13/04/2024
Mówi się, że szewc bez butów chodzi. Ale to nieprawda. Prawnik też czasem prowadzi własne sprawy. Dziś więc trochę o tym, jak aplikuje zasady prawa w sprawach własnych. Bo jak pomagać komuś, gdy sobie pomóc nie można?
Po wygranej apelacji w sprawie przeciwko klubowi Wysokie Tony sp. j. (wyrok zapadł w sierpniu 2023, ale uzasadnienie otrzymałem wczoraj) świętuję dzień "Nierozpoznania istoty sprawy". To piękny i niedoceniany zarzut.
Tytułem wyjaśnienia. W Klubie Wysokie Tony znalazłem się w listopadzie 2017 za namową swojego kolegi, radcy prawnego. Poszliśmy tam, bo klub przedstawiał się jako elegancki: był prowadzony przez Pawła Dzienisa i Barbarę Piekut (tak: tę od Moya Fashion), a kolega mój miał zacny powód świętowania. Był to tak "elegancki" klub, że jeden z ochroniarzy uderzył mnie, gdy próbowałem z niego wyjść. Jako że trenuję sporty walki, nie wchodzę w bijatyki, ponieważ cenię swoją wolność, a jako prawnik wiem, co oznacza zazwyczaj odpowiedź siłowa. W tej sytuacji zostałbym opisany, jako ten, który wszczął bójkę, a zagrożenie karą za czyn z art. 158 KK jest horrendalne. Kiedy stałem na schodach wyjściowych - uderzył mnie ponownie, najwyraźniej na pożegnanie od eleganckiego klubu. Efekt? Połamane wszystkie ściany lewego oczodołu. Klub Wysokie Tony reprezentuje Pan Mecenas Sitko (na zdjęciach w fartuszku barmana Wysokich Tonów, obok kolegi Pawła Dzienisa właściciela klubu - koszula w kratę). Nie wiem doprawdy, jak kodeks etyki wytrzymuje taką sytuację, ale czegóż się spodziewać po Panu Mecenasie, który posłużył się zeznaniami dżentelmena Kamila K., który zeznał jakobym upadł samoistnie ze schodów na chodnik, oraz że nigdy w życiu nie trenował żadnych sportów walki. Na zdjęciach poniżej, dżentelmen Kamil K. fruwa w kopnięciu z obrotu (lub półobrotu, tego nie wiadomo) w VALETUDO - w klubie, do którego według zeznań pod przysięgą nie chodził nigdy trenować. Zaś wersję o "samoistnym" upadku ze schodów wykluczył bardzo doświadczony biegły. Potwierdził zaś wersję o dwóch uderzeniach pięścią.
Klub już nie istnieje, choć niedługo przed przekazaniem udziałów w spółce jawnej Paweł Dzienis zapewniał, że ma się świetnie. Być może upadek klubu był spowodowany tym, że zgłoszeń o pobiciu było znacznie więcej. Kto wie... Ja wiem, że biegły sądowy, który udzielał mi zwolnienia w związku z pobiciem, opowiadał mi, jak ewakuował się z klubu, widząc, co to za miejsce. Pozyskałem też relacje innych osób, które opisywały ochroniarzy jako agresywnych. Wiem też o podobnej sprawie, w której ustalono sprawcę i była nim osoba pracująca w klubie. Nie miała szczęścia, bo pobity był w gronie 8 innych białostockich prawników. Nie będę jednak opisywać tej sprawy, bo choć ciekawa, to nie dotyczy mojej.
Od wizyty w Klubie Wysokie Tony staram się bardziej selekcjonować miejsca, w których spędzam czas. Teraz czekam na ponowne rozpoznanie sprawy przez Sąd Okręgowy, który został związany ustaleniami faktycznymi doświadczonego składu Sądu Apelacyjnego. Otóż Sąd Apelacyjny ustalił ponad wszelką wątpliwość, iż pobicia dokonał pracownik klubu Wysokie Tony. Wniosek? Kamil K. złożył fałszywe zeznania, a mecenas Sitko się nimi posłużył. Do ustalenia będzie, jak to się stało, że Kamil K. pojawił się w sprawie jako świadek i czy zrobił to sam, czy też ktoś go do tego nakłonił.