01/08/2026
Jest Pan dla mnie sigmą - powiedział do mnie Klient. Godzinę później jego ojciec mnie skrzyczał - czyli co może być faktyczną barierą w sukcesji?
Czytam ostatnio wiele wpisów specjalistów od sukcesji w biznesie (częściowo prawdziwych specjalistów, częściowo nowo ochrzczonych specjalistów, gdy sukcesja stała się modna), w szczególności o barierach i wyzwaniach.
Mam swoje własne zdanie na ten temat, a wynika ono po prostu z doświadczeń. Jednym z nich chciałbym się podzielić.
Jedna z większych biznesowych rodzin w regionie. Kilka zakładów, ponad 1000 pracowników, dobrze ułożona struktura współpracy.
Zgłosił się do mnie Syn Ojca Założyciela. Syn miał problem ze wspólnikiem w jednej ze swoich spółek. Zły Wspólnik szantażował Syna tematami karnymi i żądał od niego kilkuset tysięcy złotych za wyjście ze spółki i za milczenie.
Po dość drapieżnych negocjacjach, trwających około 3 miesięcy (ale takich, gdzie obie strony chciały się dogadać, a to ważne, żeby w ogóle coś negocjować), zbiliśmy kwotę do... 0. Cóż, okazało się, że i po naszej stronie były ciekawe roszczenia i informacje. Udziały zostały sprzedane po nominale.
Wdzięczny Syn przyszedł mi podziękować (ze zwyczajowym w naszej branży prezentem, którego nie wypada wspominać na fb 🍾). Wtedy właśnie powiedział, że dla niego jestem Sigmą. Nie wiem, co to dokładnie znaczy, ale nie brzmiało jak wyrzut po źle wykonanej pracy.
Godzinę później zadzwonił do mnie i wykrztusił tylko: "tata chce z Panem porozmawiać".
Zanim jeszcze zdążyłem się przedstawić, Ojciec Założyciel zaczął krzyczeć do słuchawki. Że jakim prawem, że co to za warunki, dlaczego bez konsultacji z nim. "Wszystko, co się dzieje w naszych biznesach, trzeba uzgadniać ze mną i każdy o tym wie". Telefon zakończył się bez konkluzji. Starszy Pan chyba po prostu chciał dać upust emocjom. Po tym, gdy wcześniej miał 3 miesiące, żeby w ogóle zainteresować się, jak negocjacje przebiegają.
O ile od strony zawodowej była to kolejna iteracja zasady "rozmawiaj z beneficjentem rzeczywistym, nie tymczasowym zarządem", o tyle w tym momencie zrozumiałem bardzo ważną kwestię:
Sukcesja w biznesie wyjdzie tylko wtedy, gdy obie strony, a zwłaszcza ustępujący założyciel, NAPRAWDĘ jej chcą.
NAPRAWDĘ CHCĄ, to znaczy są gotowe przekazać władzę i kontrolę, a nie tylko formalną własność udziałów.
I to, a nie kwestie prawne czy podatkowe, może być jedną z największych barier w takiej sukcesji.