08/11/2019
Spór o Kielecką „Zieleń” - problem z głowy dzięki TSUE?
Kilka dni temu przez Kieleckie media kolejny raz przewinął się „leitmotive RPZiUK i koszty miejskie”. Jak każdy poważny temat, ten również można obśmiewać dowoli w kilku zdaniach lub tworzyć poważniejsze, długie analizy najlepiej poprzedzone audytem 😉. Radny Maciej Bursztajn od wielu miesięcy tropi głupie wydatki i systemowe problemy z kosztami usług realizowanych przez miejskie spółki. Temat zresztą nie jest nowy, ciągnie się od dawna i ma swoją genezę w czasach Prezydenta Lubawskiego. Zastanego problemu nie można jednak rozwiązać jednym cięciem bo jest bardzo złożony. Chociażby ze względu na poczynione wielomilionowe inwestycje, ok 200 uczciwie pracujących zwykłych pracowników czy wiele zadań będących w trakcie realizacji.
Ostatnio wytropiona afera „chodnikowa” czyli 14 tysięcy zł za 20 metrów kwadratowych kostki betonowej jest soczewką całego problemu, od ustaw po realia zarządzania. Podejrzewam, że w tym konkretnym zleceniu rozliczono między MZD a RPZiUKiem jakieś inne, wcześniej zrealizowane usługi. Choć kradzieży w tym układzie nikt nie dokonał ( kasa nie idzie w prywatne ręce) to pozostał problem transparentności i efektywności wydatków.
Co na to ? Czy jego literalne stosowanie może czemuś zapobiec? Moim zdaniem takie suche stosowanie prawa a dokładniej regulacji dotyczącej tzw. „zamówień in-house” to początek problemu. Nie wchodząc w szczegóły, z grubsza prawie wszystko co zobaczyliśmy szczególnie w zakresie utrzymania zieleni miejskiej i nas bulwersuje, w sądzie pewnie by się obroniło. Prawo zamówień publicznych czy dyrektywa 2014/24/UE dopuszczają sytuację, w której Samorząd udziela zamówienia swoim jednostkom. Orzecznictwo naszych Polskich Sądów i KIO wskazuje wręcz, że spełnione muszą być tylko przesłanki formalne a nie rynkowe.
Temat jest niezwykle kontrowersyjny i dotyczy całej UE a nie jak się niektórym wydaje tylko Kielc. Do tego stopnia budzi kontrowersje, że mamy świeżutki wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 3 października 2019 r. w sprawie C-285/18. Możemy tam przeczytać, że:
- udzielenie zamówienia typu in- house, które spełnia minimalne warunki określone w dyrektywie, nie jest samo w sobie zgodne z prawem UE. ( nawiasem, nasze prawo zamówień publicznych tych minimalnych warunków nie zaostrzyło)
- Jednostki samorządu terytorialnego organizujące usługi użyteczności publicznej (większa część zadań gmin) podlegają przepisom ustawy o ochronie konkurencji. Tym samym decyzja o zamówieniu in-house powinna być oceniana pod kątem jej wpływu na innych uczestników tego rynku, czyli wykonawców.
Ta druga teza to jest prawdziwa rewolucja 😊 Urzędnicy raczej nie zwracali uwagi na przepisy inne niż dotyczące zamówień publicznych. Wyrok TSUE powinien wpłynąć na zmianę tego podejścia. W praktyce, nawet jeśli Samorząd zdecyduje się na pominięcie przetargu przy udzielaniu zamówień in-house, powinien zastosować ustawę o finansach publicznych i dokonać analizy efektywności ekonomicznej takiego rozwiązania. Moim zdaniem uwzględnione powinny zostać przepisy dotyczące podstawowych swobód, w tym swobody przedsiębiorczości i swobody świadczenia usług, ale również przepisy dotyczące reguł konkurencji określone w art. 101-108 Traktatu, w szczególności art. 102 zakazującego nadużywania pozycji dominującej oraz art. 106 i 107 dotyczących pomocy publicznej.
Powyższe, stanie się też skutecznym argumentem prywatnych przedsiębiorców i mieszkańców w walce z nadużyciami przy rezygnacji z trybów przetargowych. Bardzo liczę, że tej efektywności ekonomicznej przypilnują nam-podatnikom właśnie przedsiębiorcy. Oczywiście, te rozważania bardziej dotyczą całorocznego utrzymania zieleni, dróg, budynków ( o tym był wyrok) niż wyjątkowych napraw chodnika.
Ps. Ponieważ z mojej dzisiejszej dyskusji spotkałem się z pytaniami o te rzekome rozliczenia w „chodniku” innych usług pomiędzy MZD a RPZiUK, wyjaśniam, że ma to związek z nagminną realizacją tzw. „nieodpłatnych usług” co pozwala urzędnikom pominąć procedury ( brak odpłatności wyłącza stosowanie wielu przepisów, jest poza kontrolą i koniecznością robienia „kwitów”).
Ps.2. Przytoczony wyrok TSUE to nie jest odosobniony przypadek a początek nowej linii orzeczniczej. Niebawem właściwie pożegnamy się z procedurami in-house w komunikacji miejskiej o czym pewnie niebawem też napiszę.