18/04/2026
Czy obecna próba reformy prawa rodzinnego pomoże rodzicom i dzieciom?
Krótka odpowiedź: nie.
Tekst dotyczy zmian w przepisach prawa rodzinnego, które mają „wprowadzać” opiekę naprzemienną, karanie za alienację rodzicielską oraz rozwody bez winy i alimentów.
Autorzy proponowanych zmian nie zidentyfikowali rzeczywistych przyczyn problemów praktyki prawa rodzinnego.
Nawet po wprowadzeniu w życie zmian – o ile do tego dojdzie - niewiele się zmieni, z praktycznego punktu widzenia nic.
1. Bezpośredni zainteresowani – rodzice i dzieci – są i będą zdani na siebie.
2. Autorzy projektów zmian nie mają pomysłu ani na to jak rozwiązać podstawowe problemy w praktyce prawa rodzinnego ani nawet nie mają refleksji, co jest źródłem tych problemów.
3. Odnieść można wrażenie, że chce się pokazać, że coś się robi, aby zdobyć popularność. Ewentualnie pokazać, że robi się coś, co się obiecało wyborcom. To nie jest reforma. To marketing, i to kiepski.
4. Środki mające w teorii przeciwdziałać negatywnym zjawiskom w prawie rodzinnym i w sytuacji poszczególnych rodzin nie są dobrane ani do problemu ani do jego przyczyny, a w niektórych przypadkach mogą te problemy pogłębiać.
5. Istnieje możliwość wprowadzenia zmian w przepisach, które będą miały większy praktyczny sens od proponowanych obecnie.
Zasadniczy problem w praktyce prawa rodzinnego to nie terminologia prawna i nie potrzeba dostosowania przepisów do rozwiązań przyjmowanych w innych krajach.
Fundamentalny problem to konflikt między rodzicami. Gdy dwie osoby, z których jedna nienawidzi drugą, są zmuszone wspólnie wychowywać dziecko, żadne prawo na świecie nie sprawi, że zaczną współpracować. Nie można ustawowo nakazać dobrej woli. Nie można kogoś uwięzić i sprawić, że stanie się przyzwoitym rodzicem. Te reformy nie zajmują się przyczynami rzeczywistych problemów: słabą egzekucją kontaktów, powolnymi sądami, rodzicami, którzy nie chcą współpracować, i systemem całkowicie wolnym od mechanizmów, aby to zmienić.
Drugi problem, którego nikt nie chce głośno nazwać: spora część populacji zawiera małżeństwa — i ma dzieci — bez najmniejszego zrozumienia, co oznacza dożywotnia odpowiedzialność rodzicielska. Rząd, który pozwala każdemu zawrzeć związek małżeński w kwadrans, nie daje narzędzi do sprawdzenia zgodności, stabilności emocjonalnej ani gotowości do stawiania na pierwszym miejscu dobra dziecka ponad osobiste pretensje.
Efektem tego jest rosnąca liczba rozwodów i malejąca liczba rodzących się dzieci. Rośnie natomiast liczba dzieci poszkodowanych przez ich sytuację rodzinną.
Autorzy projektów zmian w przepisach prawa rodzinnego wydają się ignorować oba te problemy. Zamiast tego piszą nowe przepisy „wprowadzające” rozwiązania, które de facto już funkcjonują i proponują mgliste i oddalone w czasie sankcje karne. Ale nie pytają: jak skutecznie skłonić jednego z rodziców do współpracy? Odległą w czasie perspektywą kary w sprawie karnej? Raczej nie. Formalnym wyeliminowaniem orzekania o winie również się nie uda. Żaden z projektów ustaw nie przewiduje rzeczywistego mechanizmu, który zmusza rodziców do pracy razem dla dobra dziecka, nawet gdy jedno z tych rodziców, z mojego doświadczenia niestety głównie matka, zachowuje się ewidentnie złośliwie i nieracjonalnie. To byłoby coś, co dawałoby szansę na rzeczywistą zmianę sytuacji wielu ojców i dzieci.
Co zamiast tego dostajemy?
Dostajemy likwidację rozwodu z orzekaniem o winie — brzmi poważnie, jest bez większego znaczenia. Siedemdziesiąt pięć do osiemdziesięciu procent rozwodów i tak już odbywa się bez orzekania winy. Ta zmiana legalizuje istniejącą praktykę i nazywa to reformą. Więc ta zmiana dotyczy kogo? Ułamka spraw? W rzeczywistości tylko sformalizuje to, co sądy już robią. W rozwodach, w których jednej ze stron będzie zależeć na dyskredytowaniu drugiej strony nic się nie zmieni. Małżonek, który za wszelką cenę będzie chciał zdyskredytować współmałżonka, zamiast naprowadzać dowody na winę w rozkładzie pożycia będzie się naprowadzać je na, dla przykładu, „przyczyny zupełnego i trwałego rozkładu pożycia” Konflikt nie znika podobnie jak pranie brudów w sądzie. Po prostu zmienia etykietę.
Dostajemy pieczę współdzieloną jako "standard". Dobre na papierze. Tylko że sąd nadal decyduje w oparciu o dobro dziecka — co oznacza, że w praktyce nic się nie zmienia.
Proponuje się odpowiedzialność karną za utrudnianie kontaktów — do roku więzienia. Brzmi surowo. W praktyce to nieporozumienie. Kara za alienację rodzicielską, o ile w ogóle ją wprowadzać, musiałaby być wymierzana w tempie ekspresowym i musiała by być na tyle dolegliwa aby realnie odstraszała potencjalnych sprawców.
Podstawowa cecha dobrej kary – szybkość, w projektach zmian przepisów nie występuje. Dodanie odpowiedzialności karnej — do roku więzienia — nie naprawia alienacji rodzicielskiej. Nie poprawia relacji między rodzicami. Może wręcz skłonić rodzica działającego złośliwie do jeszcze większej determinacji. Eskaluje konflikt. Rodzice grożą sobie więzieniem. Dziecko cierpi bardziej.
W pomyśle o stosowaniu kary nikt chyba nie zastanowił się nad tym jaki to ma sens w praktyce. Trzeba pamiętać, że kara likwidować będzie symptomy a nie przyczyny alienacji rodzicielskiej. Aby kara miała sens musi być szybka i dolegliwa.
Proponowane zmiany w przepisach tego nie zapewniają. Nie odniosą w związku z tym pozytywnego skutku.
W ilu przypadkach świadomość np. odległej w czasie kary pozbawienia wolności w zawieszeniu, grzywny, ograniczenia wolności skłoni danego rodzica do respektowania rozstrzygnięcia sądu o kontaktach ojca z dzieckiem. Ile przypadków z praktyki przebadano aby dojść do wniosku, że ta nieodczuwalna w praktyce przez rodzica kara, ograniczającego kontakt dziecka z drugim rodzicem, przyniesie jakieś pozytywne skutki? Czy ktoś pomyślał o tym, że w praktyce kontakt dziecku utrudnia rodzic zdeterminowany, którego nie przestraszy „sprawa karna” i wyrok w zawieszeniu albo grzywna. Poza tym, czy ktoś przestudiował jak przebiegają takie sprawy w państwach, które penalizują utrudnianie kontaktu z dzieckiem. Jakie są rzeczywiste efekty takich spraw? Jeżeli już motywować perspektywą kary – jeszcze raz powtórzę, kara powinna być szybka i dolegliwa. Czy jest nią niewysoka grzywna albo pozbawienie wolności w zawieszeniu, w obu przypadkach po ponad roku od przestępstwa?
Zmiany dotyczące alimentów są jeszcze bardziej powierzchowne. Rozwodzący się małżonek myśli: nie będzie winy, nie będzie alimentów. Oczywiście, że będą. Co więcej, proponowane zmiany wręcz ułatwią życie małżonkowi, domagającemu się alimentów od drugiego małżonka. Nie będzie musiał już udowadniać winy, a tylko to, że potrzebuje pieniędzy, bo nie może zaspokoić swoich usprawiedliwionych potrzeb.
Co naprawdę by pomogło? Realne, dolegliwe i szybkie konsekwencje za brak współpracy, za niechęć do wypracowania porozumienia. Być może obowiązkowe szkolenia dla niektórych rodziców. Obowiązkowe audyty dla OZSS, oceniające jakość opinii i obiektywizm pracowników tych jednostek. System skupiony na wymuszaniu współpracy — a nie karaniu za porażkę po tym, jak szkody zostały już wyrządzone. Obowiązkowe ramy współpracy, które priorytetyzują dziecko. Być może wprowadzenie instytucji umowy przedmałżeńskiej (nie majątkowej), która skłoniłaby do większej refleksji na temat małżeństwa i swojej roli w nim a przede wszystkim
Wszystko inne to tylko przepisywanie inną czcionką regulaminu gry, podczas gdy sama gra pozostaje taka sama.
A przecież nie jest to fizyka kwantowa. Nie jest trudno zdiagnozować najbardziej palące problemy w praktyce prawa rodzinnego i znaleźć dla nich lepsze od obecnych rozwiązania.
Dla przykładu, jednym z prawdziwych problemów w sprawach rodzinnych jest zbyt mała liczba sędziów w wydziałach rodzinnych, przede wszystkim sądów okręgowych, i że może dobrze byłoby zatrudnić więcej sędziów do takich wydziałów.
Można pomyśleć o wprowadzeniu przepisów określających zasady wyznaczania terminów rozpraw i podejmowania czynności przez sądy w sprawach rodzinnych. Większość sędziów stara się sprawnie i w miarę możliwości wyznaczać terminy rozpraw, ale gdy sędziów jest zbyt mało, nie ma mocy przerobowych do sprawnego prowadzenia spraw. Z kolei gdy nie ma jasnych zasad, determinujących w konkretny a nie ogólnikowy sposób wyznaczanie terminów rozpraw i posiedzeń w sprawach w sprawach rodzinnych, termin kolejnej rozprawy jest zależny wyłącznie od dobrej woli sądu.