Mateusz Uldynowicz - adwokat bez krawata

Mateusz Uldynowicz - adwokat bez krawata Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Mateusz Uldynowicz - adwokat bez krawata, Prawnik i firma prawnicza, Ulica Niemcewicza 26/407, Szczecin.

Adwokat bez krawata | W prawie działam jak przewodnik prowadzący do rozwiązania sprawy | Na historie i pieniądze klientów patrzę jak na własne | Szukam porozumienia tam, gdzie to możliwe | Inicjator Prawniczych Gadek Adwokat bez krawata | Wspieram prawnie księgowych i doradców podatkowych | Pomagam w sporach gospodarczych, rodzinnych i spadkowych | Zajmuję się też umowami przewozu i spedycji.

Zadzwonili do biura rachunkowego. Właściciel firmy nie żyje.Co teraz?To nie jest teoretyczny scenariusz. To telefon, któ...
28/04/2026

Zadzwonili do biura rachunkowego. Właściciel firmy nie żyje.

Co teraz?
To nie jest teoretyczny scenariusz. To telefon, który może trafić do każdego biura rachunkowego. W tej chwili pełnej chaosu, emocji i pytań bez odpowiedzi warto wiedzieć, jak się zachować, żeby nie działać po omacku i nie zaszkodzić ani sobie, ani rodzinie klienta.

Jutro o 10:00 wracam z kolejną edycją Praw(n)ie o Księgowości - online, żeby każdy właściciel biura rachunkowego mógł to zobaczyć bez względu na to, gdzie jest.

Będziemy rozmawiać o tym, co dzieje się z firmą i dokumentacją po śmierci przedsiębiorcy, jak działać w pierwszych chwilach, żeby nie wpaść w jakąś pułapkę.

Dziś ostatni dzień zapisów. Link w komentarzu.

Rzadko wychodzę z rozmowy z poczuciem, że powiedziałem rzeczy, których nie mówię zbyt często głośno.U Adama Sornka tak b...
27/04/2026

Rzadko wychodzę z rozmowy z poczuciem, że powiedziałem rzeczy, których nie mówię zbyt często głośno.

U Adama Sornka tak było.

Byłem gościem w jego podcaście i rozmawialiśmy długo… o tym, skąd się wziął adwokat bez krawata, o Prawniczych Gadkach, ale też o zawodzie szerzej. O świadomości, dojrzałości, o tym, co w pracy prawnika jest widoczne, a co zostaje za zamkniętymi drzwiami. O tym, co wspiera prawników w budowaniu praktyki i na co warto uważać, żeby nie zgubić się po drodze. Nie tylko "jak robić biznes", ale też "po co i dla kogo".

Tego rodzaju rozmów w branży nie ma zbyt wiele. Prawnicy rzadko rozmawiają o sobie szczerze, o wątpliwościach, o wyborach, o tym, dlaczego robią to, co robią. Częściej słyszy się o sukcesach i paragrafach niż o tym, co tak naprawdę stoi za decyzją, żeby założyć własną kancelarię i prowadzić ją w określony sposób.

Myślę, że właśnie dlatego ta rozmowa zostanie mi na długo. Dotknęła rzeczy, które noszę od dawna, ale rzadko mam okazję powiedzieć je wprost.

Odcinek pojawi się za mniej więcej pięć tygodni. Dam znać. A jeśli znasz Adama - wiesz, że wizyta u niego ma swój nieodłączny element. Jestem fanem naleśników, a te udało się uwiecznić na zdjęciu zanim zniknęły! 😉

24/04/2026

Byłem w Lublinie na konferencji dla prawników. Wyszedłem z wnioskiem, że problem nie leży w AI.

Jestem świeżo po legal LUBLINnovation 2026 - konferencji z pogranicza prawa i innowacji i wróciłem z kilkoma refleksjami, które siedzą mi w głowie.

Jedną z nich utwierdziłem sobie dzięki rozmowie z Adamem Sornkiem (u którego chwilę wcześniej gościłem przy nagraniu podcastu - tej wizycie poświęcę osobny post 😉): na takich wydarzeniach, i zresztą też na moich Prawniczych Gadkach, pojawiają się ciągle te same twarze. Dosłownie. Nie mówię tego złośliwie, bo to są świetni ludzie, ale pokazuje to coś niepokojącego: osób, które rozumieją, że kancelaria to biznes, że ważne jest nie tylko merytoryczne prowadzenie spraw, ale też wszystkie inne aspekty jej funkcjonowania, jest nadal bardzo mało.

Dużo mówiło się o AI, co nikogo chyba nie dziwi, ale były też wątki, które bardziej przykuły moją uwagę. Jeden z prelegentów rzucił zdanie, że kiedyś „każdy” miał wnuczka na prawie - teraz każdy ma wnuczka AI. I to nie jest żart, to jest realne ryzyko. Klienci generują dokumenty bez kontekstu, dostają coś, co wygląda jak umowa, ale nie pasuje do ich sytuacji, a potem trafiają do prawnika z większym problemem niż gdyby przyszli od razu. Z tych narzędzi warto korzystać, ale trzeba nauczyć się robić to z głową. Inaczej mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Był też wątek legal designu, czyli projektowania dokumentów prawnych dla ludzi, a nie dla systemu. Prostszy język, lepsza struktura, mniej patosu. Na końcu odbiorcą zawsze jest człowiek i warto o tym pamiętać przy pisaniu czegokolwiek prawnego.

I jeszcze jedno - AI zwolni przestrzeń. Nie chodzi o to, żeby tę przestrzeń od razu zapchać kolejną sprawą, ale żeby uwolnić ją na marketing, relacje, rozwój - rzeczy, które są odkładane, bo "nie ma czasu". Czy tak faktycznie będzie - nie wiem. W każdym razie ja będę do tego dążył. Ryzyko odwrotne, czyli próba wyciśnięcia z siebie jeszcze więcej, też jest realne i pojawia się w różnych dyskusjach w środowisku. Wszyscy widzimy też powoli pojawiający się trend niezatrudniania lub zmniejszania zatrudnienia w kancelariach, zwłaszcza młodszych prawników. Rozwiązania AI są coraz lepsze i realnie przyspieszają pracę, więc pytanie o to, czy mniej doświadczony pracownik będzie nadal potrzebny, staje się coraz bardziej zasadne.

Wiele osób mówiło, że warto pojawić się u Anety Baranowskiej w Lublinie - i faktycznie warto było pojechać. Nie tylko dla wartościowych treści, ale - jak zwykle u mnie - przede wszystkim dla rozmów przy kawie i poznania nowych ludzi, których na co dzień widuję tylko online.

21/04/2026

Prawnik, który nie wychodzi z kancelarii, stoi w miejscu.

Sam przez długi czas tak działałem, czyli nie wychodziłem poza swój świat, ale odkąd zacząłem jeździć, widzę, że tak po prostu jest. Stoi się w miejscu.

Jutro Warszawa, wystąpię w podcaście - szczegóły wkrótce. 😉
Potem Lublin, konferencja o innowacjach i legal designie (legal LUBLINnovation), czyli o tym, żeby prawo służyło ludziom, a nie ich przytłaczało. Dwa dni, dwa miejsca, dużo rozmów.

Lubię ludzi, więc ruszam do ludzi. Z każdego takiego wyjazdu wracam z czymś, czego nie dało się zaplanować. I właśnie o to chodzi.

Do zobaczenia! 🙂

Mam to do prawnika, ale nie teraz.Ile razy to słyszałem od klientów czy od znajomych.To nie jest lenistwo ani nieodpowie...
17/04/2026

Mam to do prawnika, ale nie teraz.

Ile razy to słyszałem od klientów czy od znajomych.

To nie jest lenistwo ani nieodpowiedzialność, to po prostu mechanizm, który mamy wszyscy - reagujemy na to, co pali, a ignorujemy to, co tylko się tli w tle, bo przecież nie pali się, więc poczeka. Sam mam podobnie w innych dziedzinach, zwłaszcza tych, które są mi obce 😉

Z moich doświadczeń wynika, że najczęściej odkładamy sprawy rodzinne i rozumiem to chyba najbardziej, bo kiedy w domu jest względny spokój, ostatnią rzeczą o której chcemy myśleć jest intercyza czy sprawy spadkowe. Ale właśnie wtedy, kiedy jest spokój, to najlepszy moment na taką rozmowę. Kiedy go nie ma, jest już za późno na spokojne podejście do tematu.

Odkładamy też wady mieszkania po remoncie, bo ekipa wyszła i jakoś to będzie, odkładamy przejrzenie umowy, którą zaraz podpisujemy, bo boimy się że konsultacja będzie kosztować, a potem jedna nieprzeczytana klauzula kosztuje wielokrotnie więcej niż godzina rozmowy z prawnikiem na początku.

Rozumiem, że mając dużo na głowie sprawy prawne nie są priorytetem, choćby były ważne, one nie wołają „jeść". Nie trzeba się nimi pilnie zająć, ale może nadejść moment, kiedy na reakcję będzie już za późno. Prawo działa zupełnie inaczej niż nasze poczucie czasu - terminy przedawnienia, okresy gwarancji, czas na reklamację biegną niezależnie od tego, czy mamy na to głowę, czy nie.

To chyba typowo ludzkie - z tyłu głowy wiemy, że za późna reakcja może mieć konsekwencje, ale jakoś udaje nam się ten głos uśpić i żyjemy dalej, jakby problem sam się rozwiązał.

U mnie działa oswajanie takiego tematu. Najpierw wrzucam go na listę zadań, potem do kalendarza, i choć na początku tylko na to patrzę, to w końcu się z tym opatruję na tyle, że przychodzi moment, kiedy po prostu to robię. Kluczowe jest dla mnie zwizualizowanie tego zadania, bo dopóki siedzi tylko w głowie, to jakby nie istnieje.

A Ty, jak sobie radzisz z tym głosem, który mówi „zajmę się tym później"? 😊

Klient wraca do prawnika. Ale nie dlatego, że wygrałeś sprawę.Wczoraj na Prawniczych Gadkach (w formule online) rozmawia...
16/04/2026

Klient wraca do prawnika. Ale nie dlatego, że wygrałeś sprawę.

Wczoraj na Prawniczych Gadkach (w formule online) rozmawialiśmy o tym, dlaczego klienci do nas wracają. I odpowiedź, która padała najczęściej, była zaskakująco prosta - bo wiedzą, czego się spodziewać.

Nie chodzi o spektakularne wygrane ani o najtańszą ofertę. Chodzi o to, że w sytuacji stresowej - a sytuacja prawna z reguły jest stresowa - klient chce czuć grunt pod nogami. Stały kontakt, jasna komunikacja - małe rzeczy, które mówią: jesteś zaopiekowany.

Mnie z tej rozmowy została jedna myśl: merytoryka jest ważna, ale to ludzie są najważniejsi. I o podtrzymywaniu relacji nie można zapominać.

Drugi wątek, który mocno wybrzmiał - co robimy, kiedy czegoś nie wiemy? Marketing, sprzedaż, rozwój kancelarii - wiele osób staje tu w miejscu. A "nie wiem" powinno być punktem startowym, nie wymówką. Co daje kopa do działania? Rozmowy z kimś, kto już jakieś rozwiązanie wdrożył i u niego zadziałało.

Prawnicze Gadki to regularne spotkania (online i stacjonarne) dla prawników będących właścicielami kancelarii, którzy chcą rozmawiać o tym, jak prowadzić kancelarię lepiej. Bez ściemy, za to z konkretem.

Najbliższe spotkanie stacjonarne: 28 maja 2026 r. w Warszawie, potem widzimy się 12 czerwca 2026 r. w Szczecinie.

Chcesz dołączyć do społeczności? Napisz do mnie w wiadomości prywatnej.

Kolejne spotkanie i kolejna myśl, że lubię rozmawiać z ludźmi i czerpać z ich doświadczeń. Te spotkania to czas na zatrzymanie się i zastanowienie - co działa, a co nie. I to właśnie w tym jest wartość.

14/04/2026

Mało kto o tym wie, a może dotknąć każdą rodzinę.

Sąd może wszcząć postępowanie w sprawie władzy rodzicielskiej bez Twojego wniosku. Wystarczy anonim. Wystarczy jedna informacja ze szkoły.

W toku postępowania sąd dokładnie sprawdza, jak wykonujesz władzę rodzicielską. Przyjeżdża kurator, zbiera informacje, ocenia sytuację dziecka.

Jeśli stwierdzi, że dobro dziecka jest zagrożone - może Cię zobowiązać do terapii, poddać nadzorowi, ograniczyć Twoje decyzje. W skrajnych przypadkach - umieszcza dziecko w rodzinie zastępczej. Jeśli wszystko jest w porządku - nie ingeruje.

Ale postępowanie i tak się odbyło. I to już jest stresujące samo w sobie.

Dlatego warto wiedzieć jak to działa - zanim spotkamy się z sądem.

„Wysłałem dokumenty” i w sumie nie wiadomo, co to znaczy 🙂U mnie reguły wygląda to tak, że dostaję taką wiadomość i… i t...
13/04/2026

„Wysłałem dokumenty” i w sumie nie wiadomo, co to znaczy 🙂

U mnie reguły wygląda to tak, że dostaję taką wiadomość i… i tak muszę to sprawdzić od początku. Czy faktycznie dostałem wszystko, o co prosiłem, czy coś nie zginęło po drodze, czy czegoś nie brakuje.

Nawet jeśli wcześniej rozpiszę dokładnie, co jest potrzebne, to i tak zdarza się, że część rzeczy nie przychodzi. Bez informacji, bez wyjaśnienia, po prostu ich nie ma.

Jak to najczęściej wygląda u Was?
1 - brakuje części dokumentów
2 - są, ale w różnych miejscach
3 - są, ale nie do końca czytelne / kompletne
4 - trzeba dopytywać o kontekst
5 - wszystko jest, ale zajmuje czas, żeby to ogarnąć
6 - u mnie to działa sprawnie

Na marginesie, właśnie z takich sytuacji często zaczynają się większe problemy i spory z klientami.

Jeśli ktoś chce to sobie poukładać szerzej, to 21.04.2026 r. robię krótkie spotkanie online o tym, co robić, gdy zaczyna się spór z klientem lub kontrahentem. To nie jest tylko dla księgowych, raczej dla firm w ogóle, więc jeśli uznacie, że to może być dla Waszych klientów przydatne, śmiało możecie im podesłać. Szczegóły tutaj:

Kupuj i sprzedawaj bilety na swoje wydarzenia. Proste narzędzie do sprzedawania biletów online.

Spokój na starcie to często najlepszy początek działania.Zdarza się, że spotykam się z oczekiwaniem na jedno szybkie „ta...
10/04/2026

Spokój na starcie to często najlepszy początek działania.

Zdarza się, że spotykam się z oczekiwaniem na jedno szybkie „tak”. Dla klienta to często tylko formalność, zielone światło, by w końcu ruszyć z miejsca. Ja widzę to inaczej. Dla mnie to moment, w którym uruchamia się cała lawina zdarzeń. To „tak” niczego nie kończy, ono dopiero wszystko otwiera.

Z tego powodu, zanim powiem „działamy”, potrzebuję dopytać o szczegóły. I nie robię tego, żeby komplikować proces czy szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. To po prostu dbanie o to, żeby ta lawina nie nabrała tempa w złym kierunku i nie runęła jak domino, całkowicie bez kontroli.

Bywa, że po otrzymaniu odpowiedzi widzę potrzebę zmiany planu, a czasem muszę otwarcie przyznać, że to, co klient zakładał, w tej formie po prostu nie zadziała. To jest ten krótki moment, kiedy jeszcze można coś skorygować, zanim projekt nabierze własnego życia i zacznie generować niepotrzebne koszty czy stres.

Moim zdaniem rzetelność zaczyna się właśnie tutaj - w odwadze do zatrzymania się na chwilę, zanim machina ruszy na dobre. Warto nie ulegać presji szybkiego startu i dać sobie czas na to, by „przegadać wszystko” od podszewki. Nawet jeśli to odsuwa faktyczne działanie o kilka dni.

Czasem mówią mi, że strasznie gdybam. Ale prawda jest taka, że ja z tego gdybania żyję.Ludzie myślą, że praca adwokata n...
09/04/2026

Czasem mówią mi, że strasznie gdybam. Ale prawda jest taka, że ja z tego gdybania żyję.

Ludzie myślą, że praca adwokata nad umową to siedzenie z lupą nad przecinkami albo szukanie „haczyków” w paragrafach. Jasne, to też. Ale serce tej roboty bije zupełnie gdzie indziej.

Przychodzi do mnie klient, kładzie na stole projekt umowy i mówi: „Panie Mateuszu, niech Pan na to rzuci okiem, czy tu jest bezpiecznie. Tylko tak szybko, najlepiej na jutro”.

Wtedy ja zaczynam swoje zawodowe gdybanie. Pytam klienta: co, jeśli za pół roku Twój wspólnik stwierdzi, że jednak woli hodować alpaki i zostawi Cię z tym wszystkim na lodzie? Co będzie, gdyby ten termin dostawy, który teraz wydaje się realny, nagle stał się niemożliwy?

Często widzę wtedy to lekkie zdziwienie: „Ale po co tak czarno widzieć? Przecież my się dogadujemy, znamy się od lat”.

No właśnie. Umowy nie pisze się na słońce i szampana. Umowę pisze się na listopadową pluchę, kiedy kończą się pieniądze, a zaczynają pretensje. Moim zadaniem jest starać się przewidzieć przyszłość, której nikt inny przy stole nie chce teraz widzieć.

Dlatego, jeśli ktoś mnie prosi o „szybkie sprawdzenie jednego punktu”, odmawiam. Po prostu, nie da się sprawdzić umowy w próżni. Żeby dobrze gdybać, muszę poznać Twój biznes, Twoje obawy i to, jak ta umowa ma pracować w rzeczywistości, a nie tylko na papierze.

To dopytywanie, drążenie i „szukanie dziury w całym” to nie jest czarnowidztwo. To ograniczanie ryzyka. Lepiej, żebym to ja dzisiaj pogdybał u siebie w gabinecie, niż żebyś Ty musiał gdybać „co teraz będzie”, stojąc przed sądem.

Zajmuję się gdybaniem, żebyś Ty mógł zająć się działaniem.

A co, jeśli na gdybanie jest już za późno i spór powoli staje się faktem?
Właśnie o tym będziemy rozmawiać podczas mojego spotkania online dla przedsiębiorców, podczas którego porozmawiamy o tym, co robić, gdy pojawia się problem z klientem, kontrahentem albo wykonaniem usługi.

Zapisy i więcej informacji znajdziesz w linku w komentarzu pod postem.

07/04/2026

Umowa ma chronić biuro rachunkowe, ale może pójść o krok za daleko.

Na początku taka umowa może nawet sprawiać wrażenie dobrze zabezpieczonej. Problem w tym, że czasem jest zabezpieczona aż za bardzo. I tylko dla jednej strony.

Nie może być tak, że cała odpowiedzialność spada na klienta, jakby biuro rachunkowe w ogóle nie odpowiadało za swoją pracę. A odpowiada, zwłaszcza za własne błędy.

Podobnie z karami umownymi. Mogą się w umowie pojawić, ale nie powinny być oderwane od realiów. Jeśli są wysokie, trzeba umieć pokazać, z czego to wynika i dlaczego mają właśnie taką wysokość.

W razie sporu samo wpisanie kary do umowy może nie wystarczyć. Trzeba jeszcze potrafić obronić, że miała ona sens.

A jeśli prowadzisz biuro rachunkowe, to przy okazji - 29.04.2026 o 10:00 robię kolejne spotkanie online z cyklu Praw(n)ie o Księgowości. Tym razem o tym, co w praktyce dzieje się wtedy, gdy umiera przedsiębiorca i z czym zostaje biuro rachunkowe. Zapisy i więcej informacji: https://app.evently.pl/events/13210-prawnie-o-ksiegowosci-online-29042026

Najwięcej stresu w sprawach prawnych wcale nie wynika z prawa.Tylko z niewiedzy.Z tego, że nie wiesz, co Cię czeka.  Czy...
03/04/2026

Najwięcej stresu w sprawach prawnych wcale nie wynika z prawa.
Tylko z niewiedzy.

Z tego, że nie wiesz, co Cię czeka. Czy już jest źle, czy jeszcze nie.
Z tego, że nie wiesz, co zrobić, żeby nie pogorszyć sytuacji.

I wtedy głowa robi swoje. Zakładasz jakiś scenariusz. Odkładasz decyzję, bo boisz się, że będzie błędna.

Czytasz pismo z sądu i masz wrażenie, że wszystko jest przeciwko Tobie. Widzę to często już od wejścia.
Ktoś przychodzi do kancelarii i widać, że jest spięty. Ostrożny w słowach. Niepewny, czy w ogóle dobrze robi, że przyszedł.

A potem zaczynamy rozmawiać. I nagle okazuje się, że są różne opcje, nie tylko ta najgorsza. Nie wszystko jest „już przegrane”, choć część rzeczy w ogóle nie jest po jego stronie.

Problem nie znika, ale przestaje być „nieznany”. I to często robi dużą różnicę.

Nie wszystko, co Cię stresuje, jest naprawdę trudne.
Czasem jest po prostu… niejasne.

Adres

Ulica Niemcewicza 26/407
Szczecin
71-520

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 16:00
Wtorek 09:00 - 16:00
Środa 09:00 - 16:00
Czwartek 09:00 - 16:00
Piątek 09:00 - 16:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mateusz Uldynowicz - adwokat bez krawata umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Mateusz Uldynowicz - adwokat bez krawata:

Udostępnij