27/09/2026
Czasami nagłaśnianie jednej sprawy nie zmienia niczego, ale kiedy za jedną sprawą pojawia się druga, trzecia i dziesiąta, kiedy zaczynają mówić o nich media, a sądy kolejny raz wskazują ten sam problem, w końcu coś zaczyna się zmieniać.
Od kilku lat pokazuję mechanizm układów ratalnych w ZUS i historie ludzi, którzy nie uciekali przed swoimi zobowiązaniami. Przeciwnie – chcieli je spłacić. Była Pani Ewa, której ZUS zaproponował kilka niewielkich rat, a na końcu ratę przekraczającą 140 tys. zł. Kiedy zaproponowała ponad 100 równych rat, nie dostała decyzji, od której mogłaby się odwołać. Była Pani Ewelina, która chciała spłacać dług w 96 ratach po 2,5 tys. zł. ZUS się nie zgodził, ale zamiast wydać decyzję, przedstawił własny harmonogram z ratą końcową przekraczającą 180 tys. zł.
ZUS mógł powiedzieć przedsiębiorcy: „nie zgadzamy się na zaproponowane warunki”, ale tego „nie” nie chciał wydać w formie decyzji, a bez decyzji nie ma odwołania do sądu.
Sąd Najwyższy już w uchwale z 10.12.2024 r., III UZP 3/24, orzekł, że odmowa rozłożenia należności na raty powinna nastąpić w drodze decyzji. Mimo to ZUS oficjalnie odpowiadał, że o odmowie udzielenia ulgi informuje strony zwykłym pismem.
Teraz ma się to zmienić. Planowana nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych ma wprost zobowiązać ZUS do wydawania decyzji w przypadku odmowy odroczenia płatności składek albo zawarcia układu ratalnego. Bardzo się z tego cieszę, nie dlatego, że zmiana jednego przepisu rozwiąże wszystkie problemy związane z układami ratalnymi, nie rozwiąże, ale dlatego, że tutaj nie chodziło wyłącznie o raty. Chodziło o sytuację, w której państwowa instytucja była jednocześnie wierzycielem, negocjatorem i podmiotem, który sam decydował, czy obywatel otrzyma decyzję.
Właśnie po to warto czasem przez kilka lat mówić o tym samym problemie, bo prawo bardzo rzadko zmienia się od jednego pisma. Najpierw musi pojawić się człowiek, który nie odpuszcza swojej sprawy. Potem kolejny. Później sąd, który dostrzega problem, media, które pokazują jego skalę i wreszcie moment, w którym Państwo nie może już udawać, że problemu nie ma.
Mam nadzieję, że tym razem właśnie do takiego momentu doszliśmy.