09/05/2026
Ta sama sytuacja może być widziana zupełnie inaczej — i właśnie to bardzo często widzę także w swojej pracy.
Może dlatego tak lubię sztukę.
Patrząc na obrazy, łatwo zauważyć, że każdy odbiera je po swojemu. Jedna osoba zatrzyma się przy kolorze, inna przy emocji, ktoś jeszcze zobaczy spokój, napięcie albo historię, której ktoś obok w ogóle nie dostrzeże.
W konflikcie bywa podobnie.
Te same wydarzenia.
A jednak dwie osoby opowiadają je całkiem inaczej.
Każda patrzy ze swojego miejsca: przez własne doświadczenia, emocje, zranienia, potrzeby i poczucie racji. I właśnie dlatego w sprawach rodzinnych, okołorozstaniowych czy mediacyjnych tak ważne jest nie tylko to, co się wydarzyło, ale też jak każda ze stron to przeżywa i rozumie.
Do tych myśli wróciłam ostatnio, oglądając zdjęcia z wystawy Andrzeja Malinowskiego, jednego z moich ulubionych malarzy. To spotkanie zostało mi w pamięci nie tylko przez obrazy, ale też przez atmosferę tamtego miejsca i spotkanie z Jolą Malinowską.
Sztuka przypomina mi, że człowiek bardzo rzadko patrzy „obiektywnie”.
Najczęściej patrzy przez siebie.
W pracy prawnika i mediatora to ważna lekcja.
Bo zanim zacznie się szukać rozwiązania, warto najpierw naprawdę zobaczyć, z jakiego miejsca patrzy każda ze stron.
Właśnie od tego często zaczyna się porządkowanie konfliktu.