12/04/2026
Po dłuższej przerwie wracam z wymagającym wpisem✍️Wymagającym przede wszystkim tolerancji🤝
Czy zajmując się prawną ochroną zwierząt można jednocześnie nie negować hodowli psów rasowych?
Nigdy nie byłam zwolenniczką skrajności, więc szerokim łukiem omijam wszelkie polowania na czarownice. Dlatego – niezmiennie pozostając w nurcie prawnej ochrony zwierząt – nie poprę zdania, że każda hodowla psów to zło⚖️
Znam osobiście wielu hodowców psów rasowych. Odwiedzałam hodowle głównie przy okazji wykonywania sesji zdjęciowych (chociażby do charytatywnego Projektu „Pieskie Życie” sprzed kilku lat, w ramach którego także wielu hodowców pomogło mi zebrać dary na rzecz psów pozostających w schroniskach). Widziałam jak taka hodowla wygląda „od zaplecza” – czuwanie nad przebiegiem ciąży u suczki (USG, badania krwi), a później przy samym porodzie, zapewniona opieka lekarsko – weterynaryjna, przystosowany pokój w domu dla szczeniąt, karmienie, socjalizacja, następnie utrzymywanie kontaktu z nowym opiekunem i pomoc na każdym etapie rozwoju psa. Ci hodowcy, których znam, dają swoim psom świetne psie życie, od początku dbając o dobrostan w szerokim ujęciu – zapewniając psom bezpieczeństwo, opiekę, dbając o socjalizację i idealne warunki do rozwoju, a także spełniając wszelkie potrzeby gatunkowe.
Z mojej perspektywy zawsze na pierwszym miejscu jest to, aby pies pozostawał w dobrostanie, był zaopiekowany i traktowany z szacunkiem. Dopóki hodowca psów spełnia te warunki, czyli zachowuje się jak każdy dbający o swoje zwierzę opiekun, to nie możemy wrzucać go do jednego worka z tymi, którzy faktycznie krzywdzą zwierzęta i wykrzykiwać, że każda hodowla to zło.
W ostatnich miesiącach było głośno o nieprawidłowościach w szeroko pojętej ochronie zwierząt – dobrze znamy przykłady schronisk czy organizacji, które mając przecież za cel statutowy ochronę zwierząt, zrobiły sobie z pomagania świetnie funkcjonujące biznesy, które w rzeczywistości z pomaganiem miały niewiele wspólnego. Pomimo to powszechnie nie słyszy się analogicznych słów, że „każde schronisko to zło”. I dobrze, bo byłaby to nieprawda. Osobiście wielokrotnie bywałam w takich schroniskach i domach tymczasowych, które są prowadzone z ogromnym sercem, poszanowaniem dla psów, a także z dbałością nie tylko o ich stan fizyczny, ale i psychiczny.
Nie można tracić z pola widzenia tego, że hodowla psów rasowych nie jest nowym zjawiskiem – jej początki sięgają przecież setek lat wstecz. Pierwotnie psy były selekcjonowane np. jako psy pasterskie czy pracujące. Dopiero z czasem zaczęto kłaść nacisk na standaryzację ras i wyodrębnianie cech eksterierowych, pojawiły się pierwsze wzorce ras, zorganizowane związki hodowlane, których obowiązkiem de facto jest czuwanie nad prawidłowością prowadzenia hodowli.
Z perspektywy prawnej i praktycznej oznacza to, że nie da się rzetelnie oceniać tego obszaru w oderwaniu od kontekstu. Dlatego w mojej pracy kluczowe jest nie „czy hodowla”, ale „jak prowadzona”. Tak jak w każdej dziedzinie, tak i tutaj hasła pt. ”skoro istnieją nadużycia, to cały model jest zły” są niezasadne. Z punktu widzenia prawa ważne jest to, żeby operować na konkretnych stanach faktycznych, a odpowiedzialność indywidualizować, a nie generalizować. Nieprawidłowości czy to w hodowlach, w schroniskach, w prywatnych domach, czy w organizacjach społecznych zawsze wymagają stanowczej reakcji. Uogólnienia rzadko prowadzą do dobrych rozwiązań. Dlatego bliższe jest mi podejście oparte na standardach, odpowiedzialności i faktach niż na prostych czarno – białych podziałach.
Zamiast się wzajemnie zwalczać, kwestionować kto jest „lepszy” (hodowcy, związek kynologiczny, organizacje społeczne czy schroniska), dla zwierząt warto zagrać do jednej bramki i skupić się na tym, co najważniejsze – na samych zwierzętach i tym, by to ich dobro stawiać na pierwszym miejscu🐾🐾