20/01/2022
Jednym z postanowień noworocznych wielu par jest decyzja o rozstaniu, która prowadzi je do sądu. W tym roku jednak z rozwodami może być znacznie trudniej.
Gdzieś w odmętach ministerstwa sprawiedliwości pokutuje jesienny projekt UD 261 urzędowego powstrzymania fali 70 tysięcy rozwodów, która co roku przetacza się przez Polskę. Po tak zwanych konsultacjach społecznych z wybranymi grupami projekt UD261 pewnie zacznie straszyć w polskim prawie.
Rodzinne postępowanie informacyjne nakłaniające rozwodzące się strony do rozwagi i koniecznie – choć nie obowiązkowe mediacje – to pakiet który czeka rodziców małoletnich dzieci.
Sędzia będzie ględził bez przekonania o społecznych skutkach rozpadu związku, którego nie chce żadna z obecnych w sali sądowej osób, a skłóceni partnerzy zgrzytając zębami będą udawali, że słuchają. Znamy to z PRLu i późniejszego okresu, bo dopiero w 2005 roku zrezygnowano ze sklejania na siłę par za pomocą sądu. Ale skompromitowany pomysł, który utrudni i wydłuży o wiele miesięcy rozwód wraca jak bumerang i pewnie zdąży zaszkodzić wielu osobom zanim ktoś go znów odeśle do lamusa.
Mediacja, ta przemyślana i dobrowolna, jest sposobem na złe prawo, które się szykuje. Pozwoli wyprzedzić cały sądowy tor przeszkód i uniknąć jego pułapek.
Do mediatora strony mogą przyjść przed planowanym złożeniem pozwu rozwodowego i uzgodnić między sobą wszystkie aspekty rozstania.
Opieka nad dziećmi, alimenty, ortodonta, ubezpieczenie, spotkania z dziadkami, nowi partnerzy, Wielkanoc, Wigilia, wakacje – to rytualne tematy każdej mediacji rozstaniowej z udziałem dzieci. Do tego dochodzą aspekty materialne; podział majątku, sprawy kredytowe, wzajemne rozliczenia.
Cały ten zgiełk można uporządkować rozmawiając, dyskutując, argumentując i przekonując drugą stronę – w obecności mediatora. A gdy wszystko jest już uzgodnione, gotową ugodę dostarczyć należy do sądu, który po prostu ją zatwierdza. Przy sprzyjających okolicznościach w ciągu 2-3 miesięcy możne uzyskać orzeczenie o rozwodzie i ugodę o mocy wyroku sądowego.
Jest jeden haczyk; obydwie strony muszą chcieć porozumienia i zgodnie udać się do wybranego mediatora.