20/08/2026
Rząd zapowiedział duże zmiany w podatkach dochodowych od 2027 r.
✅ próg 12% PIT ma wzrosnąć ze 120 tys. do 130 tys. zł,
✅ między 130 a 150 tys. zł ma pojawić się nowa stawka 24%,
✅ stawka 32% będzie obowiązywać powyżej 150 tys. zł.
I tę część zmian oceniam pozytywnie. Obecny próg od dawna nie nadąża za wzrostem wynagrodzeń.
Problem zaczyna się przy odpowiedzi na pytanie: kto ma za tę obniżkę zapłacić?
Rząd proponuje bowiem jednocześnie:
➡️ podniesienie CIT z 19% do 22% dla przedsiębiorstw osiągających ponad 50 mln euro, czyli około 200 mln zł rocznych przychodów, oraz dla podatkowych grup kapitałowych,
➡️ podniesienie daniny solidarnościowej z 4% do 5%,
➡️ obniżenie limitu przychodów uprawniającego do ryczałtu z 2 mln euro do zaledwie 250 tys. euro.
Według rządu cały pakiet ma być dla budżetu zasadniczo neutralny. Innymi słowy: część podatników zapłaci mniej, ponieważ inni podatnicy zapłacą więcej.
I właśnie z podwyżką CIT mam największy problem.
Podniesienie stawki z 19% do 22% wygląda na zmianę o „tylko 3 punkty procentowe”.
W rzeczywistości, przy tej samej podstawie opodatkowania, oznacza to wzrost obciążenia CIT o niemal 16%‼️
Przykład?
100 mln zł dochodu podatkowego:
19% CIT = 19 mln zł podatku
22% CIT = 22 mln zł podatku
3 mln zł więcej rocznie.
Federacja Przedsiębiorców Polskich szacuje, że sama podwyżka CIT może zwiększyć obciążenia przedsiębiorstw o około 8,6 mld zł rocznie.
I tutaj dochodzimy do rzeczy fundamentalnej.
200 mln zł przychodu nie oznacza, że mamy do czynienia z globalnym koncernem osiągającym gigantyczne zyski.
Przychód to nie dochód‼️
Firma handlowa, dystrybutor, przedsiębiorstwo transportowe, producent czy firma budowlana może osiągać 200–300 mln zł obrotu przy kilkuprocentowej rentowności.
Tymczasem właśnie przychód ma decydować o wejściu w wyższą stawkę CIT.
W praktyce podwyżka obejmie więc nie tylko międzynarodowe korporacje, ale również wiele dużych, polskich przedsiębiorstw, w tym firm rodzinnych, które przez lata inwestowały, zatrudniały ludzi i zwiększały skalę działalności.
Spójrzmy na dane dotyczące CIT.
Całkowite wpływy sektora finansów publicznych z CIT wyniosły w 2025 r. około 91,8 mld zł.
Dane Ministerstwa Finansów za 2024 r., pokazują jednocześnie ogromną koncentrację tego podatku:
• 10 największych podatników odpowiadało za 22,5% wpływów,
• 50 największych za 43%,
• zaledwie 414 spółek, z których każda zapłaciła ponad 20 mln zł CIT, odpowiadało za prawie 3/4 analizowanych wpływów z tego podatku.
Na czele listy znalazły się m.in.:
PKO BP – ponad 2,3 mld zł CIT,
Bank Pekao – około 1,9 mld zł,
Santander – ponad 1,5 mld zł,
dalej m.in. Orlen, KGHM czy Jeronimo Martins Polska.
To pokazuje dość niewygodną prawdę:
dużą część CIT już dzisiaj finansuje stosunkowo niewielka grupa przedsiębiorstw.
Podwyższenie im stawki jest fiskalnie bardzo proste. Fiskus wie, gdzie są, zna ich wyniki i wie, że wykazują w Polsce dochód.
Znacznie trudniejsze jest rozwiązanie problemu przedsiębiorstw funkcjonujących w międzynarodowych strukturach, w których znaczna część marży może być rozliczana poza Polską.
I tutaj robi się ciekawie.
Amazon przy ponad 10 mld zł przychodów wykazanych w Polsce zapłacił za 2024 r. około 95 mln zł CIT. To mniej niż 1% przychodów.
W przypadku Zalando relacja CIT do przychodów wyniosła około 1,5%, a Shein około 2,6%.
Facebook Poland w 2025 r. wykazał ponad 2 mld zł przychodów brutto i około 11,2 mln zł CIT.
To około 0,55% przychodów.
Żeby było jasne: niska relacja CIT do przychodów sama w sobie nie oznacza unikania opodatkowania. CIT jest podatkiem dochodowym, a nie obrotowym.
Pokazuje jednak zasadniczy problem.
Jeżeli część dochodu ekonomicznego generowanego na polskim rynku jest, zgodnie z obowiązującymi zasadami rozliczeń międzynarodowych, wykazywana w innych jurysdykcjach, to podwyższenie polskiej stawki CIT z 19% do 22% tego problemu nie rozwiąże.
22% od niewielkiej podstawy nadal będzie niewielkim podatkiem.
Za to firma, która prowadzi działalność przede wszystkim w Polsce, tutaj wykazuje przychody, tutaj ponosi koszty i tutaj pokazuje cały swój dochód, zapłaci po prostu o prawie 16% więcej CIT.
Podobny problem widzę przy ryczałcie.
Obniżenie limitu z 2 mln euro do 250 tys. euro oznacza jego ośmiokrotne zmniejszenie.
I bardzo nie podoba mi się narracja, zgodnie z którą przedsiębiorca osiągający około miliona złotych przychodu jest automatycznie „milionerem”.
1 mln zł przychodu to nie 1 mln zł dochodu‼️
To naprawdę podstawowa różnica ekonomiczna i podatkowa.
Można dyskutować o większej progresji podatkowej. Można dyskutować o tym, czy duże przedsiębiorstwa powinny ponosić większą część ciężaru finansowania państwa.
System powinien być przede wszystkim racjonalny, przewidywalny i rzeczywiście szczelny.
Znacznie bardziej przekonuje mnie walka z erozją podstawy opodatkowania, agresywnymi cenami transferowymi i transferowaniem zysków do innych jurysdykcji niż proste:
„masz ponad 200 mln zł przychodu, więc podnosimy Ci CIT”.
Bo istnieje ryzyko, że zamiast skuteczniej opodatkować tych, którzy potrafią przenosić zysk poza Polskę, po raz kolejny mocniej opodatkujemy przede wszystkim tych, którzy już dzisiaj ten zysk w Polsce wykazują i od niego płacą podatek.
A to nie jest reforma systemu podatkowego.
To jest po prostu znalezienie kolejnej grupy, od której najłatwiej pobrać więcej.
Na koniec warto pamiętać, że są to na razie zapowiedzi. Przedsiębiorcy nie powinni więc jeszcze traktować nowych stawek jako przesądzonych. Zmiany muszą przejść cały proces legislacyjny, a finalnie uzyskać podpis Prezydenta RP.