15/06/2024
ŻOŁNIERZE NA GRANICY - obrona przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie
Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest napięta. Docierały do nas ostatnio informacje o brutalnych atakach imigrantów na polskich żołnierzy strzegących granicy naszego państwa. Opinie w społeczeństwie są podzielone co do tego, czy wspomniani imigranci są osobami potrzebującymi pomocy i otoczenia opieką, czy są to grupy uzbrojonych przestępców, którzy za wszelką cenę chcą przedrzeć się na zachód Europy.
Nie należy lekceważyć skali zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, jaką wielokrotnie przeprowadzane szturmy na polską granicę i ataki na polskich żołnierzy stwarzają. Bezspornym i będącym ponad podziałami politycznymi powinien być fakt, iż obecna sytuacja na granicy wymaga od służb państwowych podejmowania zdecydowanych działań. Co więcej, należy przypomnieć, że problem ten, którym obecnie żyją polskie media oraz opinia publiczna, nie powstał parę miesięcy temu, lecz już w 2021 roku i w dalszym ciągu eskaluje. Wojsko oraz straż graniczna od tego czasu znajdują się w niezmiernie trudnym położeniu. Żołnierze muszą każdorazowo oceniać stopień zagrożenia sytuacji, w których uczestniczą, żyją w nieustającym stresie i w niepewności o to, co może wydarzyć się lada moment – również obawiając się o własne życie. Niezwykle przykrą jest okoliczność, iż dopiero po tym, jak doszło do tragedii, jaką jest śmierć polskiego żołnierza pełniącego służbę na granicy, zostały poczynione kroki zwiększające bezpieczeństwo funkcjonariuszy.
Popierając polskich żołnierzy pełniących służbę na granicy, zajęłam się sprawą, o której głośno było głośno w mediach już jakiś czas temu. Samosąd dokonany wówczas przez opinię publiczną wymaga jednoznacznego potępienia. W niniejszej sprawie, w której pełnię funkcję obrońcy dziewiętnastu żołnierzy przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie, zradza się jedno najważniejsze pytanie – jak żołnierze powinni postąpić, gdy nieoznakowany pojazd podjeżdża po zmroku do znajdującej się nieopodal granicy z Białorusią bazy wojskowej i przyjezdni zaczynają fotografować jednostkę?
Działania imigrantów, zwłaszcza z początku kryzysu migracyjnego, były dopiero ustalane przez polskie służby. Nie wiadomo było, czy niektórzy z nich nie działają pod „przykrywką”, szukając na terenie Polski informacji o stacjonujących jednostkach wojskowych, ich liczebności oraz stopniu uzbrojenia.
W sprawie, w której podjęłam się obrony polskich żołnierzy, właśnie taka sytuacja miała miejsce. Żołnierze, mając obawy o to, czy osoby, które podawały się za dziennikarzy faktycznie nimi były, na żądanie Policji nie pozwolili im oddalić się z miejsca zdarzenia, aby ci dokonali weryfikacji prawdziwości ich twierdzeń. Sytuacja jawiła się dodatkowo jako podejrzaną o tyle, że zawsze, gdy dziennikarze mieli zamiar zbliżyć się do stacjonującej jednostki wojskowej, informowali o tym służby. W tej sytuacji nic podobnego nie miało miejsca. Funkcjonariusze, żyjący w ciągłej obawie o to, czy nastąpi prowokacja za strony białoruskiej – zareagowali. Po zweryfikowaniu tożsamości dziennikarzy i przeprowadzeniu wywiadu przez Policję, zwolniono ich i pozwolono odjechać. Mimo to, po jakimś czasie żołnierze otrzymali informację, że w niniejszej sprawie prowadzone jest postępowanie karne. Zostało ono umorzone, jednakże dziennikarze, na mocy przysługującego im prawa do złożenia subsydiarnego aktu oskarżenia, oskarżyli żołnierzy m. in. o bezprawne pozbawienie wolności i niezgodne z prawem przeszukanie osób, pojazdu i sprzętu elektronicznego, czy też naruszenie tajemnicy dziennikarskiej.
Żołnierze nie byli powiadomieni o wizycie dziennikarzy, związku z czym przeprowadzili czynności, które były rutynowe, adekwatne do zaistniałej sytuacji i zagrożenia, z czym dziennikarzom trudno się pogodzić. Powinni oni mieć świadomość, że zadaniem żołnierzy pełniących służbę przy granicy jest właśnie jej strzeżenie i weryfikowanie niepokojących sytuacji, a tym samym – jeśli chcieli sporządzić reportaż – winni postępować przejrzyście i w porozumieniu ze służbami państwa polskiego.