05/05/2026
Zadałam ostatnio pytanie w sieci: ile według was powinny wynosić alimenty? Odpowiedzi spłynęły szybko.
Każda wskazywała na kwotę ponad tysiąc złotych.
Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie daje tabeli, widełek ani minimalnej kwoty. Nie znajdziemy odpowiedzi w stylu: „dziecko = X zł miesięcznie”. Zamiast tego mamy dwie osie, na których opiera się każda sprawa: potrzeby dziecka i możliwości rodzica.
Reszta to już życie, a ono rzadko jest symetryczne.
Zdarzało mi się prowadzić sprawy, w których 1500 zł było kwotą dramatycznie niską i nie pokrywało nawet podstawowych kosztów funkcjonowania dziecka. Ale były też takie, gdzie 1000 zł stanowiło realne maksimum, jakie zobowiązany był w stanie udźwignąć bez popadania w spiralę zadłużenia.
Alimenty nie są abonamentem. Nie są też „udziałem w dziecku”, który można przeliczyć procentowo. To raczej próba podzielenia odpowiedzialności za życie, które trwa, mimo że relacja dorosłych się skończyła.
W praktyce oznacza to jedno: dziecko nie powinno odczuwać rozpadu rodziny jako drastycznego spadku poziomu życia. Jeśli jedno z rodziców żyje na wysokim poziomie, alimenty nie mogą być symboliczne. Jeśli sytuacja obu stron jest skromna to oczekiwania też muszą być zakorzenione w realiach.
Dlatego, gdy ktoś pyta mnie o „odpowiednią kwotę”, odpowiadam przewrotnie: to zależy, ile kosztuje codzienność tego konkretnego dziecka.
Bo za każdą sprawą stoi inna historia, inne potrzeby, inne możliwości, inny poziom życia.
Z moich obserwacji kwota 1000 zł to obecnie w większości punkt, wyjścia. A kwota odpowiednia to taka, która pozwala dziecku żyć na poziomie zbliżonym do poziomu życia rodziców, bez względu na to, czy oznacza to 800 zł, 1500 zł czy 5000 zł.