29/08/2026
Rozwód, konflikt rodziców i dziecko wciągnięte w cudzą wojnę
W sprawach rozwodowych bardzo często mówi się o „dobru dziecka”. Problem w tym, że skonfliktowani rodzice potrafią rozumieć je zupełnie inaczej. Każdy może być przekonany, że działa właśnie dla dobra dziecka.
Kłopot zaczyna się wtedy, gdy konflikt pomiędzy małżonkami zaczyna przenosić się na relację z dzieckiem.
Na początku wygląda to czasem niewinnie: droższe prezenty, atrakcyjniejsze wyjazdy, większa swoboda, mniej wymagań. Same w sobie nie są niczym złym. Problem pojawia się wtedy, gdy nie chodzi już o sprawienie dziecku przyjemności, lecz o zdobycie jego sympatii kosztem drugiego rodzica. Wtedy zaczyna się swoisty konkurs na „lepszego rodzica”.
Jeszcze gorzej, gdy pojawia się manipulowanie obrazem drugiego rodzica:
„Ojciec nas zostawił. Teraz ma swoje nowe życie”.
„Mama chce, żebyś miał ze mną jak najmniej kontaktu”.
„Nie zadzwonił? Gdyby naprawdę mu zależało, pamiętałby”.
Dla dorosłego to może być tylko element konfliktu z byłym partnerem. Dla dziecka oznacza coś znacznie poważniejszego: zaczyna ono czuć, że musi opowiedzieć się po jednej ze stron.
A przecież dziecko ma prawo kochać oboje rodziców. Nie powinno mieć poczucia, że bliskość z jednym oznacza zdradę drugiego.
W skrajnych sytuacjach dziecko przestaje pełnić swoją naturalną rolę. Staje się źródłem informacji o drugim rodzicu, posłańcem, świadkiem wzajemnych oskarżeń, sojusznikiem, a czasem nawet narzędziem wykorzystywanym w sporze sądowym.
Z perspektywy postępowania rodzinnego takie zachowania również mają znaczenie. W sprawach dotyczących władzy rodzicielskiej, miejsca pobytu dziecka czy kontaktów sąd ocenia nie tylko deklarowane przywiązanie do dziecka, ale również to, czy rodzic potrafi respektować jego więź z drugim rodzicem i oddzielić własny konflikt od spraw dziecka.
Najbardziej przewrotne jest to, że rodzic może być całkowicie przekonany, że walczy o dziecko, podczas gdy w rzeczywistości zaczyna walczyć dzieckiem.
Po latach prowadzenia spraw rozwodowych nadal zastanawia mnie, dlaczego ludzie, którzy kiedyś wspólnie planowali życie i wychowywali dzieci, potrafią później wciągnąć je w najbardziej bolesną część własnego konfliktu.
Złość? Poczucie krzywdy? Egoizm ? Chęć odwetu? Potrzeba wygrania z drugim małżonkiem? A może próba odebrania mu tego, co dla niego najcenniejsze — więzi z własnym dzieckiem?
Nie ma jednej odpowiedzi.
Jest natomiast jedna zasada, o której warto pamiętać:
można przestać być małżeństwem. Nie przestaje się być rodzicami.
A dziecko nie powinno ponosić kosztów wojny, której samo nie rozpoczęło.
Jakie są Wasze obserwacje? Spotkaliście się z sytuacją, w której konflikt rodziców zaczął wpływać na relację dziecka z jednym z nich?