Kancelaria Adwokacka Maciej Łaszcz

Kancelaria Adwokacka Maciej Łaszcz Kancelaria Adwokacka Maciej Łaszcz
al. Niepodległości 804b/2
81-805 Sopot

Podstępne podsłuchy a prawo procesowe, czyli o tym kiedy nagrania rozmów mogą być wykorzystane w procesie cywilnymW kult...
15/09/2025

Podstępne podsłuchy a prawo procesowe, czyli o tym kiedy nagrania rozmów mogą być wykorzystane w procesie cywilnym

W kultowej powieści Jacka Dukaja „Czarne Oceany” postęp ochrony prawnej i techniki doprowadza do w zasadzie ciągłego, sprywatyzowanego monitoringu, każdy nagrywa wszystko, tak aby w razie sporu prawnego móc przedstawić dowody na swoją wersję. Chociaż w 2001 roku taka wizja była rzeczywiście fikcją naukową, to postęp techniki sprawia, że staje się ona coraz bliższa prawdy. Ale czy rzeczywiście nagrywanie wszystkiego i wszystkich jest dobrą strategią procesową? I co na to polskie prawo?
Przede wszystkim należy rozróżnić nagrywanie siebie i rzeczy, których jesteśmy świadkami od podsłuchów. Te drugie polegające na uzyskaniu dostępu do informacji, do której w innych okolicznościach nie mielibyśmy dostępu są przestępstwem. Z kolei nagrywanie rozmów, których świadkiem jesteśmy co do zasady przestępstwem nie jest, wyjątek dotyczy tu tych rozmów, które z innych powodów objęte są tajemnicą. Co więcej w jednym ze swoich wyroków Sąd Najwyższy uznał, że samo nagranie cudzego głosu, nawet bez zezwolenia, nie jest jeszcze naruszeniem dóbr osobistych. W takich sytuacjach kluczowe jest to w jaki sposób korzystamy z nagrania.
Zatem samo sporządzenie potajemnego nagrania jakiegoś zdarzenia może w wielu przypadkach być zachowaniem legalnym i nie skutkować odpowiedzialnością prawną. Jednak w tych sytuacjach, gdy zachowanie to jest przestępstwem może skutkować nawet karą pozbawienia wolności, a w tych gdy bezprawnie narusza dobra osobiste innych koniecznością zapłaty zadośćuczynienia. Co do zasady będzie to jednak nagrywanie kogoś bez jego wiedzy i zgody będzie zachowaniem nieetycznym i budzącym uzasadniony opór.
Ta nieetyczność lub nawet nielegalność niejawnych nagrań powoduje, że ich wykorzystanie w procesie sądowym jest kontrowersyjne. Przepisy dotyczące tego jakie dowody sąd może, a jakich nie może dopuścić są celowo skonstruowane tak, żeby zostawić pewien margines swobody. Tak, żeby sąd mógł dobrać rozwiązanie adekwatne do danej sprawy. Z tego też powodu wykształciły się różne sposoby postępowania z nagraniami uzyskanymi bez zgody osoby nagrywanej. Część sądów kategorycznie odmawia dopuszczania takich dokumentów, wskazując na ich nieetyczność i potencjalne negatywne skutki jakie taki brak lojalności może mieć dla społeczeństwa. Inna cześć wskazuje na brak jasnego zakazu dopuszczania nieetycznych dowodów i za priorytet bierze prawo strony do dowodzenia swoich racji zawsze dopuszczając taki dowód. Część wreszcie niuansuje dopuszczając dowód z nagrań uzyskanych bez zgody zależnie od okoliczności sprawy.
Jednak samo dopuszczenie dowodu nie jest jednoznaczne z udowodnieniem racji nagrywającego. Taki dowód, jak każdy inny, podlega ocenie pod względem wiarygodności. Oczywistym natomiast musi być, że dowód z nagrania uzyskanego potajemnie powinien być oceniany ze zwiększoną dozą sceptycyzmu. Skoro bowiem ktoś nie ma oporów przed potajemnym nagrywaniem rozmówcy, to mogą pojawić się wątpliwości co do stosunku takiej osoby do innych norm zachowania. Co więcej nagranie takie może być modyfikowane lub być efektem wcześniejszej, nienagranej prowokacji. Wreszcie oczywistym jest, że strona przedstawi tylko nagranie w jej ocenie korzystne dla jej wersji wydarzeń. Takie nagranie może zatem nie przedstawiać całokształtu stosunków między stronami, a jedynie jego jednostronny wycinek.
Chociaż wizja ciągłego potajemnego monitoringu zachowania jest niepokojąca, to jak widać nie jest na tyle fantastyczna, żeby umykać procedurze sądowej. Póki co zatem pozostaje ona w sferze fikcji naukowej.

[do ilustracji wpisu użyto obrazu Letnia noc autorstwa Winslowa Homera]

Po kim dziedziczy była żona nowego męża? Czyli o dziedziczeniu po rozwodzieChociaż małżeństwa tradycyjnie zawierane są n...
05/09/2025

Po kim dziedziczy była żona nowego męża? Czyli o dziedziczeniu po rozwodzie

Chociaż małżeństwa tradycyjnie zawierane są na całe życie, w praktyce nierzadko kończą się rozwodem. Po rozwodzie byli małżonkowie kontynuują swoje życie, często zawierając nowe związki i zakładając kolejne rodziny. W związku z tym regulacji wymagały sprawy związane z dziedziczeniem po rozwodzie.

Wiele osób intuicyjnie postrzega majątek małżonków jako coś, co należy wyłącznie do nich. Spodziewają się, że w przypadku śmierci jednego z małżonków całość majątku przypadnie pozostałemu przy życiu małżonkowi. Ta intuicja jest jednak błędna.

Dziedziczenie w polskim prawie opiera się przede wszystkim na biologicznych więzach rodzinnych. Chociaż współcześnie małżonek zazwyczaj dziedziczy połowę majątku zmarłego współmałżonka, historycznie to dzieci zmarłego były preferowanymi spadkobiercami. Tak było chociażby w Kodeksie Napoleona, z którego czerpali autorzy europejskich kodeksów cywilnych w XIX i XX wieku, i który do dziś jest przykładem wybitnej legislacji.

W tych okolicznościach nie powinno zaskakiwać, że były małżonek wraz z rozwodem, a czasem już wraz ze złożeniem pozwu rozwodowego, traci uprawnienia do dziedziczenia po swoim współmałżonku. Z punktu widzenia prawa byli małżonkowie są traktowani jak obce sobie osoby.

Oczywiście sytuacja komplikuje się, gdy rozwiedzeni małżonkowie mają wspólne dzieci. Więzy między rodzicami a dziećmi istnieją niezależnie od stanu cywilnego rodziców. Może się zatem zdarzyć, że majątek wcześniej zmarłego byłego małżonka przejdzie najpierw na dziecko, a potem na drugiego byłego małżonka. Jest to jednak sytuacja nietypowa, a z punktu widzenia prawa majątek z chwilą dziedziczenia staje się majątkiem spadkobiercy. Dlatego można powiedzieć, że przy dziedziczeniu ustawowym były małżonek nie nabędzie spadku po swoim zmarłym byłym współmałżonku.

[do ilustracji wpisu użyto obrazu Przy śniadaniu autorstwa Elin Danielson-Gambogi]

Zzz – Zapłata, zaliczka, zadatekAnalizując umowy, często można natknąć się na trzy pojęcia na "Z" – zapłatę, zaliczkę i ...
31/08/2025

Zzz – Zapłata, zaliczka, zadatek

Analizując umowy, często można natknąć się na trzy pojęcia na "Z" – zapłatę, zaliczkę i zadatek. Wszystkie trzy, w sytuacji prawidłowo wykonanej umowy z perspektywy zamawiającego, wyglądają tak samo – polegają na przekazaniu wykonawcy pieniędzy w zamian za usługę lub towar. Jednak między tymi pojęciami istnieją ważne różnice, o których warto wiedzieć.

Zapłata jest najprostszym pojęciem. Oznacza ona kwotę, jaką zlecający daje wykonawcy w zamian za usługę lub towar. Jest to po prostu spełnienie świadczenia jednej ze stron, a termin, w jakim ma zostać zapłacona, może być swobodnie ustalany przez strony. Nieterminowe uiszczenie zapłaty będzie niewykonaniem umowy i umożliwi sądowe dochodzenie roszczeń strony, która miała otrzymać zapłatę.

Zaliczka bardzo ściśle łączy się z zapłatą i dzieli jej losy. To kwota, którą przekazuje się zanim powstanie obowiązek zapłaty i zgodnie z nazwą zalicza się na kwotę zapłaty. Dlatego, jeżeli okaże się, że z jakiegokolwiek powodu zapłata nie jest konieczna, to zwracana jest również zaliczka. Najczęściej jednak zaliczka dawana jest wtedy, gdy wykonawca musi ponieść pewne koszty zanim przystąpi do wykonania umowy. W takim przypadku, zależnie od rodzaju i treści umowy, może się okazać, że jakaś część zapłaty jest wymagana. Wtedy ta część zapłaty może zostać rozliczona przy zwrocie zaliczki.

Zadatek jest najbardziej skomplikowanym z omawianych pojęć. Służy on dodatkowemu zabezpieczeniu interesów stron umowy. Dokładne zasady działania zadatku mogą zostać ustalone przez strony, ale w podstawowym wariancie działa on w ten sposób, że strona, która nie wykonała umowy, traci kwotę zadatku. Oznacza to, że stronie wpłacającej zadatek przepada, a strona otrzymująca zadatek ma obowiązek zwrócić go w podwójnej wysokości, tj. zadatek otrzymany i kwotę równą kwocie zadatku. Rozwiązanie to pozwala uprościć naprawę szkody strony niewinnej – nie trzeba udowadniać ani powstania, ani wysokości szkody. Co ważne, zadatek traci strona, przez którą nie doszło do wykonania umowy. Dlatego, jeżeli obie strony nie wykonały umowy, albo zaszły okoliczności niezależne od stron i dlatego umowy nie wykonano, to zadatek jest po prostu zwracany.

W praktyce zawsze warto zastanowić się, jaki cel chcemy osiągnąć daną umową i tak dobrać narzędzia, żeby je osiągnąć. Zarówno zaliczka, jak i zadatek wymagają wyłożenia pieniędzy z góry, jeszcze zanim pojawi się efekt umowy. Chociaż zadatek zabezpiecza wykonanie umowy, to jego skuteczność będzie proporcjonalna do wysokości. Jednocześnie i zaliczka, i zadatek zwiększają wiarygodność zamawiającego w oczach wykonawcy.

Z kolei brak rozróżnienia pojęć na „Z” i przypadkowe posługiwanie się nimi to prosta recepta na powstanie sporów i rozbieżności interpretacyjnych

Cena zmienną jest, czyli czy cena usługi może wzrosnąć w trakcie jej wykonywania?Status konsumenta jest w polskim prawie...
22/08/2025

Cena zmienną jest, czyli czy cena usługi może wzrosnąć w trakcie jej wykonywania?

Status konsumenta jest w polskim prawie definiowany przez wchodzenie w stosunki gospodarcze z przedsiębiorcą. Konsumentem jest osoba, która konsumuje na swój użytek dobra i usługi wyprodukowane przez innych. Nieodzownym elementem tej układanki jest konieczność zapłaty ceny za towar lub usługę. O ile przy zakupach towaru cena nie ulega zmianie między zdjęciem towaru z półki a dojściem do kasy, z historycznym wyjątkiem przypadków hiperinflacji, to sprawa miewa się inaczej w przypadku usług. Zdarza się, że po otrzymaniu wyceny wykonanej usługi jesteśmy zaskoczeni przedstawionym rachunkiem, ale czy taka sytuacja jest zgodna z prawem?

Zgodnie z przepisami ustawy o prawach konsumenta przedsiębiorca ma wobec konsumenta liczne obowiązki informacyjne. Do najważniejszych należy obowiązek poinformowania o całkowitej cenie usługi jeszcze przed zawarciem umowy. Sytuacja na pierwszy rzut oka jest więc jasna. Co jednak, jeżeli nasza usługa ma taki charakter, że ciężko przewidzieć z góry, ile może kosztować? Może w trakcie wykonywania usługi ujawnią się okoliczności wymuszające większy nakład pracy? Przykładem takiej usługi może być naprawa uszkodzonej instalacji hydraulicznej lub świadczenie zdrowotne czy estetyczne wymagające użycia dodatkowych specyfików. Czy w takiej sytuacji hydraulik, kosmetyczka lub dentysta zobowiązani są trzymać się raz podanej ceny?

Na szczęście ustawodawca przewidział wyjątek od ogólnej zasady konieczności podania całkowitej ceny usługi. W szczególnych przypadkach, gdy podanie ceny z góry jest utrudnione, wystarczające jest przedstawienie sposobu obliczania ceny i uzyskanie zgody konsumenta na dodatkowe czynności generujące koszt. Obowiązkiem przedsiębiorcy jest więc takie poinformowanie konsumenta o cenie, żeby konsument mógł racjonalnie przewidzieć koszt i zakres usługi.

Niestety, w przypadku umów zawieranych w lokalu ustawa o prawach konsumenta nie zawiera już regulacji dotyczących konsekwencji niezachowania przez przedsiębiorcę obowiązku informacyjnego. Nie oznacza to jednak, że nieprawidłowe zachowanie przedsiębiorcy pozostaje bez jakichkolwiek konsekwencji. Skoro bowiem konsument działał w zaufaniu do przedsiębiorcy, to niewykluczone jest powoływanie się na wadę oświadczenia woli w postaci błędu lub wskazywanie na odpowiedzialność odszkodowawczą przedsiębiorcy.

Co ważne, to przedsiębiorca ma obowiązek udowodnić, że konsument został właściwie poinformowany o cenie i zakresie usługi oraz że konsument wyraził zgodę na zawarcie określonej umowy. Nie oznacza to jednak, że informacja i zgoda muszą być udzielone na piśmie. Częstym sposobem informowania o cenie usług jest więc wywieszenie cennika w łatwo widocznym miejscu, z którym konsument może się zapoznać, zanim zleci wykonanie określonej czynności.

Odpowiadając zatem na pytanie postawione na wstępie – cena usługi może zmienić się w trakcie wykonywania czynności, ale zmiana taka nie powinna być zaskoczeniem dla konsumenta.

[do ilustracji wpisu użyto obrazu Cykliniarze autorstwa Gustave Caillebotte]

Co jakiś czas spotykam się z obiegową opinią, że polskie prawo faworyzuje najemców, a wynajem mieszkań to czynność nieop...
18/08/2025

Co jakiś czas spotykam się z obiegową opinią, że polskie prawo faworyzuje najemców, a wynajem mieszkań to czynność nieopłacalna i wysoce ryzykowana. Jak większość obiegowych opinii również ta opinia mimo uchwycenia pewnej prawdziwej obserwacji jest zbyt uproszczona, aby być prawdziwa.
Rzeczywiście prawa lokatorów są w polskim prawie uznane i chronione. Co więcej ochrona praw lokatorów jest na tyle intensywna, że wynika nie tylko z przepisów prawa cywilnego ale również karnego. Umowa najmu mieszkania jest w istotnym zakresie ściśle unormowana, a jej strony nie mogą dowolnie kształtować jej postanowień. Właściciel lokalu doznaje zatem istotnych ograniczeń w możliwości korzystania z przysługującego mu prawa własności. Najczęściej krytykowane jest ograniczenie możliwości wypowiedzenia umowy najmu oraz eksmisji lokatorów.
Ustawa o ochronie praw lokatorów jednoznacznie przesądza o tym, że właściciel lokalu może wypowiedzieć umowę najmu tylko w konkretnie opisanych przypadkach. Natomiast kodeks karny zakazuje samodzielnej przymusowej eksmisji lokatora. Pozornie zatem rzeczywiście sytuacja wynajmującego może wydawać się gorsza od sytuacji najemcy. Jak to jednak często bywa pozory mylą. Przewidziane ustawowo przyczyny wypowiedzenia umowy najmu są bardzo szerokie i obejmują zarówno niepłacenie czynszu na czas, używanie lokalu w sposób niezgodny z jego przeznaczeniem lub uciążliwy dla innych mieszkańców, ale także chęć zamieszkania w lokalu przez właściciela. Natomiast uzyskanie tytułu wykonawczego pozwalającego na komorniczą eksmisję w przypadku najmu okazjonalnego jest bardzo ułatwione i wymaga jedynie uzyskania klauzuli wykonalności
Jednocześnie to, że ustawa przewiduje tak liczne podstawy do wypowiedzenia umowy najmu przez właściciela mieszkania sprawia, że podstawy te nie muszą być już wskazywane w umowie. Zatem przynajmniej w tym zakresie interesy właściciela są zabezpieczone nawet w najprostszej umowie najmu.
Odmiennie kształtuje się sytuacja najemcy. W przypadku zawarcia umowy najmu na czas określony, jeżeli mieszkanie nadaje się do zamieszkania a strony nie przewidziały możliwości wypowiedzenia umowy najmu w umowie, to najemca nie ma uprawnienia do samodzielnego zakończenia stosunku najmu. Najemca nie jest również prawnie chroniony jeżeli zalega z opłatami czynszu lub zajmuje lokal bezprawnie już po zakończeniu najmu. W takim wypadku właściciel ma prawo dochodzić zapłaty zaległości wraz z odsetkami.
Skoro zatem prawo chroni wynajmującego to skąd zatem bierze się przytoczona na początku wpisu opinia? Problemem okazuje się być skuteczność dochodzenia tych praw. Postępowania sądowe wymagają czasu i nakładu pracy, a egzekucja zaległości często bywa utrudniona. Jednak rozwiązaniem tego problemu nie jest przyjęcie przepisów słabiej chroniących lokatorów. Takie rozwiązanie wiąże się z dużym potencjalnym ryzykiem nadużyć w stosunku do uczciwych lokatorów. Wystarczającym byłoby zwiększenie sprawności postępowań sądowych i skuteczności egzekucji, co jednak nie jest tematem tego wpisu.

Śmierć w trakcie sprawy – czy to w ogóle legalne? Spory prawne są procesami rozłożonymi w czasie. Jednak wejście w spór ...
08/08/2025

Śmierć w trakcie sprawy – czy to w ogóle legalne?

Spory prawne są procesami rozłożonymi w czasie. Jednak wejście w spór nie powoduje, że pozostałe aspekty życia ulegają zawieszeniu. Choć jest to całkowicie oczywiste, ma jednak istotny wpływ na kształt przepisów. Jeżeli jedna ze stron umrze przed zakończeniem postępowania trzeba się zastanowić co zrobić?

Śmierć strony może zaskoczyć nas na kilku etapach prowadzenia sporu, tj. przed założeniem sprawy sądowej, w toku postępowania lub już na etapie wykonywania orzeczenia. Niezależnie od szczególnych zasad postępowania w tych przypadkach pierwszym krokiem do rozwiązania problemu będzie ustalenie kto mógłby zastąpić zmarłego. Jest to oczywiście pytanie, na które odpowiada procedura spadkobrania. Celem spadkobrania jest przecież usunięcie prawnej próżni po zmarłym. Zatem to spadkobiercy zmarłego będą jego naturalnymi następcami w sporze.

Spadkobraniu nie podlegają natomiast wszystkie prawa zmarłego, a tylko te które mają charakter majątkowy. Oznacza to, że na spadkobierców przechodzą m.in. wierzytelności zmarłego, więc spadkobiercy mogą domagać się spłaty danej przez zmarłego pożyczki. Natomiast np. w skład spadków nie wchodzą obowiązki małżeńskie, współcześnie nie oczekuje się już, żeby spadkobiercy zastąpili zmarłego w obowiązkach domowych. I chociaż współcześnie to stwierdzenie jest oczywiste, to jednak historyczne rozwiązania bywały w tym zakresie różne.

Z tej ogólnej zasady łatwo zatem wyprowadzić wniosek, że te spory, które dotyczą majątku są dziedziczne i mogą być przejęte przez spadkobierców. Co więcej spory te mogą być przejęte na każdym etapie sprawy, bowiem nigdy nie tracą swojego majątkowego charakteru.

Co natomiast z takimi sprawami, gdzie majątkowy charakter pojawia się dopiero w toku sprawy? Taka sytuacja ma miejsce np. w sprawach o przeprosiny połączone z zapłatą zadośćuczynienia, czy w sprawach rozwodowych bo przecież skutkiem rozwodu jest odpadnięcie byłego małżonka z dziedziczenia po zmarłym.

W obu tych sytuacjach potrzebne są specjalne zasady regulujące postępowanie. W sprawach tych kluczowe jest, aby jeszcze za życia zmarłego wykazał on jednoznacznie wolę wejścia w spór. W przypadku zadośćuczynienia roszczenie dziedziczone jest gdy zostało ono uznane na piśmie lub sprawa została już złożona w sądzie. Natomiast w sprawach rozwodowych postępowanie podlega umorzeniu, ale spadkobiercy zmarłego, który chciał rozwodu z winy drugiej strony mogą domagać się wyłączenia drugiego małżonka od dziedziczenia, jeżeli był on winny rozpadu małżeństwa.

Co w takim razie w razie śmierci strony w trakcie sprawy robi sąd? Przede wszystkim sprawdza czy roszczenie może zostać odziedziczone, jeżeli nie to sprawa zostaje umorzona, jeżeli tak, to trzeba dać spadkobiercom szansę dołączenia do sprawy. W tym celu postępowanie zawiesza się do czasu ustalenia kto jest spadkobiercą, a po ich ustaleniu zawiadamia o sprawie i pozwala na zajęcie stanowiska.

Problem śmierci strony w trakcie sporu prawnego został zatem dostrzeżony i uregulowany w przepisach. Jednak ze względu na różnorodność spraw, które są przedmiotem postępowań prawnych nie można było stworzyć jednego uniwersalnego i słusznego rozwiązania tego problemu.

28/07/2025

W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło tablice alimentacyjne. Ich publikacja wywołała jednak burzliwe dyskusje, a przedstawione materiały zostały wycofane. W tym wpisie wyjaśnię, czym miały być proponowane tablice, dlaczego spotkały się z krytyką oraz czy rzeczywiście oznacza to, że sam pomysł tablic alimentacyjnych jest z gruntu wadliwy.

Aby zrozumieć funkcję tablic alimentacyjnych, warto najpierw przyjrzeć się temu czym są alimenty i jak ustala się ich wysokość. W dużym uproszczeniu alimenty to prawnie uregulowany obowiązek troski o najbliższych członków rodziny. Obowiązek ten wynika już z samego faktu istnienia więzi rodzinnej oraz potrzeb osoby uprawnionej. W idealnym przypadku alimenty nie muszą być zasądzane przez sąd – są po prostu spełniane w ramach naturalnych relacji rodzinnych.

Zgodnie z obowiązującymi od ponad 60 lat przepisami - które mają swoje odpowiedniki także w wcześniejszym ustawodawstwie - wysokość alimentów zależy od dwóch czynników: potrzeb dziecka oraz możliwości majątkowych i zarobkowych rodziców. Co istotne, potrzeby dziecka nie ograniczają się jedynie do kwestii pieniężnych, a obejmują również potrzeby opieki, edukacji czy kontaktu z rodzicem. Zatem obowiązek alimentacyjny może być realizowany także poprzez bezpośrednią opiekę nad dzieckiem.

Z drugiej strony, „możliwości” rodzica również rozumiane są szerzej niż tylko jako miesięczny wpływ na konto. Może się zdarzyć, że ktoś zarabia niewiele, ale dysponuje majątkiem, z którego może finansować potrzeby dziecka. Zdarzają się też sytuacje, w których rodzic mimo możliwości nie podejmuje pracy – wówczas oceniamy, ile byłby w stanie zarobić, gdyby pracę podjął, i na tej podstawie ustalamy wysokość alimentów.

Nietrudno się domyślić, że ustalenie alimentów jest procesem skomplikowanym – wymaga przedstawienia wielu dowodów i pogłębionej analizy. W praktyce prowadzi to do znacznych rozbieżności w orzecznictwie, nawet w pozornie podobnych sprawach. Problemy sprawia określenie rzeczywistych potrzeb dziecka i możliwości rodziców, a bez wiedzy prawniczej niełatwo także skutecznie udowodnić te kwestie przed sądem. Tablice alimentacyjne miały być odpowiedzią na te problemy – prezentowałyby orientacyjną wysokość alimentów w zależności od zarobków rodzica.

Warto zaznaczyć, że proponowane tablice miały pełnić funkcję pomocniczą. Tablice nie miały kreować prawa i nie byłyby samodzielną podstawą orzekania. Podobne rozwiązania funkcjonują też w innych krajach. Ich zaletą jest zwiększenie przewidywalności i stabilności orzecznictwa, co mogłoby znacząco przyspieszyć rozstrzyganie sporów. Gdy wynik sprawy da się łatwo oszacować, motywacja do prowadzenia długotrwałych batalii sądowych maleje.

Dlaczego więc projekt spotkał się z krytyką?

Przede wszystkim tablice zostały opracowane w sposób nieczytelny i nieintuicyjny. W wielu przypadkach przy trójce lub większej liczbie dzieci łączne kwoty proponowanych alimentów przekraczały wynagrodzenie netto zobowiązanego. Choć w instrukcji zawarto wyjaśnienia, jak postępować w takich sytuacjach, już samo to znacząco ograniczało ich użyteczność. Dodatkowo proponowane mechanizmy korekty nie zawsze skutkowały pozostawieniem rodzicowi kwoty wystarczającej do życia.

W mojej ocenie problem wynikał ze zbyt abstrakcyjnego podejścia. Za punkt wyjścia przyjęto przypadek gdy jeden z rodziców pokrywa 70% kosztów utrzymania dziecka z uwagi na założenie wyłącznie weekendowej opieki nad dzieckiem. Następnie ustalono minimalną kwotę potrzebną do jego utrzymania dziecka. Następnie wyliczenia automatycznie modyfikowano w zależności od dochodów, wieku dziecka i liczby dzieci. W ten sposób uzyskano prostą, precyzyjną tabelę. Rozwiązanie takie jednak ze swojej natury nie mogło uwzględniać rzeczywistej praktyki z jej nieostrościami i skomplikowaniem. Takie podejście stoi w sprzeczności z praktyką sądów, które indywidualizują każdą sprawę i biorą pod uwagę konkretne realia życia rodziny.

Ministerstwo zapowiedziało kontynuację prac nad tablicami alimentacyjnymi i publikację kolejnych wersji. Pozostaje mieć nadzieję, że nowe propozycje będą bardziej przejrzyste i użyteczne w praktyce. Mimo mankamentów pierwszej wersji, sam pomysł wprowadzenia tablic zasługuje na uwagę – może istotnie usprawnić proces ustalania alimentów, ustabilizować sytuację dzieci, ale też rodziców w tym też tych zobowiązanych do świadczeń alimentacyjnych.

19/04/2025
SLAPP to termin, który zyskuje coraz większą popularność w Internecie oraz mediach społecznościowych. Istnieją nawet gło...
24/03/2025

SLAPP to termin, który zyskuje coraz większą popularność w Internecie oraz mediach społecznościowych. Istnieją nawet głosy, które ostrzegają przed epidemią SLAPP-ów. Czym jednak tak naprawdę jest SLAPP? A co ważniejsze, czym nie jest i czy nie jest on nadużywany?

Klasycznym przykładem SLAPP-u jest sytuacja, w której duży przedsiębiorca pozywa lokalną gazetę za publikację, która, mimo że jest prawdziwa, ujawnia jego nieuczciwe praktyki biznesowe. Pozew taki często poprzedzają wezwania sądowe zawierające ogromne kwoty potencjalnych odszkodowań, kierowane także do autora artykułu. Sam pozew może być rozbity na kilka postępowań zgłoszonych w sądach położonych daleko od siedziby redakcji. Działania te mają na celu wyolbrzymienie ryzyka związane z potencjalną sprawą oraz wygenerowanie kosztów prawnych, które obciążają pozwanego. Głównym celem jest zastraszenie autorów publikacji i zmuszenie ich do usunięcia materiału, a także wywołanie efektu mrożącego na przyszłość.

SLAPP to akronim od Strategic Lawsuit Against Public Participation (Strategiczny Pozew Przeciw Publicznej Partycypacji), czyli praktyka wykorzystywania prawa procesowego w sposób instrumentalny, mająca na celu ograniczenie lub uniemożliwienie debaty publicznej. Kluczowym dla zrozumienia SLAPP-u jest pojęcie "strategicznego" lub "instrumentalnego" wykorzystania prawa. Pozew w odpowiedzi na krzywdzące publikacje czy internetowy hejt nie stanowi niczego nadzwyczajnego z perspektywy prawa. Konstytucyjna gwarancja wolności wypowiedzi nie oznacza bowiem, że każda wypowiedź jest chroniona. Zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Z wyraźnym rozróżnieniem na poglądy i informacje. O ile wolność wyrażania ocen i interpretacji jest chroniona, to informacje muszą opierać się na faktach. Dlatego odpowiedzialność za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji jest zgodna z prawem.

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1069 z dnia 11 kwietnia 2024 roku, znana jako Dyrektywa Anty-SLAPP, wymienia przykłady strategicznego nadużywania prawa, takie jak:
• nieracjonalność roszczeń;
• wszczęcie wielu spraw o to samo;
• zastraszanie, nękanie lub groźby przed i w trakcie sprawy;
• opóźnianie postępowania.

SLAPP ma miejsce wtedy, gdy roszczenie jest oczywiście bezzasadne. Ważne jest, aby zrozumieć, że nie każda sprawa wytoczona przez silniejszy podmiot przeciwko słabszemu jest przykładem SLAPP-u. Krytyka wyrażana publicznie powinna być rzetelna i merytoryczna. Granica między roszczeniem bezzasadnym a po prostu niezasadnym jest celowo niedookreślona, by umożliwić objęcie szerokiego spektrum przypadków.

Wzrost świadomości zagrożeń związanych z SLAPP-ami sprzyja rozwojowi praktyk przeciwdziałania tej nieuczciwej praktyce. Z drugiej strony, nadużywanie terminu SLAPP i stosowanie go do opisania każdej reakcji prawnej na krytykę ze strony dużych podmiotów może paradoksalnie negatywnie wpłynąć na debatę publiczną, prowadząc do osłabienia ograniczeń wobec dezinformacji.

[Do ilustracji wykorzystano obraz Stary człowiek w smutku autorstwa Vincenta van Gogha]

5 marca 2025 roku Sąd Najwyższy wydał uchwałę w sprawie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia osoby transpłciowej, sy...
07/03/2025

5 marca 2025 roku Sąd Najwyższy wydał uchwałę w sprawie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia osoby transpłciowej, sygn. akt III CZP 6/24, zgodnie z którą od teraz postępowania o zmianę oznaczenia płci toczyć się będą w postępowaniu nieprocesowym, a nie jak dotychczas w procesie. Uchwała ta została przyjęta jako pozytywny krok dla osób transpłciowych. Ale dlaczego? Jakie znaczenie ma to czy sprawa toczy się w postępowaniu procesowym czy nieprocesowym?

Bardzo upraszczając całą sprawę można powiedzieć, że każde postępowanie sądowe jest próbą znalezienia odpowiedzi na jakieś pytanie, które przedstawiane jest sądowi. Dlatego prawie każda sprawa sądowa zaczyna się od złożenia odpowiedniego pisma przedstawiającego nasze pytanie, a sąd tylko w wyjątkowych okolicznościach ma prawo działać z własnej inicjatywy. Przedstawienie niewłaściwego „pytania” będzie musiało skutkować niepowodzeniem naszego zamiaru, bo właśnie treść i forma tego „pytania” określa kto weźmie udział w sprawie, co będzie musiał udowodnić, jak będzie przebiegać sprawa i jaki będzie jej skutek.

Wracając zatem do podziału na postępowanie procesowe i nieprocesowe możemy powiedzieć, że w postępowaniu procesowym przedstawiamy sądowi pytanie „Czy X ma obowiązek?”, a w postępowaniu nieprocesowym „Jak ułożyć stosunki?”.

Typowe pytanie procesowe brzmi „Czy X powinien zapłacić Y kwotę Z złotych?” albo „Czy X powinien przeprosić Y?”, albo „Czy X powinien oddać Y rzecz Z?”.

Typowe pytanie nieprocesowe brzmi „Jak X i Y mają podzielić majątek?” albo „Jak mają wyglądać kontakty X z dziećmi?”, albo „Jak wygląda dziedziczenie po X?”.

Charakterystyczne dla procesu jest istnienie jakiegoś konfliktu z dwoma wyraźnie przeciwnymi sobie stronami. Każda ze stron procesu ma swoje racje, które może przedstawić i udowodnić. W końcu gdyby konfliktu nie było to pozwany mógłby po prostu spełnić roszczenie powoda i angażowanie sądu byłoby zbędne. To zainteresowanie stron osiągnięciem konkretnego rozstrzygnięcia i ich szczegółowa wiedza o przyczynach i okolicznościach ich sporu uzasadniają przerzucenie na strony ciężaru aktywności w sprawie. Do tego sposób zadania pytania ogranicza zakres ingerencji sądu. Możliwe jest udzielenie tylko odpowiedzi „tak” lub „nie”. Sąd nie może wyjść poza pytanie i udzielić własnej odpowiedzi.

Odmiennie wygląda sprawa postępowania nieprocesowego. Wszystkie strony takiego postępowania mogą się zgadzać, co do tego jak powinna być rozstrzygnięta jakaś kwestia, a rolą sądu jest dopilnowanie, żeby to rozstrzygnięcie było zgodne z prawem i interesem społecznym. Dlatego w takim postępowaniu sąd powinien dbać o przeprowadzenie koniecznych dowodów, a udzielana przez sąd odpowiedź może różnić się od stanowiska obu stron.

Oczywiście to tylko teoretyczny model, który nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Często okazuje się, że nieprocesowe postępowania o podział majątku lub dział spadku stanowią pole wieloletniego konfliktu stron, które przerzucają się tonami dokumentów i zalewają sąd wnioskami dowodowymi, a procesowe rozwody często zaczynają się od pozwu, pod którym podpisać mogą się oboje małżonkowie.

Jednym z tych postępowań odstających od przedstawionego modelu do 5 marca 2025 roku było postępowanie w sprawie o zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia osoby transpłciowej. Mimo upływu 60 lat od czasu kiedy Sąd Najwyższy pierwszy raz stwierdzał konieczność umożliwienia przeprowadzenia takiej korekty dotychczas nie udało się wprowadzić przepisów regulujących to zagadnienie. Dlatego dotychczas sądy posługiwały się protezą zaproponowaną przez Sąd Najwyższy w 1989 roku, która zakładała stosowanie procesowego postępowania o ustalenie istnienia prawa.

Skutkiem przyjęcia procesowej natury tego postępowania była konieczność stworzenia konfliktu, który miałby być rozwiązany przez sąd. Dlatego osoby chcące zmienić swoje metrykalne oznaczenie płci musiały pozywać swoich rodziców, jako osoby które niewłaściwie oznaczyły tę płeć w akcie urodzenia dziecka. Do tego procesowy charakter postępowania formalnie przerzucał ciężar udowodnienia tego „błędu” na osobę występującą z roszczeniem. Skutkowało to zbędnym okrucieństwem całego postępowania i w ekstremalnych sytuacjach mogło kończyć się nieuznaniem roszczenia ze względu na złe prowadzenie sprawy, a nie brak rzeczywistych podstaw do jego uznania.

Chociaż jeszcze nie wiadomo jak w praktyce funkcjonować będzie nowy tryb zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia, to w teorii powinno to skutkować bardziej prywatnym i mniej stresującym postępowaniem. Dużym odciążeniem jest już sam brak konieczności udziału rodziców osoby ubiegającej się o zmianę oznaczenia płci w akcie urodzenia. Brak konieczności stworzenia konfliktu do rozwiązania uwalnia od konieczności szukania strony pozwanej. Zmiana trybu postępowania powinna też zwiększyć aktywność sądów w celu uzyskania poprawnego rozstrzygnięcia i tym samym zdjąć część ciężaru z osoby wnioskodawcy.
Jak zatem widać to, co pozornie nieistotne jak to czy powinniśmy złożyć pozew i zainicjować proces, czy wniosek i zainicjować postępowanie nieprocesowe ma w prawie niebagatelny wpływ na całe postępowanie. Natomiast o ile nowa uchwała Sądu Najwyższego jest krokiem w dobrym kierunku to nadal pozostaje tylko protezą i pokazuje, że wbrew popularnemu odczuciu to nie sądy, ale politycy są odpowiedzialni za bolączki trawiące podsądnych i to od polityków należy oczekiwać ich rozwiązań.

[dzisiejszy wpis ilustruje obraz Gril Reading autorstwa Auguste Renoir]

Adres

Aleja Niepodległości 804b/2
Sopot
81-805

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 17:00
Wtorek 10:00 - 17:00
Środa 10:00 - 17:00
Czwartek 10:00 - 17:00
Piątek 10:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kancelaria Adwokacka Maciej Łaszcz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kancelaria Adwokacka Maciej Łaszcz:

Udostępnij