12/01/2021
Albo albo: albo policjant, albo sędzia rozstrzygający o odpowiedzialności karnej. Scalenie tych dwóch funkcji w osobie policjanta to niekonstytucyjne nieporozumienie.
Chodzi o zasady.
Nie ma wątpliwości, jakie są to zasady:
👉 prawo do sądu, czyli rozpatrzenia spornej sprawy przez niezawisły i bezstronny sąd PRZED wymierzeniem kary;
👉 prawo do przesądzenia o odpowiedzialności karnej przez organ do tego uprawniony, a więc sąd;
👉 prawo do obrony, a więc przedstawienia wszystkich swoich racji przed bezstronnym organem władzy sądowniczej;
👉 domniemanie niewinności - uznawanie obywatela za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu;
👉 wreszcie zasada, że nie może być represji karnej (np. konieczności zapłacenia grzywny) przed zbadaniem sprawy przez organ władzy sądowniczej.
Podstawowa zasada procesu wymierzania sprawiedliwości mówi również, że osoba, która jest świadkiem czynu, nie może być sędzią rozstrzygającą o odpowiedzialności za ten czyn. Ktoś uwikłany jakoś w zdarzenie - chociażby jako świadek - nie może o nim sądzić w majestacie prawa.
Dlatego sędzia, który był świadkiem czynu, jest z mocy prawa wyłączony ze sprawy (iudex inhabilis). To klasyczny i zupełnie niekontrowersyjny standard procedury karnej. Ma zapobiegać między innymi osobistemu stosunkowi do sprawy, stronniczemu punktowi widzenia, emocjom, jakie wywołuje myśl o zdarzeniu.
Organ decydujący o odpowiedzialności karnej ma być "bezstronny" (art. 45 ust. 1 Konstytucji).
Skoro dotyczy to sędziego, to tym bardziej powinno dotyczyć policjanta podejmującego interwencję - nierzadko w sytuacji dynamicznej - w stosunku do obywatela.
Policjant jest więc w tym kontekście z istoty rzeczy stronniczy. I taka jest w sumie jego rola: ma tropić osoby łamiące prawo, zapewniać bezpieczeństwo w granicach prawa, pełnić rolę oskarżyciela. To jednak oznacza, że nie ma prawa rozstrzygać o odpowiedzialności karnej jako uczestnik/świadek zdarzenia.
Komentowany projekt również z tego względu rażąco łamie uniwersalne zasady odpowiedzialności karnej, opisane w polskiej Konstytucji.
Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden aspekt nowelizacji.
Politycy powtarzają, że w aktualnym stanie prawnym po przyjęciu mandatu praktycznie nie ma już możliwości odwołania się do sądu. I omawiany projekt na to rzekomo zmienić.
Jest to oczywista nieprawda, a w tym kontekście uwidacznia się jeszcze wyraźniej absurdalność tego typu narracji.
👉 Po pierwsze, prawo odwołania się do sądu nawet po przyjęciu mandatu gwarantuje obecnie art. 101 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Uchylenie mandatu następuje na wniosek, który powinniśmy złożyć w terminie 7 dni.
To prawda, że w tym trybie nie da się już uchylić mandatu z jakiegokolwiek powodu, na przykład samego błędu w ustaleniach faktycznych. Musi dojść do kwalifikowanych błędów w stosowaniu prawa, np. gdy grzywnę nałożono za czyn niebędący czynem zabronionym jako wykroczenie.
Co jednak najistotniejsze, w obecnym stanie prawnym możemy w ogóle nie przyjąć mandatu, a więc w ogóle nie dojdziemy do etapu, w którym dopiero po przyjęciu mandatu chcielibyśmy odwoływać się do sądu. Jeżeli w ogóle nie przyjmiemy mandatu, to policja przed sądem będzie musiała wykazać, że jesteśmy winni.
Projekt usuwa możliwość nieprzyjęcia mandatu na rzecz automatycznego nakładania grzywny, którą musimy zapłacić. Dopiero w dalszej kolejności będziemy mieli możliwość uwolnienia się od odpowiedzialności karnej w drodze odwołania. Zlikwidowany jest więc etap pierwszy, to znaczy możliwość podjęcia decyzji o samoukaraniu się.
Brak możliwości odmowy przyjęcia mandatu to oczywiste pogorszenie sytuacji obywatela w stosunku do aktualnego stanu prawnego.
👉 Po drugie, gdyby projektodawcom rzeczywiście chodziło o polepszenie sytuacji prawnej osoby, która już przyjęła mandat, to wystarczyłoby znowelizować art. 101 Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia - tak aby można było kwestionować mandat w pełnym zakresie zaskarżenia.
Wówczas mielibyśmy prawo do przyjęcia mandatu (samoukaranie kończące sprawę) lub nieprzyjęcia mandatu (policja musi inicjować postępowanie i dowodzić winy), a w razie przyjęcia mandatu mielibyśmy jeszcze prawo wnieść w określonym terminie odwołanie do sądu, w bardzo szerokim zakresie.
Zamiast jednak polepszyć sytuację obywatela chociażby w ten właśnie sposób, władza polityczna chce odebrać nam prawo do rozpatrzenia sprawy w zgodzie ze standardem konstytucyjnym.
👉 Po trzecie, gdyby projektodawcom rzeczywiście zależało na tym, żeby obywatel nie podejmował decyzji o mandacie "w emocjach" na miejscu interwencji, to wystarczyłoby lekko poprawić przepis mówiący o prawie do odmowy przyjęcia mandatu. Przykładowo: sprawca wykroczenia może odmówić przyjęcia mandatu karnego w terminie 7 dni.
Wówczas już na spokojnie po przemyśleniu sprawy obywatel decydowałby na przykład w ciągu 7 dni, czy przyjąć mandat, czy też go nie przyjmować - w obu wypadkach to nie policjant rozstrzygałby o karze, jak to jest proponowane w omawianym projekcie.
Tymczasem, zgodnie z projektem ma być dokładnie odwrotnie: "w art. 97 uchyla się § 2", co oznacza całkowite uchylenie przepisu, który obecnie głosi: "Sprawca wykroczenia może odmówić przyjęcia mandatu karnego". Nałożoną grzywnę trzeba będzie zapłacić.
Jak widać, nie może chodzić o polepszenie gwarancji obywatelskich. O co rzeczywiście chodzi kompromitującym się politykom, którzy bronią omawianego projektu - trudno jednoznacznie przesądzić. 🤔
Z pewnością nie chodzi o lepsze prawo karne.
Dziękuję za wszystkie merytoryczne wpisy i debaty, które toczycie pod Dogmatycznymi analizami na temat mandatów! 🤓
__________
Projekt z druku nr 866
https://sejm.gov.pl/Sejm9.nsf/druk.xsp?nr=866
Jeśli jeszcze nie słuchaliście, zapraszam na wywiad ze mną z wczoraj na temat mandatów:
https://audycje.tokfm.pl/podcast/100512,Nie-bedzie-mozna-odmowic-przyjecia-mandatu-Odpowiedzialnosc-nie-moze-byc-przesadzona-Projekt-lamie-przepisy-konstytucji