Wojciechowski & Stopa Adwokaci

Wojciechowski & Stopa Adwokaci Kancelaria adwokacka

02/06/2026

TEATR W OZSS, CZĘŚĆ II. Co zrobić, żeby biegły musiał sprawdzić, czy ma do czynienia z osobą przygotowaną pod badanie w OZSS.

W pierwszej części opisałem mechanizm: rynek szkoleń przygotowujących strony do badania OZSS oraz dysproporcję między tym, co potrafią narzędzia diagnostyczne, a tym, po co OZSS w praktyce sięga.

Tekst niniejszy ma charakter techniczny. Pokazuje cztery narzędzia, które łącznie pozwalają zmusić podmiot wydający opinię do weryfikacji, czy obraz strony prezentowany w badaniu odpowiada jej rzeczywistemu funkcjonowaniu rodzicielskiemu.

Jednorazowe badanie OZSS, prowadzone bez kontroli autoprezentacji i bez konfrontacji z materiałem behawioralnym znajdującym się w aktach, mierzy w istocie to, co strona zaprezentowała biegłemu, świadoma, że będzie oceniana.

Przy stronie, która przeszła komercyjne szkolenie np. „Jak przygotować się do badania w OZSS”, badanie sprowadza się często to oceny wyuczonej prezentacji, nie zaś do analizy rzeczywistego funkcjonowania.

Zadaniem pełnomocnika jest skonstruowanie dostosowanej do konkretnej sprawy konfiguracji procesowej, w której taki pomiar nie wystarcza, a biegły zostaje formalnie zobowiązany do uwzględnienia danych spoza gabinetu i danych spoza samego badania.

Służą temu cztery instrumenty.

Instrument pierwszy. Rekonstrukcja behawioralna ex ante.

Rekonstrukcja behawioralna ma największe znaczenie w praktyce i z tego powodu wymaga najwięcej miejsca.

Autoprezentację identyfikuje się wtedy, gdy strona nie wie, że jest oceniana. Dane behawioralne — w przeciwieństwie do narracji strony w badaniu — nie chodzą na kurs. Jeżeli więc w aktach sprawy znajduje się przed badaniem szczegółowo udokumentowane funkcjonowanie strony w okresie poprzedzającym, biegły zostaje postawiony przed konkretnym materiałem porównawczym. Każda rozbieżność między obrazem z badania a materiałem z akt staje się okolicznością, do której opinia musi się odnieść — pod rygorem zarzutu metodologicznej niekompletności.

Rekonstrukcję zachowania osoby badanej wprowadza się do akt sprawy przed skierowaniem zainteresowanych do OZSS, a nie po wydaniu opinii. Wprowadzona po opinii pełni funkcję zarzutu i często nie wystarcza, bo osoby ją wydające będą za wszelką cenę bronić poprawności własnych czynności. Wprowadzona przed badaniem działa inaczej: staje się materiałem porównawczym, którego biegły bez narażania się na uznanie opinii za wadliwą, nie może pominąć, bo postanowienie sądu o dopuszczeniu dowodu obejmuje akta jako całość, a wszystkie zgromadzone w nich dowody są dostępne biegłemu.

Do rekonstrukcji prawdziwych zachowań osoby badanej wykorzystuje się każdy dowód dostępny w danej sprawie. W praktyce najczęściej są to: korespondencja stron za cały okres objęty sporem (e-mail, SMS, komunikatory, wnioski o ustalenie kontaktów, korespondencja z pełnomocnikiem drugiej strony), protokoły z przekazań dziecka i ewentualne nagrania, dokumentacja kuratora rodzinnego, dokumentacja placówek (przedszkole, szkoła, lekarz prowadzący, psycholog dziecka, świetlica), zeznania świadków bezpośrednich (dziadkowie, sąsiedzi, niania, nauczyciele) i pośrednich, dokumentacja interwencji służb, jeżeli występowała, oraz materiał z poprzednich postępowań — w szczególności wcześniejsze opinie OZSS, jeżeli były wydawane.

Celem pełnomocnika w sprawie nie jest udokumentowania pojedynczych zdarzeń. Cel polega na zbudowaniu spójnego, datowanego, weryfikowalnego obrazu funkcjonowania rodzicielskiego strony w okresie, w którym strona ta nie była badana lub nawet w okresie, w którym nie była świadoma, że w przyszłości badanie się odbędzie. Z chwilą wprowadzenia tego materiału porównawczego do akt każda późniejsza „prezentacja” w badaniu OZSS może być z tym materiałem zestawiona, i każda istotna rozbieżność staje się okolicznością wymagającą wyjaśnienia.

W związku z tym wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii OZSS powinien zawierać tezę dowodową, która zmusza podmiot przeprowadzający badanie do zestawienia obrazu danej osoby z badania z materiałem behawioralnym znajdującym się w aktach sprawy.

Wystarczy żądanie wskazania w opinii, w jakim zakresie wnioski wynikające z badania znajdują potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym sprawy, a w jakim zakresie pozostają z nim w sprzeczności, ze wskazaniem przyczyn ewentualnych rozbieżności.

Sformułowanie tezy w ten sposób eliminuje sytuację, w której biegły opisuje wyłącznie obraz z gabinetu, pomijając to, co jest w aktach, milczeniem.

Instrument drugi. Wniosek o włączenie do badania narzędzi z kontrolą autoprezentacji.

Standardowe badanie OZSS często ogranicza diagnozę do wywiadu klinicznego, obserwacji interakcji i wybranych technik projekcyjnych. W postępowaniu, w którym istnieją uzasadnione podstawy do podejrzenia świadomego przygotowania strony do badania, konfiguracja taka jest niewystarczająca metodologicznie.

W tym przypadku rola pełnomocnika polega na złożeniu wniosku o zobowiązanie biegłych do zastosowania wystandaryzowanych narzędzi kwestionariuszowych z wbudowanymi skalami kontrolnymi służącymi wykrywaniu autoprezentacji.

W praktyce polskiej diagnostyki sądowej narzędziami spełniającymi to kryterium są przede wszystkim MMPI-2 oraz PAI, oba zawierające skale wykrywające tendencję do pozytywnej autoprezentacji i nieszczerego odpowiadania. Wniosek nie powinien być sformułowany jako sugestia konkretnego testu — to leży w gestii biegłego — lecz jako odpowiednio uzasadnione żądanie zastosowania wystandaryzowanego narzędzia psychometrycznego ze skalami kontrolnymi.

W sprawach o pieczę nad dzieckiem każda strona ma silny motyw do pozytywnej autoprezentacji. Diagnoza nieuwzględniająca tego dążenia, zakłócającego wynik badania, jest niekompletna metodologicznie. Argument ten działa niezależnie od podejrzenia udziału strony w szkoleniu na potrzeby badania w OZSS — odnosi się on do struktury badania jako takiej. W sytuacji, w której do akt wprowadzono dowód odbycia kursu komercyjnego (zob. instrument czwarty), argument zyskuje dodatkową wagę.

Jeżeli biegli odmawiają zastosowania takiego narzędzia, odmowa powinna zostać udokumentowana w opinii wraz z uzasadnieniem. Brak uzasadnienia odmowy stanowi samodzielną podstawę wniosku o uzupełnienie opinii lub o opinię instytutu.

Instrument trzeci. Pytania uzupełniające pod spójność w czasie i wyjaśnienie rozbieżności.

Trzeci instrument uruchamia się po wydaniu opinii, w trybie pytań uzupełniających kierowanych do biegłych. Funkcją tych pytań jest wymuszenie odniesienia się przez biegłego do konkretnych okoliczności, które w opinii zostały pominięte lub potraktowane powierzchownie.

Pytania powinny być sformułowane precyzyjnie i odnosić się do konkretnych pozycji materiału dowodowego, nie do uogólnień.

Trzy typy pytań mają największą wagę.

Pierwszy typ: pytania o spójność z wcześniejszymi badaniami. Jeżeli strona była badana w OZSS we wcześniejszych postępowaniach i istnieje rozbieżność między tymi badaniami a badaniem aktualnym — biegły musi odnieść się do tej rozbieżności i wskazać, jakie czynniki, oprócz biegu czasu, mogły do niej doprowadzić. Standard rzetelnej diagnostyki wymaga rozważenia, czy zmiana w obrazie jest skutkiem realnej zmiany w funkcjonowaniu, czy też zmiany w sposobie prezentowania siebie.

Drugi typ: pytania o spójność z materiałem behawioralnym z akt. Tu wykorzystuje się rekonstrukcję z instrumentu pierwszego. Pytania powinny wskazywać konkretne dowody i prosić o wyjaśnienie, jak biegły godzi obraz z badania z konkretnym dokumentem aktowym.

Trzeci typ: pytania o metodę. Jakie konkretne narzędzia zastosowano, dlaczego nie zastosowano innych dostępnych, czy zastosowane narzędzia zawierają mechanizm kontroli autoprezentacji, jak wynik tych skal został zinterpretowany. To jest twarda kontrola metodologiczna. Opinia, która nie odpowiada na te pytania w sposób merytoryczny, jest opinią niekompletną.

Instrument czwarty. Dowód z faktu odbycia komercyjnego szkolenia ukierunkowanego na badanie OZSS.

Instrument ten ma charakter samodzielny i powinien być uruchomiony wszędzie tam, gdzie istnieje materiał wskazujący, że strona odbyła komercyjne szkolenie skierowane do uczestników postępowań sądowych dotyczących pieczy nad dzieckiem.

Dowodem może być: certyfikat ukończenia kursu znaleziony w aktach lub w mediach społecznościowych strony, wpis stronniczy ujawniający fakt odbycia kursu, korespondencja w tej sprawie, materiały reklamowe organizatora kursu, jeżeli treść kursu jest jawna i jednoznacznie wskazuje na ukierunkowanie pod badanie.

Skutek procesowy dopuszczenia takiego dowodu jest dwojaki. Po pierwsze, dowód ten samodzielnie uzasadnia żądanie zastosowania narzędzi z kontrolą autoprezentacji (instrument drugi), bo wprowadza udokumentowane podejrzenie świadomego przygotowania. Po drugie, dowód ten staje się elementem materiału porównawczego, do którego biegły powinien się odnieść w opinii — w szczególności w odniesieniu do oceny krytycznej wglądu strony i jej zdolności autoanalizy.

Należy unikać formułowania zarzutu w sposób ad personam wobec strony. Konstrukcja powinna być rzeczowa: do akt wprowadza się fakt odbycia kursu i jego treść programową, a wnioski metodologiczne wyciąga biegły, nie pełnomocnik.

Sekwencja i kolejność.

Każde z wyżej opisanych, czterech narzędzi z nich działa samodzielnie, łącznie, co jest oczywiste, zapewniają większą skuteczność przeciwdziałania fałszywej prezentacji w OZSS uskutecznionej przez jednego z rodziców.

Instrument pierwszy — rekonstrukcja behawioralna ex ante — uruchamia się najwcześniej, przed wnioskiem o opinię OZSS. Materiał ten musi znaleźć się w aktach, zanim sąd skieruje sprawę do badania.

Instrument drugi — wniosek o narzędzia z kontrolą autoprezentacji — uruchamia się w treści wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii OZSS lub na pierwszym posiedzeniu po skierowaniu sprawy do badania, najpóźniej przed jego rozpoczęciem.

Instrument czwarty — dowód z faktu odbycia szkolenia — uruchamia się wszędzie tam, gdzie pojawia się materiał uzasadniający, na każdym etapie postępowania, ale optymalnie przed badaniem.

Instrument trzeci — pytania uzupełniające — uruchamia się po wydaniu opinii, jako mechanizm kontrolny, którego efektywność zależy od tego, czy poprzednie trzy instrumenty zostały prawidłowo umiejscowione w aktach.

Konkluzja jest następująca. Pomiar funkcjonowania rodzicielskiego, który nie kontroluje autoprezentacji i nie konfrontuje obrazu z gabinetu z udokumentowanym zachowaniem strony spoza badania, nie spełnia standardów rzetelnej diagnostyki sądowej. Pełnomocnik dysponuje instrumentami procesowymi, które pozwalają wymusić zastosowanie tych kontroli. Niekorzystanie z nich jest kwestią praktyki, nie braku możliwości.

26/05/2026

TEATR W OZSS. Lepszy aktor wygrywa dziecko.

W sprawach o dziecko nie zawsze wygrywa lepszy rodzic. Często wygrywa ten, kto lepiej zagra.

Przykład z życia. Rodzic — matka — gra z OZSS w kotka i myszkę. Do czasu.

Bo schemat bywa zawsze ten sam.

Ta sama kobieta, dwa badania — rozłożone w czasie, kilka lat różnicy. W obu ten sam obraz: rodzic konfliktowy, traktujący dziecko instrumentalnie. Dwa niezależne pomiary, dające zgodny wynik. A potem przychodzi kolejne badanie i nagle „głęboki wgląd”, „nastawienie na współpracę”, „dojrzałość rodzicielska”.

W zachowaniu nie zmieniło się nic. Przekazania dziecka — tak samo. Korespondencja — tak samo. Stosunek do drugiego rodzica — tak samo. Zmieniło się jedno: poszła na kurs.

Bo wyrósł nam cały rynek. Szkolenia „kompetencji rodzicielskich DO SĄDU z certyfikatem”. 20 godzin online. Ich logika jest prosta: uczą bardzo konkretnie, co powiedzieć biegłemu, czego nie mówić, jak się zachować, które odpowiedzi ocenę podnoszą, a które ją obniżają.

To nie jest praca nad sobą. To trening pod widownię. Reżyseria roli „dobrej matki” na trzy godziny w gabinecie.

I teraz rzecz najważniejsza. Bo nie chodzi mi o nią jedną — ona robi to, co się opłaca. Chodzi o to, że OZSS w praktyce takich prezentacji nie wykrywa — choć mógłby.

Powiem to wprost, bo mało kto mówi to głośno. W praktyce standardowe badanie OZSS zbyt rzadko wykorzystuje narzędzia pozwalające skutecznie odróżnić rodzica autentycznie funkcjonującego od rodzica przygotowanego pod badanie.

Biegły siada naprzeciwko człowieka, rozmawia z nim trzy godziny i ocenia to, co ten człowiek mu pokazał. A jeśli ktoś nauczył się, co pokazać — biegły bierze występ za prawdę. Nie dlatego, że jest niekompetentny. Dlatego, że procedura zbyt rzadko temu przeciwdziała.

Bo jak inaczej wytłumaczyć, że rodzic z dwóch zgodnych badań nagle „dojrzewa” w trzecim — bez jednej zmiany w zachowaniu — w tym samym czasie, w którym kupił certyfikat? Prostsze wyjaśnienie nie jest takie, że człowiek się zmienił. Prostsze jest takie, że człowieka przeszkolono pod badanie.

A wiecie, kto na tym traci?

Traci ten rodzic, który na żaden kurs nie poszedł — bo niczego nie udaje. Który po prostu jest przy dziecku, normalnie, bez scenariusza. I przegrywa z kimś, kto wyuczył się trzech zdań i kupił papier za 20 godzin klikania w internecie.

To nie jest diagnoza. To teatr jednego aktora. A rachunek za ten teatr płaci dziecko.

I tu sedno — bo łatwo krytykować. Więc powiem też, jak się to wykrywa. Bo da się. Ten teatr ma słabość: działa tylko wtedy, gdy nikt nie wie, czego szukać. Kiedy wiesz — przestaje działać. Wyuczona rola pęka, jeśli ktoś świadomie jej szuka.

Są testy, które mierzą samą autoprezentację. Wystandaryzowane narzędzia ze skalami kontrolnymi — jak skale wykrywające autoprezentację w MMPI-2 czy PAI — wychwytują, czy ktoś odpowiada szczerze, czy „pod ocenę”. Stworzono je dokładnie po to, żeby złapać człowieka, który gra dobrego. W sprawach o dziecko, gdzie każdy rodzic ma motyw, żeby się ładnie pokazać, podwyższony wynik na tych skalach to nie ciekawostka — to sygnał alarmowy.

Jest konfrontacja obrazu z badania z zachowaniem spoza gabinetu. Jak wyglądają przekazania dziecka? Co jest w korespondencji stron? Jak rodzic funkcjonuje w kontakcie ze szkołą, lekarzem? Autoprezentację łapie się tam, gdzie człowiek nie wie, że jest oceniany. Dane behawioralne nie chodzą na kurs.

I jest test spójności w czasie. Wyuczony scenariusz trzyma się dopóty, dopóki rozmowa idzie po przećwiczonych torach. Sypie się przy pytaniu nieprzewidzianym. I sypie się przy trzech pomiarach — bo jeśli dwa zgodne badania pokazują jedno, a trzecie nagle co innego, bez jednej zmiany w zachowaniu, to rzetelny biegły ma obowiązek zapytać: co się naprawdę zmieniło — człowiek czy jego przygotowanie do badania?

To wszystko istnieje. To standard dobrej diagnostyki sądowej. Problem nie polega na tym, że nauka tego nie ma — tylko na tym, że w praktyce OZSS zbyt rzadko po to sięga.

Dopóki badanie nie zacznie aktywnie kontrolować autoprezentacji, dopóty będzie nagradzać tego, kto się lepiej przygotował — a nie tego, kto jest lepszym rodzicem. A to są dwie różne rzeczy. I tylko jedna z nich obchodzi dziecko.

Dlatego nie piszę tego, żeby załamać ręce. Piszę to, żeby powiedzieć jasno: ten mechanizm da się rozbroić — ale tylko wtedy, gdy się go zna. Rodzic, który wie, jak wygląda wyuczona prezentacja, potrafi ją pokazać sądowi. Biegły, który wie, czego szukać, potrafi ją wychwycić. Problem nie w tym, że to niewykrywalne. Problem w tym, że zbyt mało osób w ogóle szuka.

I jeszcze jedno, żeby była jasność: to nie jest o matkach przeciwko ojcom. To o tym, że system nagradza lepszego aktora — bez względu na płeć. Mężczyzna z dobrze odrobioną lekcją oszuka to badanie tak samo. To tekst o systemie, który w wielu przypadkach nagradza aktorstwo, a karze autentyczność.

26 lat na salach rozwodowych nauczyło mnie jednego: prawda o rodzicu jest w jego zachowaniu, a nie w jego występie. Nauka ma narzędzia, żeby odróżnić jedno od drugiego. Czas zacząć ich używać — zanim o kolejnym dziecku zdecyduje aktorstwo.

Piszę tu regularnie o tym, czego sądy i biegli wam nie powiedzą. Jeśli walczysz o swoje dziecko, zostań. Następny tekst będzie o tym, jak konkretnie złożyć wniosek, żeby biegły musiał skontrolować autoprezentację drugiej strony.

19/05/2026

Walczysz o opiekę nad dzieckiem? Ta ekspertyza psychologiczna powinna trafić do każdego sądu w Polsce — udostępniam ją każdemu.

Polskie sądy wciąż zbyt często sprowadzają ojca do roli płatnika alimentów i gościa co drugi weekend. Tymczasem nauka mówi coś zupełnie innego.

7 niezależnych badań z różnych krajów jednoznacznie potwierdza: opieka naprzemienna jest dla dziecka najlepsza. Nie dla ojca. Nie dla matki. Dla dziecka.

Wielu ojców walczących o kontakt z własnym dzieckiem nie stać na adwokata, a tym bardziej na zlecenie podobnej kosztownej opinii. Dlatego udostępniam ją każdemu.

Ta ekspertyza jest rzetelna, oparta na aktualnej literaturze naukowej i gotowa do wykorzystania w postępowaniu sądowym.
Pobierz. Wydrukuj. Daj swojemu adwokatowi lub złóż w sądzie.

🔽 Link do pobrania ekspertyzy znajdziesz w pierwszym komentarzu pod postem.

Wojciech Wojciechowski, adwokat. 26 lat w prawie rodzinnym.

13/05/2026

Opieka naprzemienna. Dla kogo. Dlaczego. I dlaczego właśnie teraz.

Za każdą liczbą w tym tekście stoi jedno dziecko. I jego życie.

Ten tekst jest o konkretnej grupie ojców.

Nie piszę o ojcach, którzy znikają po rozwodzie. Nie piszę o ojcach, którzy unikają alimentów. Nie piszę o ojcach, którzy przed rozstaniem nie interesowali się dzieckiem.

Piszę o ojcach, którzy byli obecni. Którzy zmieniali pieluchy, odrabiali lekcje, jeździli na zawody. Którzy płacą i chcą płacić, bo rozumieją, że dziecko to odpowiedzialność, nie opcja. Którzy po rozstaniu chcą nadal być ojcami, nie gośćmi we własnym życiu swojego dziecka.

To jest właśnie ta grupa ojców.

Dlaczego o tym piszę.

Bo w sprawach, które prowadzę od ponad dwudziestu sześciu lat, widzę ojców z tej grupy przechodzących przez coś, przez co nie powinni przechodzić.

Walczą o prawo do bycia z dzieckiem.

Płacą za sprawy sądowe o kontakty, które powinny być oczywiste.

Czekają miesiącami na orzeczenia w sprawach, które nie powinny w ogóle trafiać do sądu.

I robią to nie dlatego, że zrobili cokolwiek złego. Ale dlatego, że system na to pozwala.

Piszę o opiece naprzemiennej publicznie, bo wierzę, że każda informacja która dotrze do ojca zanim wejdzie na salę sądową, jest cegiełką.

Zmiana systemowa nie przychodzi z dnia na dzień. Ale przychodzi. I przyspiesza wtedy, gdy coraz więcej ludzi rozumie o co naprawdę chodzi.

Dlaczego opieka naprzemienna jest w wielu przypadkach najlepsza dla dziecka.

Zacznijmy od tego, co mówi psychologia.

Dziecko buduje swoją tożsamość, poczucie bezpieczeństwa i zdolność do tworzenia relacji przez więź z obojgiem rodziców. Nie z jednym. Z obojgiem.

John Bowlby, twórca teorii przywiązania, wykazał że stabilna więź emocjonalna z opiekunem we wczesnym dzieciństwie jest fundamentem zdrowia psychicznego człowieka przez całe życie. Gdy tę więź się niszczy, niszczy się dziecko. Nie metaforycznie.

Dosłownie.

Judith Wallerstein, która przez dwadzieścia pięć lat badała dzieci rozwiedzionych rodziców, pokazała że skutki rozstania rodziców ujawniają się u dzieci nie od razu, ale w dorosłości, w relacjach, w zdolności do budowania trwałych związków.

Co z tego wynika dla opieki naprzemiennej?

Jeżeli dziecko przed rozstaniem rodziców miało silną więź emocjonalną z obojgiem, ojcem i matką, to po rozstaniu ta więź powinna zostać zachowana z obojgiem.

Nie z jednym rodzicem w pełni, a z drugim, przy okazji, co drugi weekend.

Opieka naprzemienna nie jest kompromisem między rodzicami.

Jest odpowiedzią na potrzeby dziecka.

Dziecko, które ma dwa domy, dwoje zaangażowanych rodziców i pewność że jest kochane przez oboje, jest dzieckiem bezpiecznym.

Dziecko, które widzi ojca dwa dni na czternaście, stopniowo traci z nim więź, nie dlatego że ojciec odszedł, ale dlatego że system na to pozwolił.

To nie jest neutralna sytuacja. To jest rana.

Jeżeli psychologia od dziesięcioleci mówi że dziecko potrzebuje obojga rodziców, prawo powinno to odzwierciedlać. Domyślnie. Automatycznie. Nie jako wyjątek wymagający zgody obojga stron. Jako punkt wyjścia, od którego odejść może tylko dowód że byłoby to sprzeczne z dobrem dziecka.

Kiedyś. Dziś. Jutro.

Jeszcze kilkanaście lat temu ojciec po rozwodzie dostawał co drugi weekend.

Tyle.

Dwa dni na czternaście. Dziecko przyjeżdżało z walizką. Wracało. I tak w kółko.

Nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Tak po prostu było.

Matka, główny rodzic. Ojciec, gość.

To się zmienia. Powoli. Za wolno. Ale nieodwracalnie.

W Polsce w 2017 roku sądy przyznały wyłączną opiekę matce w niemal 15 700 przypadkach. Ojcu, w 1 443. Opieka naprzemienna stanowiła poniżej 1% orzeczeń.

Dziś ojcowie składają niemal dwa razy więcej wniosków o opiekę niż kilka lat temu. Skuteczność tych wniosków wzrosła z 88% w 2019 roku do 95% w 2024 roku.

To dobra wiadomość.

Ale opieka naprzemienna nadal nie istnieje w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym jako samodzielna instytucja prawna. Sądy orzekają ją głównie wtedy, gdy oboje rodzice wyrażą zgodę. Gdy jedno z nich mówi nie, sąd najczęściej przyjmuje to jako argument przeciwko.

Wystarczy jeden sprzeciw i rozwiązanie najlepsze dla dziecka odpada.

To jest systemowy błąd wymagający korekty.

W grudniu 2024 roku powołano w ramach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego Zespół ds. pieczy współdzielonej. Jego zadaniem jest przygotowanie propozycji legislacyjnych formalnie definiujących tę instytucję. Krok w dobrym kierunku. Ale dopiero początek.

Co mówią badania.

Za każdą liczbą stoi konkretne dziecko.

Dane z USA, Kanady i Europy Zachodniej mówią to samo od dziesięcioleci. Są to liczby. Ale za każdą z nich stoi konkretne dziecko, konkretny ojciec, konkretna historia.

Dzieci wychowywane bez ojca lub z systematycznie ograniczanym kontaktem z ojcem są dwukrotnie mniej skłonne do podjęcia nauki lub znalezienia stabilnego zatrudnienia. Są o 75% bardziej narażone na wczesne rodzicielstwo. O 80% bardziej narażone na trafienie do więzienia. O połowę bardziej narażone na epizody depresji.

85% osadzonych młodocianych przestępców wychowywało się bez ojca.

Dzieci pozbawione kontaktu z ojcem częściej doświadczają lęku, problemów z poczuciem własnej wartości i wycofania społecznego.

Polska nie dysponuje tak szczegółowymi badaniami jak kraje anglosaskie. Ale nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że polskie dzieci działają inaczej niż dzieci na całym świecie.

Nieobecny ojciec to nie jest neutralna sytuacja. To jest czynnik ryzyka. Udokumentowany. Mierzalny. I możliwy do uniknięcia.

Świat jedzie do przodu. Polska stoi.

W Europie Zachodniej opieka naprzemienna stanowi około 20% orzeczeń sądowych. W Skandynawii, to standard, nie wyjątek. Szwecja domniemanie równej opieki obojga rodziców po rozstaniu wprowadziła w 1992 roku. Francja nakazuje sądom stawiać opiekę naprzemienną na pierwszym miejscu. Niemcy, Austria, Hiszpania, Grecja, Włochy, Słowacja, Kanada, podobnie.

W USA trwa rewolucja legislacyjna.

Kentucky jako pierwszy stan wprowadził ustawowe domniemanie równego podziału opieki jako punkt wyjścia dla sądu. Efekt? Wskaźnik rozwodów w Kentucky spadł w ciągu kilku lat o 25%. Liczba przypadków przemocy domowej zmniejszyła się o ponad 10%. Bo gdy nie ma co zdobyć przez konflikt, konflikt słabnie.
Śladem Kentucky poszły Arkansas, Wirginia Zachodnia, Floryda, Missouri, Oklahoma, Maryland.

W 2026 roku Mississippi uchwaliło prawo wprost stanowiące, że wspólna opieka z równym podziałem czasu jest domyślnym punktem wyjścia dla sądu. Obalić to domniemanie może tylko dowód, że byłoby to sprzeczne z dobrem dziecka.

To jest kierunek, który postulujemy dla Polski.

Jeżeli oboje rodzice chcą się zajmować dzieckiem, opieka naprzemienna powinna być domyślnym rozwiązaniem ustalanym przez sąd.

Nie wyjątkiem wymagającym zgody obojga.

Punktem wyjścia. Odejść od niego powinien móc tylko dowód, że jest to sprzeczne z dobrem dziecka.

O alienacji rodzicielskiej. Piszę o tym już kolejny raz. I będę pisał dalej.

Pisałem o tym wcześniej. Piszę znowu. I będę pisał, bo dopóki te mechanizmy są stosowane, dopóty trzeba je nazywać.

Alienacja rodzicielska rzadko wygląda jak scena z filmu.

Najczęściej jest cicha. Metodyczna. Rozłożona w czasie.

Z mojej praktyki adwokackiej wyłania się powtarzający się wzorzec:
Subtelne podważanie. „Tata tak naprawdę się tobą nie interesuje." „Wybrał pracę, nie nas." Powtarzane spokojnie, regularnie. Dziecko zaczyna wątpić w relację z ojcem zanim zdąży ją ugruntować.

Narracja ofiary. Płacz przy dziecku. Uwagi o tym, że „ojciec nas porzucił". Dziecko zostaje wciągnięte w emocjonalny dług, którego nie rozumie.

Opcja kuszenia. Planowanie atrakcyjnych wydarzeń dokładnie na czas, gdy dziecko powinno być z ojcem. Tydzień wcześniej dziecko słyszy jak bardzo będzie tego żałować, jeśli „będzie musiało jechać do taty". To manipulacja z premedytacją.
Blokowanie informacji. Ojciec nie wie o zebraniu w szkole. Nie wie o wizycie u lekarza. Stopniowo staje się obcym w życiu własnego dziecka.

Kontrola kontaktu. Przeglądanie wiadomości. Słuchanie rozmów. Instruowanie dziecka jak ma się zachowywać podczas spotkań z ojcem.

Wymuszanie lojalności. „Gdybyś mnie kochał, nie chciałbyś do niego jechać."

Dzieci nie rezygnują z kontaktu z rodzicem, którego kochają, same z siebie. To jest proces. Zaplanowany. Realizowany konsekwentnie.

Jak temu przeciwdziałać?

Dokumentować. Każdy nieodebrany telefon. Każde nieuzasadnione odwołanie kontaktu. Każde zdanie, które dziecko powtórzyło, a które nie pochodzi od dziecka.
Nazywać mechanizmy wprost, w pismach procesowych, w pytaniach do biegłych, w opiniach OZSS. Nazwany mechanizm jest znacznie trudniejszy do pominięcia w opinii.
Formułować właściwe pytania do osób przesłuchiwanych i do biegłych, pytania wymagające odniesienia się do konkretnych zachowań, nie ogólnej oceny relacji.

To nie jest skomplikowane. Pod warunkiem, że wie się czego szukać i jak to nazwać.

O alimentach. Wracam do tego, bo argument wraca jak bumerang.

Pisałem o tym już wcześniej. Powtórzę, bo ten argument pojawia się za każdym razem gdy mowa o opiece naprzemiennej.
Że ojcowie chcą jej wyłącznie po to, żeby nie płacić alimentów.

To bzdura.

Ojciec sprawujący opiekę naprzemienną ponosi pełne koszty utrzymania dziecka w czasie gdy dziecko jest pod jego opieką. Jedzenie, ubranie, zajęcia, leki, rozrywka, to wszystko kosztuje. Często więcej niż miesięczna kwota alimentów.

Do tego dochodzą koszty postępowań sądowych o uregulowanie lub wymuszenie kontaktów, bo gdy jeden rodzic blokuje, drugi musi walczyć o to co powinno być oczywiste. To są tysiące złotych, których nikt nie zwraca.

Ojciec, który chce opieki naprzemiennej, nie chce uciec od odpowiedzialności finansowej. On chce wziąć tę odpowiedzialność na siebie, w pełni, bezpośrednio, każdego dnia.

Na koniec.

Upowszechnianie wiedzy o opiece naprzemiennej, o tym czym jest, kiedy powinna być stosowana i dlaczego jest dobra dla dziecka, nieuchronnie przyczynia się do poprawy sytuacji ojców, którzy chcą się zajmować swoimi dziećmi.

Wolno. Systematycznie. Ale trwale.

Każdy ojciec, który przeczyta ten lub podobny tekst zanim wejdzie na salę sądową, jest lepiej przygotowany. Każdy sędzia, który widzi że opinia publiczna rozumie te mechanizmy, działa w innym kontekście społecznym. Każda matka, która przeczyta ten tekst i rozpozna w nim własne zachowanie, być może się zatrzyma.

Być może.

System się zmienia. Za wolno. Ale zmienia się nieodwracalnie, bo coraz więcej ojców wie czego chcą i jak o to walczyć. Bo coraz więcej psychologów i sądów rozumie co naprawdę służy dziecku.

Bo coraz więcej krajów pokazuje że inne podejście jest możliwe i że działa.

Ten tekst dotyczy ojców, którzy chcą. Którzy są. Którzy walczą.

Żaden z nich nie powinien przez to przechodzić.

08/05/2026

Dziecko potrzebuje ojca tak samo, jak potrzebuje matki

W sprawach, które prowadzę, matki często używają następującego argumentu przeciwko dzieleniu się opieką nad dzieckiem z ojcem, który wcześniej był w tę opiekę zaangażowany, a potem próbuje się go od dziecka odcinać:
„Dziecko potrzebuje jednego domu dla stabilizacji”.

Nie.

Dziecko przede wszystkim potrzebuje stabilnej relacji z obojgiem rodziców.

To nie liczba domów decyduje o poczuciu bezpieczeństwa dziecka, ale to, czy ma ono realne miejsce w życiu mamy i taty.

Dzieci od lat funkcjonują w różnych modelach życia:
dzieci wojskowych,
rodzin często zmieniających miejsce zamieszkania,
rodziców pracujących za granicą,
ludzi podróżujących.

I nikt automatycznie nie uznaje tego za „niestabilność”.

Dlaczego?

Bo dziecko nadal ma rodzica.

Problem zaczyna się wtedy, gdy ojciec jest marginalizowany w życiu dziecka z zemsty albo z innych niedopuszczalnych przyczyn.

Wtedy dziecko, gdy przyjeżdża gdzieś wyłącznie co drugi weekend, często nie czuje, że tam mieszka.
Czuje, że jest w odwiedzinach.

Dla wielu dzieci znacznie bardziej stabilne jest poczucie:
„mam dwa pokoje,
dwa domy,
dwóch rodziców,
i jestem u siebie w obu miejscach”.

To jest prawdziwe bezpieczeństwo dziecka.

Nie adres.
Relacja.

I właśnie dlatego coraz więcej psychologów oraz sądów zaczyna dostrzegać, że dziecko nie traci stabilizacji przez dwa domy.
Dziecko traci stabilizację wtedy, gdy odcina się go od jednego z rodziców.

04/05/2026

Technika Nr 6 manipulacji w rozwodzie - "kuszenie" dziecka.

Opcja „kuszenia” polega na tym, że rodzic sprawujący opiekę celowo i z premedytacją planuje jakieś wydarzenie lub przyjęcie w czasie, kiedy dziecko powinno spędzać czas z drugim rodzicem. Następnie przez cały tydzień opowiada o tym w bardzo emocjonalny, dramatyczny sposób, podkreślając, jak wspaniałe i ekscytujące to będzie wydarzenie, które dziecko ominie. Ostatecznym celem jest doprowadzenie do tego, aby dziecko zaczęło odczuwać niechęć do spędzania czasu z drugim rodzicem.

To jest manipulowanie dzieckiem.

Działanie ukierunkowane nie na dobro dziecka, ale na wywołanie u niego określonej reakcji emocjonalnej wobec drugiego rodzica.
Takie sytuacje powinny być konsekwentnie dokumentowane i przedstawiane sądowi jako element utrudniania kontaktów i wpływania na relację dziecka z drugim rodzicem.

27/04/2026

Dziecko nie przestaje kochać rodzica samo z siebie.

Techniki manipulacji w rozwodzie cz. 5 – jak wykrywać manipulację dzieckiem

Nie spotkałem się w swojej praktyce z przypadkiem alienacji rodzicielskiej ze strony mężczyzny w takim natężeniu, w jakim występuje ona po drugiej stronie.

Reprezentuję ojców, którzy chcą mieć kontakt z dzieckiem i którzy pokrywają koszty jego utrzymania, którzy byli obecni w życiu dziecka i chcą budować z nim więź pomimo trudnej sytuacji rodzinnej. Fragment doświadczeń z części takich spraw przedstawia się poniżej.

Nie dość często mówi się o subtelnych technikach manipulacji stosowanych względem dziecka. Techniki te nierzadko są pomijane w sprawach sądowych, a wiedza o ich stosowaniu w konkretnej sprawie nie wydostaje się na światło dzienne. Jeżeli jednak wiadomo, na co zwracać uwagę i czego szukać, wykazanie, że dochodzi do manipulacji dzieckiem, nie jest trudne.

Do tych mniej wychwytywanych technik manipulacji należą:

1. Subtelny atak na osobę ojca. Powtarzanie uwag w rodzaju: „on tak naprawdę się tobą (nami) nie interesuje”, „nie obchodzisz go”, „wybrał pracę, a nie nas”. W ten sposób stopniowo zasiewa się w dziecku wątpliwości co do jego relacji z ojcem,
2. Tworzenie narracji ofiary – płacz przy dziecku, uwagi, w których mówi się, że ojciec „porzucił nas”,
3. Wstrzymywanie informacji o dziecku wobec ojca: brak informacji o wydarzeniach szkolnych, wizytach lekarskich czy bieżących potrzebach dziecka,
4. Przepisywanie na nowo historii rozstania w sposób, w którym ojciec przedstawiany jest w negatywnym świetle,
5. Okazywanie braku szacunku wobec ojca przy dziecku, z zamiarem wywołania podobnej postawy u dziecka,
6. Brak reakcji na niewłaściwe zachowania dziecka wobec ojca lub ich pośrednie wzmacnianie,
7. Naciskanie na dziecko w celu wymuszenia lojalności, np. poprzez uwagi: „gdybyś mnie kochał, nie chciałbyś iść do ojca”,
8. Ścisła kontrola kontaktu dziecka z ojcem: przeglądanie wiadomości, słuchanie rozmów, instruowanie dziecka, jak ma się zachowywać,
9. Wciąganie dziecka w sprawy dorosłych i czynienie go powiernikiem jednej ze stron konfliktu,
10. Budowanie obrazu ojca jako osoby niestabilnej lub niezdolnej do zapewnienia dziecku bezpieczeństwa.

Jeżeli wiadomo, jakich zachowań należy szukać, łatwiej je dostrzec i wykazać.

Dzieci nie rezygnują z kontaktu z rodzicem, którego kochają, same z siebie.

Jest to proces, który w wielu przypadkach jest rozłożony w czasie i realizowany konsekwentnie.

Siła i pozycja ojca w życiu dziecka nie wynika z bezpośredniego atakowania drugiego rodzica.

Wynika z obecności, konsekwencji i budowania poczucia bezpieczeństwa.

Jeżeli wiadomo, jakich zachowań należy szukać, możliwe jest nie tylko ich dostrzeżenie, ale również ich wykazanie w toku postępowania sądowego.

W praktyce występowanie tego rodzaju zachowań powinno wpływać na taktykę zadawania pytań osobom przesłuchiwanym w sprawie, formułowanie pytań do biegłych, jak i składanie odpowiednich wniosków do sądu.

Istotne jest również dokumentowanie takich zachowań.

Ma to szczególne znaczenie na etapie opiniowania przez OZSS lub biegłych.

Jeżeli określone mechanizmy manipulacji zostaną nazwane i wskazane, znacznie trudniej jest je pominąć w opinii. W takiej sytuacji możliwe jest również wprost domaganie się ich analizy i wyjaśnienia.

Wbrew pozorom nie jest to skomplikowane – pod warunkiem, że wie się, czego szukać i w jaki sposób to nazwać.

Adres

Aleja Wojska Polskiego 29/15
Szczecin
70–473

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wojciechowski & Stopa Adwokaci umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Wojciechowski & Stopa Adwokaci:

Udostępnij