Franki - Kancelaria Dudkiewicz

Franki - Kancelaria Dudkiewicz Strona, na której w przystępny sposób będę wyjaśniał kwestie prawne związane z kredytami w CHF. Zapraszam wszystkich "frankowiczów" ! Sam nim jestem.

13/07/2025

Jestem winien Państwu wyjaśnienia odnośnie czerwcowego wyroku TSUE w sprawie C 396/24 (Lubreczlik).

Wyrok ten dotyczył przede wszystkim tego, czy bank może pozywać kredytobiorcę o zwrot kwoty kapitału kredytu jeżeli kwestia nieważności umowy kredytu jest nadal przedmiotem sporu pomiędzy stronami i nie doszło jeszcze do wzajemnych rozliczeń po uznaniu umowy za nieważną. TSUE powiedział jasno, że bank nie może tego robić. Wydaje się więc, że wszystko jest jasne, a wyrok jednoznacznie pozytywny dla „frankowiczów”. Niestety nie jest to takie proste.

Wyrok ten wywołał silną medialną reakcję obu stron sporu. Obie strony próbują narzucić swoją narrację, jak należy ten wyrok rozumieć w szerszym kontekście. Przy czym, tradycyjnie, mamy tu do czynienia z próbami oczywistej manipulacji po stronie prawników bankowych wypowiadających się w mediach.

Zanim wyjaśnię jakie mogą być praktyczne skutki tego wyroku TSUE przypomnę, że banki kierują pozwy o zwrot kapitału do kredytobiorców, którzy w jakiś sposób (najczęściej już pozwem przeciwko bankowi) zakwestionowali ważność umowy kredytu. Taka akcja prawna kredytobiorcy, według aktualnie przyjętej interpretacji, rozpoczyna 3-letni bieg terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału kredytu. Banki powinny więc, według swojego modelu działania, złożyć taki pozew przed upływem trzech lat (licząc na koniec roku kalendarzowego) od momentu zakwestionowania ważności umowy przez kredytobiorcę. Duża część z Państwa już takie pozwy otrzymała, a reszta mogła się ich za czas jakiś spodziewać.

Taki krajobraz prawny nam się już jakiś czas temu ukształtował. Omawiany wyrok na pewno go zmieni. Nie wiemy jednak na razie w jaki dokładnie sposób. To będzie zależało od tego jaką strategię przyjmą banki i jak ten wyrok przełożą na praktykę polskie sądy. To drugie będzie szczególnie ciekawe.

Wracając do samego wyroku TSUE, to Trybunał powiedział rzecz na logikę oczywistą, tj., że europejskie przepisy o ochronie konsumenta stoją na przeszkodzie polskiemu orzecznictwu, zgodnie z którym w przypadku gdy umowa kredytu jest nieważna bank ma prawo żądać od konsumenta zwrotu całej nominalnej kwoty udzielonego kredytu, niezależnie od kwoty spłat dokonanych przez konsumenta w wykonaniu tej umowy i niezależnie od pozostałej do spłaty kwoty.

Banki jednak takie pozwy od dłuższego czasu składają opierając się na przyjętej już powszechnie od dłuższego czasu w orzecznictwie zasadzie „dwóch kondykcji”, czyli zasadzie, że każda ze stron nieważnej umowy kredytu może żądać od drugiej całości zapłaconych przez siebie kwot. Przyjęcie tej zasady pozwalało kredytobiorcom żądać wszystkiego co zostało na rzecz banku zapłacone, ale miało tę drugą stronę, że pozwalało to bankom dochodzić pozwem całej kwoty wypłaconego kapitału. Przy czym sądy, zgodnie zresztą z wnioskami banków, zawieszają masowo te sprawy do czasu zakończenia sporu w sprawie głównej, gdzie spodziewanym wynikiem jest uznanie umowy kredytu za nieważną. Wtedy zaś dopiero niejako aktywowałoby się roszczenie banku.

Dla kredytobiorcy możliwą negatywną stroną tych pozwów banków nie było zaś samo to, że bank żąda zwrotu kapitału (bo to mu się, co do zasady, finalnie należy), ale niepewność czy sąd nie obciąży kredytobiorcy niemałymi kosztami tej sprawy i czy uzna roszczenie odsetkowe banku za okres trwania procesu. Odnośnie tych dwóch kwestii mamy silne argumenty przeciwko takim potencjalnym negatywnym rozstrzygnięciom. Brak jest na dziś jednak ukształtowanego orzecznictwa, gdyż sprawy te w zdecydowanej większości pozostają zawieszone. Prawnicy kredytobiorców podkreślają m.in., że w sytuacji, gdy bank w sprawie z pozwu kredytobiorcy nadal kwestionuje to, że umowa jest nieważna, to nie może skutecznie dochodzić swojego roszczenia opartego przecież właśnie na nieważności umowy. Takie roszczenie należy uznać za co najmniej przedwczesne. Po omawianym wyroku TSUE trzeba uznać, że roszczenie takie bankowi w ogóle nie przysługuje.

W świetle bowiem omawianego wyroku TSUE, w sytuacji gdy dany kredytobiorca w ramach spłaty zobowiązań kredytowych zapłacił już bankowi więcej niż wypłacona przez bank kwota kredytu (co obecnie jest już regułą), to bank nie może już od kredytobiorcy nic żądać. W sytuacji zaś, gdyby kwota spłat kredytobiorcy byłaby jeszcze mniejsza niż kwota kapitału kredytu, bank mógłby wtedy, zgodnie z tą logiką, żądać tylko różnicy, już na dziś niewielkiej.
Jeżeli zaś tak, to te wszystkie pozwy banków przeciwko kredytobiorcom o zwrot kapitału należy uznać za pozbawione podstaw w całości, ewentualnie w zdecydowanej części. Odpaść zatem powinna kwestia ryzyka poniesienia kosztów tych spraw i ryzyka naliczania bankowi odsetek. To na pewno zdecydowanie pozytywny wniosek wynikający z wyroku TSUE. Prawnicy kredytobiorców forsują zaś pogląd, że tylko tak należy ten wyrok rozumieć.

Zupełnie inaczej przedstawiają ten wyrok w mediach i już w pismach procesowych prawnicy banków. Twierdzą oni, że TSUE podważył w nim całą teorię dwóch kondykcji i należy powrócić do tzw. teorii salda, tj. koncepcji, która kilka lat temu przeważała, że dana strona nieważnej umowy kredytu może żądać od drugiej tylko nadwyżki nad tym co sama drugiej stronie zapłaciła. Jest to oczywista manipulacja, gdyż TSUE nic takiego nie stwierdził. Co więcej, TSUE analizował polskie przepisy i praktykę sądową pod kątem realizacji ochrony konsumenta i w ogóle nie wypowiedział się o kwestii ani wzajemnych rozliczeń, ani tym bardziej ochrony interesów banków.

Jednakże w uzasadnieniu tego wyroku TSUE zawarł pewną oczywistą myśl, która strona bankowa podchwyciła i obecnie niesie na sztandarach. A mianowicie, że stosowanie przez polskie sądy utrwalonego orzecznictwa (tu o teorii wzajemnych roszczeń stron, które się automatycznie nie kompensują) nie może być argumentem, że przyjęta koncepcja jest słuszna, jeżeli jest ona sprzeczna z unijnym prawem ochrony konsumenta.

Z tego zaś prawnicy bankowi wywodzą, że skoro bank nie może już na obecnym etapie żądać od kredytobiorców zwrotu kapitału kredytu (bo już ma jego zwrot), to symetrycznie kredytobiorca nie może żądać od banku zwrotu zapłaconych kwot do poziomu kwoty wypłaconego przez bank kapitału. Prawnicy banków zdają się twierdzić, że nie jest możliwe, żeby zasada dwóch kondykcji mogła działać tylko na rzecz kredytobiorcy, który dalej mógłby żądać od banku zwrotu wszystkich zapłaconych kwot.

Naszym zadaniem będzie przekonać polskie sądy, że to właśnie i tylko to wynika z omawianego wyroku TSUE. Pomiędzy bankiem a kredytobiorcą nie ma bowiem symetrii. Na tym właśnie założeniu polega unijne prawo ochrony konsumenta.

Próbując bronić stanowiska banków odnośnie omawianego wyroku TSUE można zapytać, co miałyby w taki razie zrobić bank, jeżeli nie może już pozwać kredytobiorcy, żeby przy zasadzie dwóch kondykcji działającej dalej na rzec kredytobiorcy uchronić się przed przedawnieniem swojego roszczenia zanim kwestia nieważności umowy się ostatecznie wyjaśni. Odpowiedzią na to jest stwierdzenie, że bank może po prostu uznać nieważność umowy kredytu i rozliczyć się z kredytobiorcą przy takim założeniu. Jeżeli zaś tego nie robi i kontynuuje spór z kredytobiorcą w sprawie z jego powództwa, to sam stawia się w potencjalnie gorszej jeszcze sytuacji.

Jeżeli jednak „na koniec dnia” i tak należy bankowi, co do zasady, zwrócić kwotę wypłaconego kapitału kredytu, to można zapytać o co jest w istocie ten spór. Odpowiedź nie może zaskoczyć. Chodzi o duże pieniądze.

Jeżeli przyjąć, że wracamy po prostu do teorii salda, to roszczenia pieniężne dochodzone przez kredytobiorców są w całości lub w przeważającej części (do kwoty równej kwocie wypłaconego przez bank kapitału) niezasadne. To zaś miałoby po pierwsze na pewno znaczenie dla kwestii rozliczeń kosztów tych spraw, przede wszystkim kosztów zastępstwa prawnego. Przypuszczalnie sądy by je znosiły pomiędzy stronami, a nie zasądzały, jak teraz, na rzecz kredytobiorców, którzy w całości sprawę wygrywają.

Przede wszystkim jednak, wraz z oddaleniem roszczenia pieniężnego oddalane byłoby także związane z nim roszczenie odsetkowe kredytobiorcy. Odsetki zaś za kilka lat procesu potrafią stanowić połowę dochodzonej przez kredytobiorcę od banku kwoty podstawowej, stanowiąc jego dodatkowy pokaźny zysk z wygrania sprawy. To zaś w sytuacji, gdy, jak należy po omawianym wyroku TSUE uznać, bankom na pewno nie należą się odsetki od kwoty kapitału, które za okres od momentu złożeniu już przez bank pozwu niejako wyrównywały stan wzajemnych rozliczeń w oczekiwaniu na zakończenie sporu.

Ponadto mamy tu jeszcze w przypadku niektórych kredytobiorców kwestię możliwego uznania przez sąd przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału kredytu. To w sytuacji, gdy bank spóźnił się ze złożeniem swojego pozwu. Takie sytuacje mają niekiedy miejsce w przypadku tych kredytobiorców, którzy dość wcześnie zaczęli kwestionować swoją umowę, składając np. reklamacje albo zawezwania do próby ugodowej. Nie są to rzadkie przypadku. To czy sądy te przedawnienia będą uwzględniały, to oddzielny temat, ale to ryzyko w takich przypadkach na bankach ciąży i one to wiedzą. W sytuacji zaś, gdy przyjmiemy konsekwentnie teorię salda, to należy uznać, że tego ryzyka nie ma. Roszczenie banku o zapłatę kwoty kapitału zostanie bowiem wtedy zawsze rozliczone, gdyż kredytobiorca może dostać od banku tylko to, co zapłacił powyżej kwoty kapitału. Nie może zatem dostać zwrotu wszystkiego co zapłacił, a jednocześnie nie oddać bankowi kapitału powołując się na przedawnienie.

Analizując sytuację po omawianym wyroku TSUE nie można jednak ograniczyć się do aspektów czysto prawnych. Już bowiem widać, że wyrok ten wpływa na „klimat” w sądach i działania ministerstwa sprawiedliwości wciąż pracującego nad ustawą, której celem jest przyspieszenie rozpatrywania sporów „frankowych”. Dla obu tych aspektów centralnym zagadnieniem jest przeładowanie sądów sporami frankowymi.

Jak już wspominałem wyżej, konsekwencją teorii dwóch kondykcji było to, że banki zaczęły pozywać kredytobiorców o zwrot kapitału, więc w każdej niemal sprawie „frankowej” mamy już albo niedługo byśmy mieli dwa procesy. To oczywiście dodatkowo znacznie obciąża sądy. Ministerstwo planowało już wcześniej rozwiązania, a ten wyrok TSUE je w tym utwierdza, aby doprowadzić do sytuacji, gdy będzie tylko jeden proces. Planowane było więc mi.in. rozwiązanie, że banki będą mogły w sporze z powództwa kredytobiorcy, także gdy spór jest już na etapie drugiej instancji, składać wnioski o potrąceniu swojego roszczenia z roszczeniem kredytobiorcy. Obecnie mogą to robić, co do zasady, tylko w pierwszym piśmie procesowym. Przy czym banki tylko w bardzo nielicznych przypadkach to robiły, gdyż takie potrącenie jest w zasadzie przyznaniem się do przegranej. Ministerstwo w swoim oświadczeniu po omawianym wyroku TSUE stwierdziło, że potwierdza on założenia projektowanej ustawy. Ministerstwo twierdzi też, że zmodyfikuje projekt w kierunku zgodności z tym wyrokiem. Tu zaś istotne jest właśnie jak wyrok ten rozumieć. Tak wcześniej, jak i tym bardziej obecnie po tym wyroku, są wątpliwości czy projektowane przez Ministerstwo rozwiązania zmierzające do uproszczenia spraw i rozliczeń nie pozbawią kredytobiorców roszczeń odsetkowych lub czy nie wyeliminują możliwości podnoszenia zarzutu przedawnienia roszczenia banku. Znając życie przyjęte w ustawie rozwiązania, jeżeli zostanie ona w ogóle ostatecznie uchwalona, będą budziły w praktyce wątpliwości, które doprowadzą do sprzecznych orzeczeń.

Niezależnie od kwestii tej ustawy, można być niemalże pewnym, że część sądów tak czy inaczej wróci do teorii salda. Jest to im bowiem na rękę, żeby ograniczyć ilość sporów, a omawiany wyrok TSUE i argumenty przedstawiane przez stronę bankowo w pismach procesowych da im do tego pretekst. Już widać tego sygnały.

Najbliższe miesiące powinny dać, przynajmniej częściowo, odpowiedzi na te wątpliwości.

To jak ten wyrok wpłynie na praktykę orzeczniczą będzie mieć też znaczenie dla kalkulacji obu stron odnośnie potencjalnej ugody. W szczególności, jeżeli kredytobiorca stracić by miał w całości albo w znacznej części roszczenie odsetkowe, to będzie bardziej skłonny do zawarcia ugody z bankiem. Znaczna część banków jest już bowiem gotowa na ugodowe rozliczenia zbliżone lub nawet zakładające rozliczenie według teorii salda. Nie są jednak gotowe do rozliczenia odsetek, co często, wiem z praktyki, uniemożliwia kredytobiorcy zaakceptowanie propozycji banku. Należy założyć, że zarówno sądy jak i ministerstwo też to wiedzą. Może to być więc dla nich zachętą do parcia ku zaimplementowaniu w sądach teorii salda, co musiałoby się przyczynić do zwiększenia liczby zawieranych ugód i w ten sposób ograniczenia sporów sądowych. To zaś jest obecnie głównym celem tak sądów, jak i ministerstwa.
Na koniec, żeby powiedzieć coś jasno, a zarazem jednoznacznie pozytywnie, podkreślę, że oczywiście ani sam omawiany wyrok TSUE, ani bankowe koncepcje go interpretujące nie mogą zmieniać, i nawet nie próbują, kluczowej dla nas sprawy, czyli tego, że umowy kredytów „frankowych” należy uznawać za nieważne.

Uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.Korzystając z dłużej chwili wolnego przybliżę co wynika z niedawne...
01/05/2024

Uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.

Korzystając z dłużej chwili wolnego przybliżę co wynika z niedawnej (26.04.2024 r.) uchwały pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego (sprawa III CZP 25/22). Myślę, że przyjemna lektura na majówkę.

Poniżej link do pełnej treści pytań prawnych i treści uchwały:
https://www.sn.pl/orzecznictwo/SitePages/Najnowsze_orzeczeniaIOZ.aspx?ItemSID=1938-301f4741-66aa-4980-b9fa-873e90506a11&ListName=Zagadnienia_prawne

Przypomnę jednak najpierw, że jest to uchwała odpowiadająca na pytania sformułowane już kilka lat temu, która miała być wydana w 2021 r. Wtedy była bardzo oczekiwana, bo miała w założeniu ujednolicić orzecznictwo w sprawach „frankowych”, w tym w pierwszym rzędzie to, czy skutkiem niedozwolonych klauzul o przeliczeniach walutowych jest nieważność umowy, czy też może jakiś inny skutek. W szczególności dla kredytów indeksowanych, gdzie w orzecznictwie nie rozstrzygnięto wtedy jeszcze, czy w wypadku tego typu kredytu rozwiązaniem właściwym nie jest jednak tzw. „odfrankowienie” (przy zachowaniu ważności umowy jako złotówkowej). Uchwały wówczas ostatecznie nie podjęto z uwagi na to, że „starzy” sędziowie SN kwestionowali status sędziów „nowych” i zadali pytanie do TSUE w tej sprawie. TSUE niedawno wypowiedział się, że się tą kwestią nie zajmie. Kwestia uchwały więc niejako powróciła. Tym bardziej, że w międzyczasie „nowi” sędziowie mają już większość w SN i mogą uchwałę podjąć sami, co też miało miejsce 26.04.2024 r. Mimo tego, formalnie uchwała ta jest podjęta jako uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego.

W międzyczasie, prawie wszystkie kwestie, które miały być uchwałą rozstrzygnięte wyjaśniły się w orzecznictwie polskich sądów, w dużej mierze na podstawie orzeczeń TSUE wydawanych na gruncie polskich sporów o kredyty „frankowe”. Przy czym nadal zdarzały się nieliczne orzeczenia (tj. nieliczni sędziowie), które tego całego dorobku nie uwzględniały. Są one jednak uchylane przez sądy apelacyjne, więc nie było to specjalnie groźne dla osób, które miały pecha trafić do takiego sędziego w I instancji. Gorzej, że w zeszłym roku pojawiło się kilka niekorzystnych orzeczeń w samym SN podjętych przez „nowych” sędziów, mimo wielu wcześniejszych korzystnych orzeczeń wydanych przez SN. To już mogło budzić większy niepokój, bo w indywidualnej sprawie można było na etapie możliwej skargi kasacyjnej banku trafić na sędziego, który odwróci korzystne orzeczenie. W sumie zatem wśród prawników „frankowych” dominowało przekonanie, że lepiej by było, żeby ta uchwała nie zapadła, bo istniało ryzyko, że może coś „popsuć”. Nie popsuła. Trzeba bowiem w końcu wyjaśnić, że uchwała jest zdecydowanie korzystna dla „frankowiczów”. Przy czym te obawy nie były całkowicie nieuzasadnione, gdyż kilku sędziów zgłosiło zdania odrębne co do części rozstrzygnięć, w tym kluczowej kwestii nieważności umów.

Podjęcie tej uchwały eliminuje zatem przede wszystkim ryzyko, że w Sądzie Najwyższym trafi się na niechętnego frankowiczom sędziego, gdyż wiąże ona wszystkich sędziów SN. A już na pewno „nowi” sędziowie, którzy brali udział w jej podjęciu, nie będą jej kwestionować. Należy założyć, że w sprawach „frankowych” SN nie powinien już w ogóle przyjmować skarg kasacyjnych banków od wyroków stwierdzających nieważność umów. Było to ostatnio i tak już dość rzadkie, ale się zdarzało. Teraz już nie powinno, moim zdaniem. Nie wiemy natomiast czy ta uchwała przekona także tych nielicznych sędziów rozpoznających sprawy w I instancji, którzy nie podzielali poglądu o nieważności umów kredytów „frankowych”. Możliwe, że nawet to nie. Formalnie uchwała ta ich nie wiąże (wiąże tylko sędziów SN).

Drugą najistotniejszą kwestią wynikająca z tej uchwały jest ustalenie kiedy rozpoczyna się bieg przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału kredytu. Nie było to bowiem wyjaśnione w wyrokach TSUE i nie wykształciło się tu jeszcze orzecznictwo. A koncepcji prawnych jak to widzieć było kilka.

Ale po kolei.

Po pierwsze, SN stwierdził, że niezgodne z prawem klauzule o przeliczeniach walutowych według kursu ustalonego przez bank nie mogą być zastępowane innym sposobem określenia kursu waluty obcej wynikającym z przepisów prawa lub zwyczajów. To już w 2019 r. stwierdził TSUE w słynnym wyroku w sprawie Dziubak.

Po drugie, skoro powyższe jest niemożliwe, to umowa jest nieważna. Wykluczono tu zatem inny skutek, w szczególności „odfrankowienie” dla kredytów indeksowanych. Orzecznictwo polskich sądów było tu już od dość dawna niemal jednolite.

Po trzecie, skoro umowa kredytu jest nieważna, to każda ze stron ma samodzielne roszczenie o zwrot zapłaconych kwot. Sąd nie może zatem sam dokonywać potrącenia (tzw. teoria salda), niejako pomagając w ten sposób bankowi z dochodzeniem jego roszczenia. Tak już w kilku wcześniejszych wyrokach przesądził sam SN i w orzecznictwie to już było widziane jednolicie.

Po czwarte, wspomniana wyżej kwestia przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału kredytu. Tu SN przyjął, wydaje się, najrozsądniejszą koncepcję, że ten termin „rozpoczyna się co do zasady od dnia następującego po dniu, w którym kredytobiorca zakwestionował względem banku związanie postanowieniami umowy”. Tutaj ważne będzie co SN napisze w uzasadnieniu pisemnym, ale z uzasadnienia ustnego wydaje się wynikać, że już samo zakwestionowanie niedozwolonych klauzul, nawet bez wskazania, że ich skutkiem jest nieważność umowy, rozpoczyna bieg przedawnienia roszczenia banku.

Jeżeli tak, to w zasadzie każde pismo do banku, w którym została zarzucona sprzeczność z prawem indeksacji/denominacji kredytu powinna rozpoczynać bieg przedawnienia roszczenia banku. Oczywiście, tym bardziej zawezwanie do próby ugodowej albo już sam pozew przeciwko bankowi. W konsekwencji, bank, aby zapobiec przedawnieniu swojego roszczenia o zwrot kapitału, musi w ciągu 3 lat (liczonych na koniec roku kalendarzowego) od takiego pierwszego pisma kredytobiorcy pozwać go o zwrot kapitału. Pisałem już o tym wcześniej, a cześć z Państwa już takie pozwy dostała. W każdym takim przypadku ja analizuję czy mogło dojść do przedawnienia roszczenia banku i to sądowi przedstawiam. I do przedawnienia dochodzi, bo banki często się spóźniają z pozwem w sytuacji, w której kredytobiorca przed złożeniem pozwu wysyłał we wcześniejszych latach jakieś pisma do banku. Banki bowiem, przynajmniej do tej pory, były w stanie kontrolować przedawnienie składając pozwy w terminie 3 lat od złożenia pozwu przez kredytobiorcę, nie biorąc pod uwagę tych ewentualnych wcześniejszych pism kredytobiorcy. To się już jednak może zmienić. Ryzyko przedawnienia roszczeń banków istotnie wzrosło.

Przy czym muszę przypomnieć, że w sytuacji, w której do przedawnienia roszczenia banku doszło, sąd nie musi tego uwzględnić oddalając roszczenie banku o zwrot kapitału kredytu. Sędzia może bowiem (jest na to wyraźny przepis) oddalić zarzut przedawnienia z uwagi na zasady współżycia społecznego, przyjmując, że jednak zwrot samego kapitału kredytu się bankom należy. Jestem przekonany, że część sędziów będzie to rozwiązanie stosowało, ale inni nie. Już mieliśmy pierwsze przykłady orzeczeń, gdzie sąd uwzględniał zarzut przedawnienia roszczenia banku. Wtedy kredytobiorca ma dalej prawo żądać zwrotu wszystkich zapłaconych na rzecz banku kwot, ale bank nie ma prawa żądać zwrotu wypłaconego kapitału. Wiem, brzmi to niewiarygodnie, ale się już zdarzało, a analizowana uchwała potwierdza, że jest to prawnie możliwe.

I po piąte, w sytuacji nieważności umowy kredytu żadna ze stron nie może żądać nic więcej niż zwrot zapłaconych drugiej stronie kwot. Wykluczone są więc żądania banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału czy waloryzację kapitału. To już jednak wiedzieliśmy w świetle niedawnych orzeczeń TSUE i banki to przyjęły do wiadomości. Wykluczone są jednak, zgodnie z tą uchwałą, także roszczenia kredytobiorcy o jakąś formę wynagrodzenia za czas korzystania przez bank z kwot płaconych nienależnie przez kredytobiorcę tytułem spłaty kredytu. Tego TSUE nie wykluczył, pozostawiając decyzję w tej kwestii polskim sądom. Ta uchwała temat ten zamyka.

Na koniec dodam, że Związek Banków Polskich wydał komunikat, gdzie poddaje w wątpliwość ważność tej uchwały z uwagi na fakt, że podjęli ją „nowi” sędziowie SN. Co się jeszcze wydarzy w kwestii statusu „nowych” sędziów SN nie wiemy. Ale nawet, gdyby ta uchwała była w praktyce podważana, to niewiele to zmieni dla samych spraw sądowych. Zasadniczo bowiem potwierdza ona jedynie dotychczasowy dorobek orzecznictwa TSUE i zdecydowanej większości sądów polskich.

Sąd NajwyższyOrzecznictwoNajnowsze_orzeczeniaIOZ Wydrukuj stronę Najnowsze_orzeczeniaIOZ Najnowsze orzeczenia Przejdź do szczegółów elementu Kryteria filtrowania Zakres: Izba Cywilna zmień na inny zakres Sygnatura: III CZP 25/22 zmień na inną sygnaturę III CZP 25/22 Skład Izba Cywilna Da...

10/01/2024

Grudniowe orzeczenia TSUE w sprawach C-140/22, C‑28/22 i C-765/22

Będzie długo, więc dla osób zabieganych krótko podsumuję, co z tych wyroków w praktyce wynika:

- składanie przez kredytobiorców często sformalizowanych oświadczeń odnośnie nieważności umowy, co powszechnie wymagały sądy, okazało się zbędne

- w konsekwencji, skoro nieważność umowy kredytu nie zależy od złożenia tego oświadczenia przed sądem, banki muszą tym bardziej brać realnie pod uwagę możliwość przedawnienia swoich roszczeń o zwrot wypłaconego kapitału kredytu, bo znały stanowisko kredytobiorcy już na pewno od odebrania pozwu; tym bardziej zapewne banki będą pozywać kredytobiorców o zwrot kapitału kredytu, nawet jeżeli, co najczęstsze, sprawa z pozwu kredytobiorcy się jeszcze nie skończyła

- sądy nie powinny „ucinać” w wyrokach kredytobiorcom żadnych odsetek od kwot żądanych od banku

- banki nie mogą żądać od kredytobiorców niczego więcej niż zwrot samego wypłaconego kapitału kredytu, w tym w szczególności ostatnio „modnego” roszczenia o waloryzacje kapitału kredytu.

Pierwszy wyrok z dnia 07.12.2023 r. w sprawie C-140/22 dotyczy bezpośrednio przede wszystkim kwestii konieczności składania przez kredytobiorców oświadczeń w kwestii nieważności umowy kredytu (wielu z Państwa takie oświadczania już złożyło). A miało to w praktyce znaczenie przede wszystkim dla terminu, od którego sąd zasądzał kredytobiorcy odsetki za opóźnienie od żądanych od banku kwot. Wielu sędziów, i ta tendencja stopniowo narastała, oddalało bowiem roszczenie odsetkowe kredytobiorców za okres do złożenia takiego oświadczenia. Było to wynikiem takiej interpretacji konsekwencji jednej z uchwał Sądu Najwyższego z 2021 r., dość kontrowersyjnej. SN przyjął w niej, że o ostatecznej nieważności umowy kredytu można mówić dopiero od momentu złożenia przez kredytobiorcę przed sądem takiego oświadczenia.

Trybunał zakwestionował w ogóle konieczność składania takich oświadczeń jako warunku uznania przez Sąd umowy jako nieważnej. Choć zapewne same pouczenia o skutkach nieważności uznania umowy za nieważną nie znikną z praktyki sądowej, bo pojawiły się w niej właśnie z uwagi na orzecznictwo TSUE, to nie powinny być one już łączone ze składaniem oświadczeń przez kredytobiorców. Na pewno zaś tym oświadczeniom nie można nadawać takiej roli, jak to robiła znaczna część sędziów.

W szczególności powinno to doprowadzić do zaprzestania praktyki „ucinania” odsetek w wyrokach. To zaś są konkretne kwoty wynoszące dla średniego kredytu zwykle kilkadziesiąt tysięcy złotych, biorąc pod uwagę, że sprawy trwają kilka lat, a często te oświadczenia były składane dopiero pod koniec procesu na rozprawie. Nierzadkie były też przypadki, że sąd apelacyjny uznawał oświadczenie złożone w I instancji przed sądem okręgowym za niewystarczające i odbierając ponownie takie oświadczenie „ucinał” odsetki aż do tego momentu, czyli w praktyce za okres prawie całego wieloletniego procesu. Powinno tu dojść do istotnej zmiany na lepsze, ale zobaczymy. Nadmienię też, że część sędziów, słusznie, uznawała koncepcję „ucinania” odsetek za chybioną i zasądzali odsetki za cały okres procesu.

Drugi wyrok z dnia 14.12.2023 r. w sprawie C-28/22 dotyczył kilku kwestii, z których konieczne do przedstawienia są dwie najważniejsze. Zacznę od wyjaśnienia, choć wszyscy Państwo powinni to wiedzieć, że w sytuacji uznania umowy za nieważną, czyli wygrania procesu przez kredytobiorcę i zasądzenia zwrotu kwot zapłaconych na rzecz banku, bank może z kolei dochodzić od Państwa zwrotu wypłaconego kapitału kredytu.

W związku z tym, Trybunał po pierwsze stwierdził, że nie jest tak, że roszczenie banku o zwrot wypłaconego kapitału kredytu przedawnia się dopiero z momentem kiedy umowa stanie się „trwale bezskuteczna”. To zaś następować miało, zgodnie z poglądem wyrażonym przez Sąd Najwyższy we wspomnianej uchwale, dopiero po złożeniu przez kredytobiorcę tego oświadczenia, o którym była mowa wyżej. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Sąd Najwyższy chciał tą uchwała uratować banki przed możliwym przedawnieniem ich roszczeń o zwrot kapitału, proponując takie dziwne konstrukcje prawne, łamiące dotychczasowe utrwalone wzory interpretacji prawa.

Roszczenia banku przedawniają się bez żadnych wątpliwości w terminie 3-letnim (liczonym do końca roku kalendarzowego, w którym to przedawnienie zachodzi). Pytanie jednak kiedy ten termin się rozpoczyna?

Przy przyjęciu koncepcji Sądu Najwyższego, roszczenie banków mogłoby zacząć się przedawnić najwcześniej dopiero z momentem złożenia przez kredytobiorcę oświadczenia. Praktyka składania oświadczeń pojawiła się zaś stosunkowo niedawno, ta uchwała SN ją w ogóle na dobre rozpoczęła, i raczej żadnemu bankowi nic by się jeszcze nie przedawniło. Banki w każdej chyba sprawie miałyby więc szansę temu zapobiec, pozywając kredytobiorcę o zwrot kapitału.

Wyjaśnię tu, że wspominałem już kiedyś, że banki składają pozwy m.in. o zwrot kapitału przeciwko dużej części kredytobiorców, gdy mijają 3 lata od momentu złożenia przeciwko bankowi pozwu. Według jednej z koncepcji prawnych, zakwestionowanie w ten sposób (ewentualnie wcześniej w jakimś piśmie/reklamacji) ważności umowy rozpoczyna bieg terminu przedawnienia. To koncepcja, konkurencyjna wobec powyżej opisanej, dużo niebezpieczniejsza dla banków. Banki nie chciały tu ryzykować i masowo pozywają kredytobiorców. Część z Państwa, w szczególności Ci, którzy złożyli pozwy przeciwko bankowi z 2019 r. już takie pozwy banków otrzymali (i nimi się zajmuję). Banki najczęściej składają takie pozwy pod koniec roku, więc niedługo mogą się ich spodziewać osoby, które złożyły pozew w 2020 r. Niektórzy z tej grupy już je zresztą mają. Jak widać, w świetle omawianego wyroku TSUE, z punktu widzenia banków taka polityka była słuszna i trzeba założyć, że będą ją teraz stosowały bardziej konsekwentnie.

Nie wszystkie bowiem banki to robiły albo robiły to niekonsekwentnie np. pomijając, że niektórzy kredytobiorcy już wcześniej, tj. przed złożeniem pozwu, wysłali pisma kwestionujące ważność umowy. Banki winny wtedy złożyć swój pozew wcześniej. W niektórych sprawach roszczenie banków o zwrot kapitału mogło się więc przy przyjęciu tej koncepcji przedawnić. Należy jednak pamiętać, że w przypadku postawienia przez kredytobiorcę zarzutu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału sąd może takiego zarzutu nie uznać, powołując się na zasady współżycia społecznego. Jest na to wyraźny przepis. Zobaczymy jak takie sytuacje rozwiąże praktyka orzecznicza. Zgaduję, że niejednolicie. Przy czym słyszeliśmy już o pierwszych wyrokach, gdzie sąd oddalił na przedawnieniu roszczenie banku o zwrot kapitału, czyniąc kredyt całkowicie już darmowym. Kwestię ewentualnego przedawnienia będę miał na względzie przy analizie pozwów banków, jakie będą Państwo dostawać.

Przy czym Trybunał w omawianym wyroku nie wskazał, czy ta korzystniejsza dla „frankowiczów” koncepcja rozpoczynania się biegu przedawnienia roszczeń banków, czy jakakolwiek inna, jest słuszna. Powiedział tylko, że niesłuszna jest ta niezwykle korzystna dla banków, którą wymyślił sobie Sąd Najwyższy.

Dalej w tym drugim wyroku Trybunał orzekł o innej bardzo ważnej kwestii, tj. zasadności zarzutu zatrzymania. Zarzut ten banki składają masowo w sprawach sporów frankowych, często dopiero przed samym wyrokiem, już w sądzie apelacyjnym. Chodzi tu o to, że banki domagają się, żeby w wyroku uznającym nieważność umowy i zasądzającym zwrot zapłaconych na rzec banku kwot, sąd uzależnił tę zapłatę na rzecz kredytobiorcy od konieczności w praktyce wcześniejszego zapłacenia bankowi kwoty wypłaconego kapitału. Znaczna część sędziów zarzut taki dotąd uwzględniała. Ogólnie przepis pozwalający na coś takiego znajduje się w kodeksie cywilnym, ale istnieje wiele argumentów, że w tej sytuacji nie może być stosowany i inna część sędziów to podzielała.

Opisany wyżej skutek uwzględnienia tego zarzutu może się wydawać bardzo niekorzystny. W praktyce jednak można było, a w zasadzie trzeba było, go ominąć poprzez dokonanie jednostronnego albo umownego potrącenia wzajemnych roszczeń z bankiem. W efekcie wzajemne roszczenie się „zerowały” i finalnie do zapłaty była nadwyżka dla którejś ze stron (zależało od stanu rozliczeń).

Bardziej jednak dotkliwy, konkretnie finansowo, był natomiast znowu skutek w postaci „ucinania” przez Sąd odsetek. Tym razem odsetek za okres od złożenia przez bank tego oświadczenia. Przy czym spotykaliśmy się jeszcze z gorszą praktyką, gdzie sąd w ogóle nie zasądzał żadnych odsetek, także za okres przed złożeniem przez bank takiego oświadczenia.

Na pytanie odnośnie zasadności zarzutu zatrzymania i związanego z tym „ucinania” odsetek Trybunał odpowiedział w ten sposób, że uwzględnianie takiego zarzutu jeżeli prowadzi to do „ucinania” odsetek jest niezgodne z unijnym prawem ochrony konsumenta. Praktyka „ucinania” odsetek powinna się zatem skończyć. Z wyroku Trybunału nie wynika jednak wprost, czy powinno być wyeliminowane także samo uwzględnianie zarzutu zatrzymania. Zobaczymy jak to sądy będą interpretowały. Zgaduję, że różnie.

I w końcu trzecie orzeczenie TSUE z dnia 11.12.2023 r. w spawie C‑756/22. Zapadło ono pomiędzy tymi wyżej opisanymi dwoma i przeszło trochę bez echa w mediach. Choć wśród prawników „frankowych” zostało oczywiście zauważone. Wynika to z tego, że nikt się tego orzeczenia nie spodziewał, nie było ono anonsowane przez Trybunał. Zapadło bowiem w formie postanowienia, a nie wyroku. Trybunał uznał, że nie ma potrzeby kwestii specjalnie analizować, robić rozprawy itd., ponieważ jest całkowicie jasna.

Chodzi tu mianowicie o zasadność dodatkowych, poza zwrotem samego kapitału kredytu, roszczeń banków w sytuacji uznania umowy kredytu za nieważną. Z pewnością powinni Państwo pamiętać, bo o tym było głośne w mediach, a ja oczywiście też to omawiałem, że TSUE w wyroku z czerwca 2023 r. uznał, że bankom nie przysługuje roszczenie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Pisałem też, że to nie zamknie sprawy dodatkowych roszczeń banków i że coś innego niż to wynagrodzenie banki będą próbowały dochodzić. Tym czymś, już dość powszechnie ostatnio, stało się roszczenie o waloryzację zwracanego kapitału. Banki dodają to roszczenie składając pozwy o zwrot kapitału, a wcześniej wysyłając wezwania do zapłaty. Ponadto, jak już dochodzi do wzajemnych rozliczeń po wygraniu sprawy, banki zaznaczają, że oprócz rozliczenia kapitału przysługuje im jeszcze waloryzacja i będą jej dochodzić w przyszłości. Może to być irytujące. Należy tu jednak wyjaśnić, że były informacje o kilku wyrokach, chyba żadnym prawomocnym, gdzie sądy taką waloryzację przyznały. A wychodzi to zwykle kilkadziesiąt procent kapitału kredytu i to raczej powyżej 50%. Zwykle banki liczą to na podstawie inflacji za okres od dnia wypłaty kredytu do dziś. Przepis, który na to pozwala można oczywiście znaleźć w kodeksie cywilnym. Ale znowu, jego proste zastosowanie nie uwzględnia unijnego prawa ochrony konsumenta.

Pytania w tej sprawie zdążyło zadać już kilka sądów w Polsce i finalnie, za jakiś czas, spodziewano się wyroku TSUE, który pogrzebie także tę koncepcję, jak wcześniej wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, i to z tych samych względów. Doczekaliśmy się orzeczenia TSUE wcześniej niż myśleliśmy. Co ciekawe, jest to osobista sprawa Prezesa Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, który został pozwany przez bank.

Pytanie polskiego sądu do TSUE dotyczyło kilku spotykanych w praktyce albo potencjalnych koncepcji dochodzenia przez banki innych roszczeń niż zwrot samego kapitału. Jedną z nich, najistotniejszą w znanej praktyce, okazała się wspomniana waloryzacja zwracanego kapitału. Trybunał podsumował to króciutko – bankom nie należy się nic oprócz zwrotu samego kapitału (oraz odsetek za opóźnienie od chwili wezwania kredytobiorcy do zapłaty tej kwoty kapitału). W uzasadnieniu Trybunał przywołał w szczególności argumentację ze swojego orzeczenia z czerwca odnośnie niezasadności wynagrodzenia za korzystanie z kapitału.

Nie wiemy co Trybunał zrobi z pozostałymi pytaniami polskich sądów na ten temat, które są już w Trybunale, ale jeżeli zdecyduje się na nie odpowiedzieć, to należy założyć, że równie jednoznacznie.

Reasumując, wydaje się, że można założyć, że już z pewnością w sytuacji nieważności umowy kredytu banki nie mają szans uzyskania od kredytobiorców żadnych innych kwot poza zwrotem samego kapitału kredytu. Niezależnie jaką by jeszcze wymyśliły na to podstawę prawną.

Adres

Ulica Widok 8/5p
Warsaw
00-023

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Franki - Kancelaria Dudkiewicz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Franki - Kancelaria Dudkiewicz:

Udostępnij