20/06/2026
Kolejny tydzień czerwca za nami, a fiskus zdążył jeszcze raz pokazać, na co go stać. Tym razem dowiedzieliśmy się, że "nie" znaczy "trochę tak", że samochód w salonie to w istocie kredyt, że ulga podatkowa ma datę ważności jak jogurt, a coś, co jeszcze nie jest paliwem, już trzeba opodatkować jak paliwo. Oto pięć spraw, w których urzędnicy znów udowodnili, że logika bywa dla nich opcjonalna.
1. "Wyłączyłem punkt 1, więc obowiązuje punkt 2" - czyli spór o jedną cyfrę
WSA w Warszawie, 11 czerwca 2026 r., III SA/Wa 2076/25
Gdy firma pożycza dużo pieniędzy, koszt tych pożyczek (odsetki) może odliczyć od podatku tylko do pewnego limitu. Przepis mówi, że jeden z dwóch limitów nie obowiązuje, jeśli pożyczka pochodzi od fundacji rodzinnej. Firma uznała więc, że skoro odpada jeden limit, to znaczy, że odliczyć można wszystko, bez ograniczeń. Urząd jednak wziął lupę i wypatrzył, że przepis wyłącza tylko jeden konkretny limit, a drugi (do 30% zysku) nadal obowiązuje. Sąd przyznał rację urzędowi: przepis jest jasny, więc nie ma co kombinować.
Morał: kiedy korzystna interpretacja pomaga podatnikowi, słyszy on, że "nadinterpretuje". Kiedy jedna cyferka pomaga fiskusowi, to nagle "litera prawa jest święta".
2. Sześć znaków w przelewie, które uratowały całą sprawę
WSA w Warszawie, 11 czerwca 2026 r., III SA/Wa 690/26
Elektryk założył firmę, a jego księgowość zaliczyła serię wpadek. Błędne daty na fakturach, faktura wystawiona "przez pomyłkę", pomylone okresy rozliczeniowe. Mimo tego bałaganu podatnik w pierwszym przelewie do urzędu wpisał w rubryce "rodzaj podatku" magiczne "PIT-28" i tym samym, zdaniem sądu, skutecznie wybrał ryczałt (uproszczoną formę opodatkowania).
Urząd twierdził, że podatnik spóźnił się z wyborem i powinien płacić według zwykłych zasad. Sąd przypomniał jednak żelazną regułę: urząd, wydając interpretację, musi opierać się na tym, co napisał podatnik, a nie dorabiać własnej wersji wydarzeń. A że sam wpis "PIT-28" w przelewie wystarczy, potwierdził już wcześniej NSA.
3. Samochód stoi w salonie, ale dla urzędu to kredyt
WSA w Warszawie, 11 czerwca 2026 r., III SA/Wa 669/26
Firma udostępnia dealerom ciężarówki na ekspozycję w salonie, a po jakimś czasie dealer je odkupuje wraz z dodatkową "opłatą administracyjną". Pytanie brzmiało: czym właściwie jest ta opłata?
Urząd stwierdził, że to usługa finansowa, bo firma "w pewnym sensie kredytuje dealera" (w wyliczeniach mignął nawet wskaźnik WIBOR). Sąd uchylił tę interpretację, ale stwierdził, że myli się i urząd, i firma: opłata to po prostu część ceny samochodu, bo wystawienie auta w salonie służy późniejszej sprzedaży. Dzielenie tego na osobną usługę byłoby sztuczne. Sąd dorzucił, że element "wartości pieniądza w czasie" tkwi w każdej sprzedaży na raty, a nikt jeszcze nie ogłosił, że sklep AGD prowadzi bank.
Morał: jeśli wystarczająco długo wpatrywać się w fakturę, każda transakcja zacznie wyglądać jak pożyczka.
4. Ulga z datą ważności, czyli fiskus liczy do 2026 i gasi światło
WSA w Gliwicach, 17 czerwca 2026 r., I SA/Gl 899/25
Firma kupiła dwa roboty przemysłowe i chciała skorzystać z ulgi na robotyzację (czyli dodatkowego odliczenia od podatku). Urząd najpierw przyznał: tak, to roboty, ulga się należy. A potem dodał: ale odliczać można tylko stopniowo, przez lata, w tempie zużywania się maszyny, a skoro ulga kończy się w 2026 roku, to ta część, która "wystaje" poza ten rok, po prostu przepada.
Innymi słowy: kupiłeś robota za późno, to twój problem. Sąd uznał takie tłumaczenie za powierzchowne i przypomniał, że ustawa nigdzie nie uzależnia ulgi od tempa rozliczania maszyny w księgach.
5. Coś, co jeszcze nie jest paliwem, już trzeba opodatkować jak paliwo
WSA w Warszawie, 17 czerwca 2026 r., III SA/Wa 228/26
Firma sprowadza gazowe składniki (n-butan i izobutan), które same w sobie paliwem nie są, nie napędzą żadnego silnika, dopóki nie zmiesza się ich z propanem. Dopiero gotowa mieszanka (popularny "LPG") jeździ. Pytanie: czy od tego półproduktu trzeba płacić specjalny, przyspieszony VAT przewidziany dla paliw?
Urząd orzekł, że skoro po zmieszaniu powstanie paliwo, to półprodukt już teraz jest paliwem, więc płacić. Sąd uchylił tę interpretację, zauważając rzecz oczywistą: żeby zastosować przepis o paliwie, trzeba najpierw mieć paliwo. Przyszłe przeznaczenie nie wystarczy, bowiem najpierw musi istnieć rzecz, którą do czegokolwiek się przeznacza.
Morał: dla fiskusa ciasto jest tortem już na etapie mąki