Kancelaria Radcy Prawnego Tomasz Zabiełło

Kancelaria Radcy Prawnego Tomasz Zabiełło Radca prawny Tomasz Zabiełło specjalizuje się w prawie gospodarczym i cywilnym, ze szczególnym uwzględnieniem prawa rodzinnego i spadkowego.

22/04/2020

Pożyczka zamiast kredytu

Powódki W. i B. zawarły z Bankiem umowę kredytu hipotecznego indeksowanego do CHF (co oznacza, że kredyt oznaczony był w walucie polskiej i w takiej wypłacony oraz spłacany, a jedynie dla celów rozliczeń przeliczano go na franki szwajcarskie) w kwocie 185.000 zł. Przeliczenia na kurs CHF odbywały się na podstawie tabeli kursów obowiązującej w danym dniu w banku. Kredytobiorcy mieli możliwość dokonywania spłat we frankach. Podczas przeliczeń kursowych bank stosował tzw. spread walutowy, czyli swój narzut, nigdzie konkretnie nie określony. W pozwie klientki banku domagały się unieważnienia umowy kredytu i zwrotu części wpłaconych pieniędzy.
Sądy obu instancji uznały, że klauzule umowne, które pozwalały obliczać bankowi jego należności według kursu dowolnie ustanawianego przez bank, są niedozwolonymi postanowieniami, a tym samym nieważnymi. Ale Sąd Apelacyjny uznał jednocześnie, że brak jest przeszkód, aby otrzymany kredyt, który w związku z wyeliminowaniem niedozwolonych klauzul umownych w stosunku do konsumenta, przyjmuje postać zwykłego kredytu złotowego był spłacany – jako zwykły kredyt złotowy – zgodnie z harmonogramem, o którym mowa w § 10 ust. 1 umowy kredytu. Pogląd ten nie wzbudza większych wątpliwości w zakresie kwoty kapitału (który w możliwy jest do ustalenia w sposób jednoznaczny). Pewien problem pojawia się na tle ustalenia oprocentowania tego kredytu, które z kolei rzutuje na wysokość raty kapitałowo – odsetkowej. Należy uznać, że wartość świadczenia powinna być bezpośrednio określona w złotych polskich. Taki wniosek wynika bowiem z wyeliminowania z umowy wszelkich przeliczników na walutę obcą. Równocześnie brak podstaw, by modyfikować określenie ceny kredytu.
Próba modyfikacji przy takiej okazji innych postanowień umowy byłaby sprzeczna zarówno z tym przepisem, jak i z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, z którego wynika zakaz zmieniania przez sąd postanowień umowy. Jeżeli zakaz ten dotyczy bezpośrednio postanowienia uznanego za abuzywne, to tak samo, a nawet tym bardziej musi obejmować także inne postanowienia umowy, nawet jeżeli uznane zostałoby, że pośrednio wiążą się z postanowieniem abuzywnym (zabronionym).
Kredyt bankowy, który nie jest oprocentowany może przekształcać się w pożyczkę – w tym zakresie bowiem w definiującym wzajemne obowiązki stron art. 720 § 1 KC ustawodawca nie zdecydował się wskazać zwrotu odsetek, jako obowiązku pożyczkobiorcy. W takiej sytuacji jednak należałoby się opowiedzieć za dopuszczalnością takiej umowy pożyczki łączącej bank z klientem, albowiem zgodnie z art. 5 ust. 2 pkt 1 ustawy – Prawo bankowe udzielanie pożyczek pieniężnych pozostaje czynnością bankową, o ile pożyczka taka została udzielona przez bank. Rozważania te prowadzą do wniosku, iż możliwym jest trwanie stosunku obligacyjnego, treścią którego bank udzielił powódkom kredytu (pożyczki), który nie jest oprocentowany.
Jest to nowa koncepcja, jaka pojawiła się w orzecznictwie Sądu Apelacyjnego w Warszawie po słynnym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE z października 2019 r., bardzo atrakcyjna dla kredytobiorców. Każdy chciałby bowiem otrzymać duży kredyt a potem spłacać go przez wiele lat bez odsetek. Koncepcja ta czeka na weryfikację przez Sąd Najwyższy. Bankierzy drżyjcie!

08/04/2020

Pecunia non olet

W 2008 roku małżeństwo M. zawarło z bankiem umowę o kredyt w kwocie 200.000 zł denominowany we franku szwajcarskim (ponad 100.000 CHF). Wypełniając wniosek podpisali oświadczenie, że zostali poinformowani o ponoszeniu przez nich ryzyka wynikającego ze zmiany kursu waluty w przypadku zaciągnięcia kredytu denominowanego w walucie obcej oraz że przyjmują do wiadomości i akceptują to ryzyko. Kredyt wypłacono w złotych, raty również miały być spłacane w walucie polskiej. Umowa przewidywała, że kwota kredytu zostanie przeliczona na złote wg kursu kupna CHF obowiązującego w banku w dniu wypłaty (niby bank kupuje franki w celu realizacji umowy), zaś spłaty będą przeliczane po kursie sprzedaży, obowiązującym w dniu regulacji każdej kolejnej raty (niby bank sprzedaje franki).
Po kilku latach i drastycznym skoku kursu szwajcarskiej waluty, kredytobiorcy wystąpili do sądu o stwierdzenie nieważności umowy wskutek sprzecznych z prawem klauzul waloryzacyjnych, ewentualnie o przeliczenie kredytu na złote po kursie z dnia wypłaty. Sąd Okręgowy oddalił powództwo. Stwierdził, że wahania kursów walut są pochodną procesów polityczno-ekonomicznych o zasięgu międzynarodowym, na które bank nie ma żadnego wpływu. Mimo uznania, iż konstrukcja mechanizmu ustalania wysokości spreadu w umowie kredytowej stanowi niedozwoloną klauzulę umowną, odmówił unieważnienia umowy wskazując, że brak związania konsumenta daną klauzulą nie oznacza braku związania pozostałymi postanowieniami umowy. Wedle sądu, ekwiwalentem ryzyka związanego ze zmienną ceną franka szwajcarskiego było bowiem niższe oprocentowanie kredytu w relacji do typowych kredytów złotówkowych a powodowie usiłują w istocie dochodzić zachowania korzyści związanych z niższym oprocentowaniem kredytu w CHF przy jednoczesnym uchyleniu się od ryzyka zmiany kursu PLN do CHF, co nie ma nic wspólnego z przywróceniem równowagi kontraktowej. Jednym słowem uznał powodów za cwaniaków.
Sąd Apelacyjny podtrzymał stanowisko I instancji. Wskazał, że powódka została należycie poinformowana o ryzyku kursowym, gdyż potwierdziła wiedzę o ewentualnych skutkach zawarcia umowy denominowanej do waluty obcej. Podzielił stanowisko powodów, że klauzule indeksacyjne w całości nosiły charakter zabroniony, skoro pozwanemu pozostawiono dowolność w zakresie wyboru kryteriów ustalania kursu CHF w swoich tabelach kursowych a przez to kształtowania wysokości zobowiązań klientów. Wedle tego sądu wykładnia umowy łączącej strony prowadzi do wniosku, że wolą stron było zawarcie umowy o kredyt w walucie obcej i wskazanie sposobu zarachowania na poczet tego świadczenia wartości środków pobieranych z rachunku bankowego prowadzonego w walucie krajowej. Mechanizm przeliczania złotych na walutę pożyczki miał charakter waloryzacyjny. W tym kontekście uznanie, że zarówno wypłata pożyczki, jak i jej zwrot powinny być rozliczane dokładnie według takiego samego kursu (z dnia wypłaty kredytu) w istocie powodowałoby, że umowa zatraciłaby charakter umowy kredytu w walucie obcej, co byłoby niezgodne z wolą stron z daty zawarcia umowy i prowadziłoby do uprzywilejowania powodów.
Powodowie wystąpili ze skargą kasacyjną do Sądu Najwyższego. Ten rozpoczął analizę od stwierdzenia, że powodowie zawarli z pozwanym umowę kredytu denominowanego, w której kwota kredytu została wyrażona w walucie obcej (CHF), a wypłacona w walucie krajowej (PLN), zaś spłata kredytu następowała w walucie krajowej. Rację mają zatem - wskazał SN - skarżący, że udzielony im kredyt nie był kredytem walutowym, skoro mimo jego udzielenia w walucie obcej, nie był on ani wypłacony, ani spłacany w tej walucie. Funkcjonalnie nie różnił się on od kredytu indeksowanego w walucie obcej - posłużenie się w umowie walutą obcą służyło jedynie zastosowaniu - właśnie w postaci waluty obcej - innego niż pieniądz miernika wartości, a nie transferu waluty obcej do kredytobiorcy i spełnianiu świadczeń w tejże walucie.
Następnie podkreślił, iż mechanizm ustalania kursów waluty, który pozostawia bankowi swobodę, jest w sposób oczywisty sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta a klauzula, która nie zawiera jednoznacznej treści i przez to pozwala na pełną swobodę decyzyjną banku jest klauzulą niedozwoloną w rozumieniu art. 38511 § 1 KC. W przeciwieństwie do sądów powszechnych uznał w konsekwencji, że klauzule te kształtują prawa i obowiązki konsumenta - kredytobiorcy w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami przez uzależnienie warunków waloryzacji świadczenia od kompetencji silniejszej strony umowy, tj. banku. Odwołanie do kursów walut zawartych w „Tabeli kursów” obowiązującej w banku oznacza naruszenie równorzędności stron umowy przez nierównomierne rozłożenie uprawnień i obowiązków między partnerami stosunku obligacyjnego. Jednocześnie prawo banku do ustalania kursu waluty nie doznawało żadnych umownych ograniczeń w postaci skonkretyzowanych, obiektywnych kryteriów zmian stosowanych kursów walutowych. Swoista nierówność informacyjna stron, a w szczególności sytuacja, w której konsument dowiaduje się o poziomie zadłużenia ratalnego, już spłaconego w związku z podjęciem odpowiedniej sumy z jego rachunku, jest nie do zaakceptowania.
Pozostała jeszcze istotna kwestia potwierdzenia w umowie przez kredytobiorcę znajomości ryzyka związanego z ustalaniem kursów walutowych.Wprowadzenie do umowy kredytowej zawieranej na wiele lat, na nabycie nieruchomości stanowiącej z reguły dorobek życia przeciętnego konsumenta, mechanizmu działania ryzyka kursowego, wymagało szczególnej staranności banku w zakresie wyraźnego wskazania zagrożeń wiążących się z oferowanym kredytem, tak by konsument miał pełne rozeznanie konsekwencji ekonomicznych zawieranej umowy. Wystawiał on bowiem na nieograniczone ryzyko kursowe kredytobiorców, którzy nie mieli zdolności kredytowej do zaciągnięcia kredytu złotówkowego, czego pozwany jako profesjonalista był świadom, oferując tego rodzaju produkt celem zwiększenia popytu na swoje usługi. Nie jest więc wystarczające wskazanie w umowie, że ryzyko związane ze zmianą kursu waluty ponosi kredytobiorca oraz odebranie od kredytobiorcy oświadczenia, zawartego we wniosku o udzielenie kredytu, o standardowej treści, że został poinformowany o ponoszeniu ryzyka wynikającego ze zmiany kursu waluty oraz przyjął do wiadomości i akceptuje to ryzyko. Przedkontraktowy obowiązek informacyjny w zakresie ryzyka kursowego powinien zostać wykonany w sposób jednoznacznie i zrozumiale unaoczniający konsumentowi, który z reguły posiada elementarną znajomość rynku finansowego, że zaciągnięcie tego rodzaju kredytu jest bardzo ryzykowne, a efektem może być obowiązek zwrotu kwoty wielokrotnie wyższej od pożyczonej, mimo dokonywania regularnych spłat.
Wobec tych i innych błędów popełnionych przez sąd II instancji SN uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania sądowi apelacyjnemu.

Z tego wyroku płynie wniosek, że standardowe oświadczenia kredytobiorców o znajomości ryzyka kursowego, jakie w owych czasach dołączano do umów kredytowych, nie są warte papieru, na jakim je napisano - chyba że kredytobiorca pracował jako analityk finansowy.
Z kolei nie są skuteczne wobec konsumenta wszelkie klauzule indeksacyjne, które zawierają w sobie mechanizm ustalania wysokości kredytu lub jego spłaty w oparciu o kursy stosowane w danym banku. Jeśli w naszej umowie mamy taki kwiatek, to śmiało możemy składać pozew. To samo dotyczy waloryzacji składki ubezpieczeniowej stosowanej przy okazji udzielania kredytu.
Naprawdę warto pozywać banki - bankierzy liczą tylko na to, że większość klientów grzecznie spłaci swoje kredyty, choć w umowach zawarto bezprawne zapisy. Pieniądz nie śmierdzi...

RODO - pomagamy małym firmom.Opracujemy i wdrożymy:• politykę bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych,• instrukcję...
28/05/2018

RODO - pomagamy małym firmom.
Opracujemy i wdrożymy:
• politykę bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych,
• instrukcję zarządzania systemami informatycznymi,
• ewidencję osób upoważnionych do przetwarzania danych osobowych,
• indywidualne upoważnienia do przetwarzania danych osobowych dla każdego z Państwa pracowników,
• dokumenty pracownicze (oświadczenia o zachowaniu danych osobowych w poufności),
• umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych,
• inne dokumenty i formularze związane z przetwarzaniem danych osobowych (klauzule informacyjne, klauzule zgód na przetwarzanie danych osobowych, etc).

06/06/2017

Pamiątka z przeszłości

W dniu 19 września 1922 r. w Warszawie grono kilkudziesięciu nobliwych osób założyło Spółkę Akcyjną ZPR, która w krótkim czasie intensywnie rozwinęła działalność na terenie całej Polski, nabywając przy tym na własność kilka nieruchomości. Jednakże w połowie lat trzydziestych interes już tak dobrze nie szedł, a w 1938 r. sąd ogłosił upadłość spółki. Do momentu wybuchu wojny sprzedano wszystkie nieruchomości poza placem w obecnym centrum Lublina.
W czasie wojny spłonęły dokumenty zniknęli też akcjonariusze, wierzyciele, dłużnicy i syndyk. Powyższy stan trwał do początku lat sześćdziesiątych, kiedy to ktoś chciał zagospodarować plac w Lublinie i zaczął szukać właściciela. Po żmudnych badaniach sąd z powodu braku wierzycieli umorzył postępowanie upadłościowe i wyznaczył dla spółki kuratora a ten wydzierżawiał nieruchomość kolejnym zainteresowanym osobom.
Na początku XXI w. kolejny kurator z uwagi na wiek zrezygnował z funkcji a wtedy sąd ustanowił nowego, tym razem radcę prawnego. Pan Mecenas od razu zrozumiał, że ma w rękach interes życia. Żeby go jednak przeprowadzić, poprosił sąd o zmianę funkcji z kuratora na likwidatora, jako że ten pierwszy nie ma prawa rozporządzać mieniem spółki, a ten drugi jak najbardziej. Uzyskał zgodę i bez większych trudności znalazł nabywców placu a umowa sprzedaży z 2011 r. opiewała na prawie pół miliona złotych. Gotówką. Po pół roku biedaczek zmarł.
W dwa lata po jego śmierci sąd wyznaczył nowego kuratora, również radcę prawnego. Ten dogłębnie zbadał stan majątkowy spółki , odkrył fakt sprzedaży nieruchomości i ustalił, że pieniądze z transakcji zniknęły. Przy okazji wyszło na jaw, że likwidator nawet nie powiadomił sądu o sprzedaży jedynego składnika majątkowego ZPR S.A.
W dalszym ciągu dochodzenia wyszło na jaw, że spadkobiercami likwidatora ustanowiono jego synów bez przeprowadzania działu spadku.
Sprawozdanie z przeprowadzonych czynności powędrowało do sądu, który ze swej strony zawiadomił prokuraturę, gdzie sprawę po przesłuchaniu nabywców i spadkobierców umorzono. Z braku dowodów. Spadkobiercy zeznali bowiem, że o felernej gotówce nie mają zielonego pojęcia.
Szczęśliwy sąd zamknął sprawę, a sąd gospodarczy w 2016 r. wykreślił spółkę z Krajowego Rejestru Sądowego. Aż do samego końca akta cywilne nosiły sygnaturę z 1963 r. i była to prawdopodobnie najstarsza czynna sygnatura sądowa w Polsce.
Co się stało z pieniędzmi, o które nie mogli się już upomnieć wierzyciele lub akcjonariusze, nie wiemy, jakkolwiek możemy się domyślać.

PS. Wydawałoby się, że ta historia została nieodwołalnie zakończona. Jednak 13 sierpnia 2018 r. Prokuratura Rejonowa wszczęła ponownie śledztwo ws. przywłaszczenia 480.000 zł. C.d.n.

21/04/2017

Pewnego pięknego listopadowego dnia pani Z. zaparkowała swój samochód koło ogrodzenia placu budowy i udała się do salonu urody. Po powrocie stwierdziła, iż cała karoseria pojazdu została zachlapana białą farbą. Podobnie wyglądało kilka innych samochodów zaparkowanych w pobliżu. Również następnego dnia doszło do podobnej sytuacji z kolejnymi samochodami. Jak się okazało, teren budowy nie był w odpowiedni sposób zabezpieczony – podczas wykonywania elewacji nie zakryto rusztowań, nie osłonięto też samego ogrodzenia budowy.
Kierownik robót przyznał w rozmowie z poszkodowaną, że do zabrudzenia samochodów doszło w wyniku wylewania elewacji świeżo postawionego budynku i zaproponował 500 zł odszkodowania lub wyczyszczenie karoserii przez robotników – sprawców zabrudzenia. Pani Z. uznała zaproponowaną kwotę za zbyt niską a pomysł zatrudnienia do czyszczenia karoserii za niedorzeczny. Udała się więc do wyspecjalizowanego zakładu, który ustalił koszt wyczyszczenia pojazdu na 2500 zł i usługę wykonał.
Sprawca szkody odmówił zapłaty takiej kwoty, choć podobną wypłacił wcześniej innemu poszkodowanemu. Zapewne przestraszył się kumulacji roszczeń innych właścicieli.
Sprawa trafiła do sądu. Firma budowlana broniła się wskazując, że po drugiej stronie ulicy również miała miejsce budowa i niewykluczone, iż to z niej przywiało farbę. Poza tym zarzuciła powódce brak opinii biegłego co do kosztów usuwania zanieczyszczeń i oparcie się jedynie na fakturze wyspecjalizowanego zakładu oraz zeznaniach jego właściciela. Podważała wreszcie twierdzenia wszystkich świadków, którzy widzieli pobrudzone samochody i brak właściwego zabezpieczenia rusztowań, lecz nie zauważyli samego momentu zachlapania. Dla przeciwwagi wystawiła swoich świadków – kierownictwo budowy, które kategorycznie zaprzeczyło, jakoby rusztowania nie były zabezpieczone.
Sąd rejonowy przychylił się do stanowiska strony pozwanej. Wytknął powódce brak wniosku o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego, świadkom, że nie widzieli spadającej farby i przyjął za możliwe, iż jej drobiny przefrunęły przez ulicę z innej budowy – po czym powództwo oddalił.
Rozpoznający apelację sąd okręgowy był jednak innego zdania. Uznał, że z doświadczenia życiowego wynika, iż skoro samochody stały zaparkowane pod malowanym budynkiem, to przyczyną zanieczyszczeń są właśnie prace na tej budowie. Poza tym wskazał, że obowiązku przeprowadzania dowodu z opinii biegłego nie należy traktować dogmatycznie, szczególnie gdy roszczenie dotyczy niewielkich kwot a w sprawie powołano dowód z faktury i zeznań profesjonalisty w zakresie czyszczenia karoserii samochodowych. Nie bez znaczenia był fakt zapłaty przez sprawców odszkodowania innemu kierowcy, potwierdzony odpowiednim dokumentem i zeznaniami przed sądem I instancji. W rezultacie sąd uwzględnił powództwo w całości. Sprawca zaś zamiast zapłacić 2500 zł, musiał ostatecznie wyłożyć 4300 zł. Zapewne i tak mu się to opłaciło, gdyż pozostałych sześciu właścicieli zachlapanych samochodów z dochodzenia swoich praw zrezygnowało. :-(

14/04/2017

W wyniku kolizji drogowej spowodowanej przez drugiego uczestnika ruchu drogowego, samochód Pana S. uległ znacznemu uszkodzeniu. Wynajęty prywatnie rzeczoznawca ocenił całkowity koszt naprawy na 10.644 zł. Ubezpieczyciel sprawcy uznał za bezsporną kwotę 4473 zł i zobowiązał się dopłacić dodatkowo 5200 zł, jeśli poszkodowany dostarczy mu faktury źródłowe z naprawy. W międzyczasie Pan S. wynajął na 18 dni samochód zastępczy i po zakończeniu najmu zażądał od ubezpieczyciela z tego tytułu dodatkowo 3900 zł. Odmówił natomiast dostarczenia faktur za naprawę, uznając żądanie za pozbawione podstaw prawnych.
Sprawa trafiła do sądu, który powołał biegłego rzeczoznawcę. Wedle jego opinii koszt naprawy wyniósł 10.700 zł, zaś czas niezbędny na jej przeprowadzenie – 22 dni (biegły uwzględnił okres świąteczny w grudniu i styczniu). W rezultacie sąd rejonowy zasądził na rzecz powoda pozostałą do zapłacenia różnicę wynikającą ze szkody w pojeździe, lecz odmówił uznania roszczenia za korzystanie z samochodu, gdyż wedle jego mniemania, powód winien był wykazać utratę możliwości korzystania z pojazdu oraz niezbędność pojazdu zastępczego dla zaspokajania konkretnych potrzeb życiowych i brak możliwości ich zaspokojenia w inny sposób. Nie przekonała sądu faktura z wypożyczalni samochodów oraz oświadczenie wypożyczającego o przyjęciu pojazdu do warsztatu i o wydaniu pojazdu zastępczego.
Rozpoznający apelację sąd okręgowy zmienił wyrok i zasądził na rzecz powoda należność z tytułu najmu pojazdu zastępczego. W uzasadnieniu wskazał, iż zgodnie z przepisem art. 822 § 1 k.c. przez umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej ubezpieczyciel zobowiązuje się do zapłacenia określonego w umowie odszkodowania za szkody wyrządzone osobom trzecim, wobec których odpowiedzialność za szkodę ponosi ubezpieczający albo ubezpieczony. Świadczenie ubezpieczeniowe obejmuje całość poniesionej przez osobę trzecią szkody a zatem obejmuje ono także wydatki poniesione w następstwie zdarzenia szkodzącego, które by nie powstały bez tego zdarzenia, prowadzące do powypadkowego zmniejszenia majątku poszkodowanego (np. koszt wynajmu samochodu zastępczego powstał na skutek zniszczenia samochodu należącego do osoby trzeciej). Podkreślił przy tym, że odpowiedzialność ubezpieczyciela z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za uszkodzenie albo zniszczenie pojazdu mechanicznego nie służącego do prowadzenia działalności gospodarczej obejmuje celowe i ekonomicznie uzasadnione wydatki na najem pojazdu zastępczego. Nie jest ona uzależniona od niemożności korzystania przez poszkodowanego z komunikacji zbiorowej. Aktualnie nie ulega wątpliwości, że zwrot kosztów najmu pojazdu zastępczego przysługuje także wówczas, gdy uszkodzony pojazd wykorzystywano wyłącznie dla celów prywatnych. Sposób wykorzystywania i to, jakie potrzeby były zaspakajane za jego pomocą, jest wyłącznie sprawą poszkodowanego i nie powinny podlegać ocenie zgodnie z kryterium racjonalności. Istotne jest, iż poszkodowany ma prawo do podjęcia działań w celu osiągnięcia stanu maksymalnie bliskiemu stanowi sprzed wypadku, a odpowiedzialny za szkodę powinien zwrócić wynikające z tego koszty.
Nie należy się wiec obawiać korzystania z samochodów zastępczych, ale trzeba to robić z głową. 🙂

04/04/2017

Pani W. nie płaciła czynszu i w rezultacie właściciel nieruchomości – wyższa uczelnia w Warszawie – rozwiązał z nią umowę najmu oraz wystąpił o eksmisję. Żądaniem eksmisji objęto również dziesięcioletniego syn pozwanej. W toku postępowania Pani W. wystąpiła o przyznanie lokalu socjalnego.
Sąd I instancji orzekł eksmisję i odmówił przyznania lokalu socjalnego. To ostatnie uzasadnił wskazując, że w sprawie zachodzi „brak łączności” między Panią W. a terytorium Warszawy, gdyż ona sama pochodzi z jednego z miast w południowo – wschodniej Polsce, gdzie do tej pory rodzice posiadają własny dom. A skoro były mąż pozwanej, który założył nową rodzinę, mieszka w Warszawie, to nic nie stoi na przeszkodzie, dywagował dalej sąd, aby dziecko umieścić u ojca, zaś sama pozwana przeniosła się do rodziców (250 km od Warszawy).
Wyrok został zaskarżony. Pełnomocnik Pani W. wskazał, że sąd cywilny wszedł w kompetencje sądu rodzinnego, gdyż nie jest jego rolą ustalać, kto ma wykonywać władzę rodzicielską, a już szczególnie zmieniać wcześniejszy wyrok sądu rozwodowego w tym względzie. Poza tym nie istnieje w prawie polskim pojęcie „łączności” obywatela z częścią terytorium państwa, zresztą sama pozwana już od dziesięciu lat mieszka w Warszawie, najpierw z mężem i dzieckiem, a następnie po rozwodzie. W związku z powyższym zażądał przyznania lokalu socjalnego.
Sąd Okręgowy uznał, że wywody pełnomocnika pozwanej są słuszne a skład sędziowski rozpoznający apelację w ogóle nie rozumie uzasadnienia zaskarżonego wyroku i... przyznał lokal socjalny. :-)

23/03/2017

Pani K. na miesiąc przed urodzeniem dziecka zarejestrowała działalność gospodarczą w postaci organizatora imprez artystycznych, zapłaciła również wysoką składkę do ZUS. Przed rozwiązaniem zdążyła zawrzeć kilka umów m. in. z zespołami muzycznymi i doprowadzić do zorganizowania jednej imprezy. Po urodzeniu dziecka wystąpiła o zasiłek macierzyński do ZUS. Zakład Ubezpieczeń Społecznych odmówił jednak wypłaty stwierdzając, że Pani K. zarejestrowała działalność pozorną, jedynie w celu wyłudzenia wysokiego zasiłku.
Sprawa trafiła do sądu, który po przeprowadzeniu rocznego procesu i przesłuchaniu kilkunastu świadków uznał zarejestrowaną działalność gospodarczą za rzeczywistą i zobowiązał ZUS do zapłaty całej kwoty zasiłku w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Sąd stwierdził m. in., że wysokość świadczeń nie zależy od uznania organu ubezpieczeń społecznych. Zakład ma obowiązek wypłacać świadczenia w takiej wysokości, jaka wynika z przepisów ustaw, które nie przewidują możliwości uchylenia się od tej powinności w całości lub w części ze względu na to, że w ocenie organu ubezpieczeń świadczenie jest „nienależnie wysokie”, „nieekwiwalentne”, bądź że kwota, jaką należy wypłacić, jest „niesłuszna”, „niesprawiedliwa” czy „niegodziwa”.
Problem nieekwiwalentności świadczeń – roztrząsał dalej Sąd – uzyskiwanych z Funduszu Ubezpieczeń do wkładu ubezpieczonego w ten Fundusz (opłacanie składek od wyższej podstawy wymiaru tylko przez krótki okres) nie może być zatem rozwiązany przez przypisanie Zakładowi uprawnień do weryfikacji deklarowanej kwoty jako zmierzającej do osiągnięcia „”zawyżonych świadczeń z ubezpieczenia społecznego”, a w konsekwencji wypłaty zasiłku macierzyńskiego w niższej niż przysługująca zgodnie z ustawą wysokości, albowiem nie ma do tego żadnych podstaw prawnych.
Jak się więc okazuje, nie jesteśmy bezbronni wobec niezgodnych z prawem działań ZUS. Warto dać szansę sądom.

20/03/2017

W dniu 14 kwietnia Pani B. zawarła z Panem A. umowę, zgodnie z którą ten ostatni zobowiązał się w nieprzekraczalnym terminie ustalonym na 5 czerwca dokonać wymiany okien w należącym do zamawiającej apartamencie. Całość wynagrodzenia ustalono na 13.000,00 zł. Umowa przewidywała również obowiązek zapłaty kary umownej równej 10% wartości kontraktu, gdyby termin realizacji wykonawca przekroczył o więcej niż 7 dni. Pan A. pobrał zaliczkę w wysokości 4.500,00 zł, lecz umowy nie wykonał, wielokrotnie przekładając terminy, aż w końcu w ogóle przestał się kontaktować.
Pani B. nie marnowała czasu na wysyłanie kolejnych monitów, wystąpiła do sądu i uzyskała nakaz zapłaty zarówno co do zwrotu zaliczki jak i zapłaty kary umownej. Sąd dodatkowo przysądził na jej rzecz koszty postępowania, w tym wynagrodzenie radcy prawnego (ogółem 1490,00 zł). Komornik sprawnie ściągnął całość należności, doliczając swoje wynagrodzenie. W międzyczasie okazało się, że dłużnik ma więcej podobnych spraw i kolejni wierzyciele mieli już problemy z odzyskaniem pieniędzy.
Ten przypadek pokazuje, że w razie zwłoki z zapłatą należności przez kontrahenta, należy działać szybko i zdecydowanie, zgodnie z zasadą: kto pierwszy, ten lepszy lub bardziej dosadnie – ostatnich gryzą psy. :-)

19/03/2017

W dniu 8 maja Pan W., właściciel samochodu osobowego marki Mercedes-Benz, poniósł szkodę w wyniku wypadku komunikacyjnego. Po dokonanym zgłoszeniu, zakład ubezpieczeniowy sprawcy sporządził „Kalkulację naprawy nr ...”, gdzie ustalił jej koszt na kwotę 23.616,01 zł. W dniu 4 czerwca wypłacił firmie remontującej samochód 4.000,00 zł, a w dniu 11 czerwca – 19.616,02 zł, co stanowiło razem całą uznaną kwotę szkody.
W dniu 8 sierpnia na zlecenie poszkodowanego rzeczoznawca M.B., certyfikowany ekspert samochodowy z zakresu wyceny pojazdów, maszyn i urządzeń, sporządził „Ocenę techniczno-ekonomiczną” oraz „Kalkulację naprawy nr ...” uszkodzonego pojazdu w powszechnie stosowanym systemie AUDATEX i wyliczył, że ogólny koszt naprawy przedmiotowego samochodu brutto wynosi 61.003,94 zł przy założeniu użycia do naprawy oryginalnych nowych części. Był to rzeczywisty koszt naprawy. Różnica między wyliczeniem firmy ubezpieczeniowej a kalkulacją eksperta wynosiła 37.387,93 zł i stanowiła przedmiot roszczenia w sprawie sądowej.
Powołany przez sąd biegły wyliczył koszty naprawy na 61.328,65 zł, a więc nawet nieco więcej, niż rzeczoznawca powoda. Sąd uwzględnił to wyliczenie i p. W. uzyskał całość dochodzonej kwoty. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono m. in., że przy wycenie należy uwzględniać ceny części nowych i koszty robocizny stosowane na rynku lokalnym a nie najniższe z możliwych, jak to nagminnie czynią firmy ubezpieczeniowe.
Jaki płynie z tego morał? Nie daj się nabijać w butelkę towarzystwom ubezpieczeniowym, one dbają jedynie o własny interes. :-)

18/03/2017

W dniu 30 października w Górze Kalwarii Pani Ż. kierująca pojazdem Fiat Seicento nie ustąpiła pierwszeństwa przejazdu pojazdowi Leksus LS-06-10, kierowanemu przez panią S., w wyniku czego doszło do zderzenia i powstania szkody. Towarzystwo ubezpieczeniowe sprawczyni dokonało kalkulacji naprawy i ustaliło jej koszt na kwotę brutto 13.125,70 zł., jednakże pismem z dnia 15 marca odmówiło wypłaty odszkodowania wskazując, że obraz śladów uszkodzeń samochodu marki Lexus LS nie przystaje całkowicie do widocznego zakresu miejsc uszkodzeń pojazdu marki Fiat Seicento. Nie przeprowadziło przy tym bardziej dokładnych badań ani nie określiło, w jakim zakresie obraz śladów uszkodzeń obu pojazdów do siebie przystaje.
Sprawa trafiła do sądu. Po pół roku, niedługo przed pierwszą rozprawą, firma ubezpieczeniowa poddała się i przelała całość dochodzonej kwoty na rachunek poszkodowanej. Jaki z tego wniosek? Zawsze trzeba walczyć o swoje!

17/03/2017

Pani M. uczestniczyła w wypadku samochodowym, spowodowanym przez innego uczestnika ruchu drogowego. W związku z poniesioną szkodą wystąpiła do firmy ubezpieczeniowej sprawcy o wypłatę odszkodowania, które zaangażowany prywatnie rzeczoznawca samochodowy wyliczył na 34.438,71 zł. Towarzystwo ubezpieczeniowe przeprowadziło własną kalkulację i w rezultacie ustaliło szkodę na 12.844 zł. Taką też sumę wypłaciło poszkodowanej. Pani M. nie była tym usatysfakcjonowana i postanowiła powalczyć o dodatkowe pieniądze w sądzie. Rzeczoznawca majątkowy - biegły sądowy wyliczył szkodę na 28.703 zł i taką sumę, pomniejszoną o już dokonaną wypłatę, otrzymała powódka. Jest to jedna z tysięcy spraw odszkodowawczych, dochodzonych przed sądami, w 99% przypadków kończących się sukcesem powodów, gdyż firmy ubezpieczeniowe prawie zawsze zaniżają wysokość szkody licząc, iż zainteresowany machnie ręką z obawy przed długotrwałym postępowaniem sądowym. Praktyka pokazuje jednak, że naprawdę warto!

Adres

Aleja Niepodległości 235/237/71
Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kancelaria Radcy Prawnego Tomasz Zabiełło umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kancelaria Radcy Prawnego Tomasz Zabiełło:

Udostępnij