20/08/2026
74 m². Tyle klient chciał wyłączyć z produkcji leśnej. Organ policzył mu opłaty od 572 m².
Są takie sprawy, przy których po raz kolejny przypominam sobie, jak duża odległość potrafi dzielić prosty przepis od sposobu, w jaki zaczyna funkcjonować w praktyce organu.
Klient potrzebował dodatkowych 74 m² pod rozbudowę domu. Problem w tym, że na tej samej działce poprzedni właściciele wyłączyli już wcześniej łącznie 498 m². Były to odrębne postępowania, odrębne decyzje i - co najważniejsze - wyłączenia
korzystające ze zwolnienia ustawowego w opłatach przewidzianego dla budownictwa mieszkaniowego.
Organ uznał jednak, że historia działki „idzie za nieruchomością”. Dodał więc wyłączone 498 m²
i obecne wnioskowane 74 m², otrzymując 572 m², od których ustalił należność.
Co jest w tej sprawie dla mnie najciekawsze?
Czy późniejsze zdarzenie może sprawić, że powierzchnia prawidłowo wyłączona wiele lat wcześniej, bez obowiązku jakichkolwiek opłat (zwolnienie ustawowe), nagle zaczyna generować należność dla kolejnego właściciela?
Nie mam problemu z tym, że przepisy chronią lasy. Powinny.
Mam jednak problem z tą sytuacją, w której obowiązek pieniężny powstaje nie dlatego, że jednoznacznie wynika z ustawy, ale dlatego, że organ buduje z kilku przepisów mechanizm, którego ustawodawca wprost nie zapisał.
I … z tych 74 metrów robią się nagle 572 metry.