrok z 3 lutego 2022 r.). Ale nawet gdyby KRS była niezależna, to w przypadku odwołań od takich decyzji, konieczne byłoby zachowanie standardów sprawiedliwości proceduralnej (wysłuchanie strony, należyte uzasadnienie decyzji, skład gwarantujący obiektywizm rozpoznania odwołania).
Sędzia Biliński otrzymał 20 000 euro zadośćuczynienia, a kancelaria reprezentująca go — 6 000 euro tytułem zwrotu kosztów postępowania. Tyle zapłaci podatnik. Ale skutki wyroku są znacznie większe.
Truizmem byłoby pisać, że to kolejny wyrok potwierdzający konieczność naprawy polskiego sądownictwa i wyznaczający standardy w zakresie przeciwdziałania „dyscyplinarnemu” przenoszeniu sędziów. Dla mnie jest on ważny z innego powodu: przypomina, jak wiele osób przez całe dziesięciolecie było zaangażowanych w obronę praworządności — i kto był odpowiedzialny za jej niszczenie. Dopóki będziemy o tym pamiętać (a takie instytucje jak ETPCz będą nam to przypominać), nawet największe wyzwania pozostaną do udźwignięcia.
PS. Dziękuję Katarzynie Pierzchale za możliwość wykorzystania jednego ze zdjęć z Jej niezwykłego archiwum dokumentującego protesty.