30/12/2025
Po pięciu latach postępowania, pięciu latach emocji, napięć, rozpraw, opinii, wysłuchań dzieci i złożonej apelacji sprawa o władzę rodzicielską i kontakty zakończyła się dziś, 30 grudnia 2025 r., przed Sądem Okręgowym w Płocku.
To jedna z tych spraw, które zostają w człowieku na długo. Nie dlatego, że były medialne czy „głośne”, ale dlatego, że dotykały istoty prawa rodzinnego: prawa dziecka do bycia wysłuchanym i do tego, by jego wola została potraktowana poważnie.
Od samego początku tej sprawy dzieci konsekwentnie wyrażały jedno stanowisko. Mianowicie nie chciały utrzymywać kontaktów z ojcem. Ta wola była komunikowana jasno, spokojnie, wielokrotnie i na różnych etapach postępowania. Mimo to przez lata była pomijana, relatywizowana albo uznawana za efekt wpływu jednego z rodziców. Dopiero postępowanie apelacyjne przyniosło realną zmianę perspektywy.
Sąd Okręgowy w Płocku w końcu dostrzegł to, co w tej sprawie było najważniejsze, czyli podmiotowość dzieci. Uszanował ich wolę, uznając, że nie jest rolą sądu ani rodzica zmuszanie dziecka do relacji, której ono w sposób jednoznaczny i trwały nie chce. To rozstrzygnięcie ma ogromne znaczenie nie tylko dla tej konkretnej rodziny, ale także w szerszym kontekście praktyki orzeczniczej.
Szczególnie istotny jest również drugi aspekt tego rozstrzygnięcia. Sąd Okręgowy uchylił punkt postanowienia dotyczący zagrożenia nakazaniem zapłaty na rzecz ojca, słusznie uznając, że rodzic nie może być karany finansowo za to, że dziecko odmawia kontaktów. W tym zakresie Sąd wprost uwzględnił aktualną linię orzeczniczą, w tym stanowisko wyrażone przez Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt SK 3/20), zgodnie z którym sankcje finansowe nie mogą zastępować realnej relacji ani prowadzić do przymuszania dziecka wbrew jego dobru i woli.
Rozstrzygnięcie to koresponduje również z najnowszym orzecznictwem Sądu Najwyższego (sygnatura akt: III CZP 20/25), wokół którego narosło w ostatnim czasie wiele uproszczonych, a często wręcz błędnych interpretacji. Coraz częściej spotykam się z przekazem, że nowe stanowisko Sądu Najwyższego oznacza automatyczne karanie – najczęściej matek – w sytuacji, gdy dzieci odmawiają kontaktów z drugim rodzicem. Jest to wniosek nie tylko nieuprawniony, ale i sprzeczny z istotą tego orzeczenia. Sąd Najwyższy wyraźnie akcentuje bowiem, że mechanizm zagrożenia nakazaniem zapłaty nie może być stosowany automatycznie, schematycznie i bezrefleksyjnie. Każdorazowo konieczna jest wnikliwa analiza przyczyn braku kontaktów, rzeczywistej sytuacji dziecka, jego wieku, dojrzałości, stanowiska oraz tego, czy rodzic, pod którego pieczą dziecko pozostaje, rzeczywiście narusza swoje obowiązki, czy też mamy do czynienia z autonomiczną i konsekwentnie wyrażoną wolą samego dziecka.
Ta sprawa pokazuje coś jeszcze. Pokazuje, jak ogromnej determinacji i cierpliwości wymaga prowadzenie postępowań rodzinnych. Pokazuje, że czasem dopiero apelacja staje się przestrzenią, w której dziecko naprawdę zostaje wysłuchane. I wreszcie pokazuje, że prawo rodzinne nie jest matematyką ani mechaniką procesową. Jest obszarem, w którym empatia, uważność i odpowiedzialność sędziego mają realny wpływ na ludzkie życie.
Jako pełnomocnik matki tych dzieci mam dziś poczucie, że wymiar sprawiedliwości w tej sprawie ostatecznie zadziałał tak, jak powinien. Nie przez narzucanie relacji, nie przez sankcje, nie przez formalizm lecz przez uszanowanie dobra dziecka i jego głosu.