14/06/2025
Rocznica pierwszej deportacji Polaków do Auschwitz - 14.06.1940
Minęło 85 lat, już nieliczni z naszych bliskich mogą przekazać narrację tamtych wydarzeń jako osoby jako bezpośredniego uczestniczącej bądź znającej historię z ust najbliższych. Nie zapominajmy jednak, jak cienika granica dzieli nas od wyzbycia się człowieczeństwa, niezależnie w jakich czasach przyszło nam żyć. Przypomina mi się krótkie wspomnienie opowiadane przez babcię. Gdy idąc piechotą kolejna grupa przyszłych więźniów, zatrzymała się na nocleg od dzielącego ich niewiele ponad 20 km do (w domyśle) ostatniego celu jakim miał być Oświęcim. Uzbrojeni oficerowie udali się wieczorem odpocząć, racząc się gościnnością w pobliskich domostwach. Celem nadzoru nad śpiącymi pod gołym niebem w przydrożnych rowach, delegowano grupę osób spośród więźniów. Traf chciał, że miejsce w którym zatrzymano się (Stara Wieś k. Pszczyny) znajdował się niemal obok domu jednej z osób. Ów mężczyzna, za cichą zgodą nadzorujących, po zmroku udał się do swojego własnego domu, by zobaczyć się z rodziną. Podobno zaskoczenie i radość dzieci nie miały końca, ów Pan spędził we własnym domu noc aż do rana. Pomimo błagań żony, która gotowa była podjąć ryzyko ukrycia męża, ten odmówił ucieczki. Wiedział, że niechybnie wówczas zginęłyby osoby, które przymknęły oko jego na wyprawę do domu, "przepustkę" wykorzystał na pożegnanie, a nazajutrz wszyscy wyruszyli w dalszą trasę. Babcia nie wie do końca, co dalej stało się z owym Panem, musiałaby zapytać zapewne jakiś sąsiadek z tych lat. Niezależnie od czasów w jakich przyjdzie nam żyć, nie pozwólmy by coś podobnego powtórzyło się. Bierzmy przykład z tego anonimowego sąsiada babci, który pomimo iż mógł najzwyczajniej w świecie uchronić swoje życie (lub chociaż spróbować) w tamtym układzie sytuacyjnym, nie zawiódł zaufania osób, które pozwoliły mu, na ten (śmiały) krok pożegnania się z bliskimi. Z jednej strony tak wielka solidarność wobec pozostałych osób dla mnie jest czymś niemal wymarłym w dzisiejszych czasach, z drugiej strony niezrozumiałe jest dla mnie, co musiało się się wcześniej wydarzyć żeby zdusić w tych silnych, idących na niechybną śmierć ludziach, wszystkie ich odruchy walki i przeciwstawienia się temu co niechybnie ich czeka. A po drugiej stronie - i tego naprawdę nie mogę pojąć - czy naprawdę ideologia, konflikt zbrojny, czy cokolwiek innego, może prowadzić do takiej dehumanizacji.