17/03/2026
Kiedy policja wzywa Cię na przesłuchanie… ale nie masz jak wejść do budynku - czyli post o przesłuchaniu mojej klientki na policji w Warszawie.
W ubiegłym tygodniu towarzyszyłam mojej klientce, osobie pokrzywdzonej w wypadku komunikacyjnym, podczas czynności na Policji w Warszawie. Na skutek zdarzenia klientka czasowo porusza się na wózku inwalidzkim. Informacja ta została wcześniej przekazana funkcjonariuszom, a termin przesłuchania ustalono z wyprzedzeniem.
Przyjechałam na miejsce wcześniej, aby upewnić się, że wszystko przebiegnie sprawnie. Już przy wejściu pojawił się jednak problem, do budynku prowadziły schody, bez widocznego dostępu dla osoby na wózku. Dopiero po chwili zauważyłam platformę dla osób z niepełnosprawnościami, która była zakryta pokrowcem i nieprzygotowana do użycia.
Zwróciłam się do funkcjonariusza dyżurnego z prośbą o jej uruchomienie. W odpowiedzi usłyszałam, że platforma zostanie włączona dopiero w momencie, gdy pojawi się moja klientka. Dodatkowo wskazano, że nie ma pewności, czy urządzenie w ogóle działa. Jako alternatywę zaproponowano wniesienie klientki po schodach.
Nie wyraziłam na to zgody. Takie rozwiązanie nie tylko nie odpowiada standardom dostępności, ale przede wszystkim narusza godność osoby, która została wezwana przez organ publiczny na konkretną godzinę, przy pełnej świadomości jej stanu zdrowia.
Ostatecznie, po przyjeździe klientki, platforma została uruchomiona przez innego funkcjonariusza, również z zastrzeżeniem, że nie wiadomo, czy działa prawidłowo. Dodatkowo wskazano, że potrzebuje kilku minut, aby się „rozgrzać” i zjechać na dół. Dokładnie o to wcześniej wnioskowałam.
Po kilku minutach platforma zadziałała, a klientka mogła bezpiecznie dostać się do budynku.
Ta sytuacja to nie tylko kwestia organizacyjna. To realny problem z dostępnością instytucji publicznych w praktyce.
Jeżeli organ wzywa osobę z niepełnosprawnością, ma obowiązek zapewnić jej możliwość udziału w czynnościach w sposób godny, bezpieczny i realny, bez improwizacji na miejscu.
Dostępność nie jest uprzejmością. Jest obowiązkiem.
Czy spotkaliście się w swojej praktyce z podobnymi absurdalnymi sytuacjami?