10/07/2026
„Jestem wystarczająca.” „Jestem wystarczający.” Co powstrzymuje nas przed tym, by mówić to sobie samym — niezależnie od relacji, w których jesteśmy?
Czasem te dwa słowa brzmią jak ukojenie. Czasem jak coś, na co czekamy od drugiego człowieka przez całe życie. A jednak po zagraniu i ponownym obejrzeniu fragmentu „The Second Woman” nie mogę przestać myśleć o tym, jak często szukamy potwierdzenia własnej wartości w czyichś ustach i jak często nawet jeśli padają, trudno jest je uznać.
Magdalena Cielecka przez 24 godziny około sto razy odgrywała tę samą scenę rozstania. Te same słowa. Ta sama sytuacja. Inny człowiek naprzeciwko. I właśnie to pokazało, że choć tekst pozostaje ten sam, jego znaczenie rodzi się w relacji — w spojrzeniu, ciszy, obecności i emocjach, które wnosi druga osoba.
W wywiadzie po performansie mówiła, że zamiast wyczerpania towarzyszyły jej euforia, ciekawość i ogromna frajda. Podkreślała też, że żaden z partnerów nie przekroczył jej granic — każdy był uważny, subtelny i delikatny. Najciekawsze było jednak to, że nie dało się stworzyć jednego portretu mężczyzny. Każde spotkanie było inne. Każdy człowiek wnosił własną historię, sposób bycia, wrażliwość i swoją prawdę.
Może właśnie o tym jest ten spektakl. O spotkaniu. O różnorodności. O tym, że za każdą rolą, etykietą i przekonaniem stoi człowiek.
A może również o tym, jak łatwo oddajemy innym prawo do decydowania o tym, czy jesteśmy wystarczający. Jakby dopiero usłyszane z zewnątrz słowa mogły stać się prawdą.
Relacje mogą przypominać nam o naszej wartości. Mogą dawać poczucie bezpieczeństwa, czułości i akceptacji. Nie powinny jednak być jedynym miejscem, z którego czerpiemy przekonanie o własnej wartości.
Bo być może najważniejsze zdanie, jakie możemy usłyszeć, to to, które pewnego dnia odważymy się powiedzieć sami do siebie: „Jestem wystarczająca.” „Jestem wystarczający.” A Ty? Kiedy ostatnio? …