05/03/2018
Zasada domniemania niewinności, a sprawa Wampira – Część I
Kilka miesięcy temu obchodziliśmy okrągłą 40 rocznicę wykonania wyroku śmierci na Zdzisławie Marchwickim, znanym również (a może przede wszystkim) jako Wampir z Zagłębia. A zatem może to dobra okazja żeby napisać parę zdań o sprawie, która interesuje mnie od dawna. Wampir. Najgłośniejszy seryjny morderca PRL. Zabójca kilkunastu kobiet ze Śląska i Zagłębia. Postrach okolicznych miast i miasteczek. Można wymieniać długo… W końcu jednak złapany, sprawiedliwie osądzony i stracony. Sprawę można było w końcu po wielu latach zamknąć i odtrąbić wielki sukces peerelowskich organów wymiaru sprawiedliwości. No cóż.. taka była przynajmniej oficjalna wersja (przestawiona również w pierwszym filmie fabularnym dotyczącym tej sprawy „Anna i Wampir”). Czy aby jednak na pewno wszystkie elementy układanki do siebie pasowały ?
Po zapoznaniu się przed kilkoma laty z bardzo ciekawym dokumentem Macieja Pieprzycy „Jestem Mordercą”, przeczytaniu książki Przemysława Semczuka „Wampir z Zagłębia”, a wreszcie po obejrzeniu w zeszłym roku długo wyczekiwanego filmu Macieja Pieprzycy „Jestem Mordercą” (reżyser powrócił zatem do tematu z przed lat tym razem w fabularnej wersji), w dalszym ciągu zastanawiam się czy złapano i skazano właściwego faceta. Czy Zdzisław Marchwicki był Wampirem ? A jeśli nawet był, to czy materiał dowodowy pozwalał na bezsporne uznanie winy oskarżonego ? Czy sam proces nie był przypadkiem wyreżyserowaną farsą nastawioną na z góry określony cel i to zupełnie niezależnie od tego jakim materiałem dowodowym będzie dysponował Sąd w momencie wydania wyroku ? Czy nie zostały wówczas złamane kluczowe dla Procesu Karnego zasady domniemania niewinności oraz „in dubio pro reo” (która wskazuje, że nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego). Niestety bardzo wiele wskazuje na to, że na przynajmniej kilka z tych pytań należy odpowiedzieć twierdząco.
Jak to się stało, że jako domniemanego Wampira wytypowano (tak, to będzie chyba odpowiednie słowo) właśnie Marchwickiego ? Czy było to poprzedzone wnikliwym śledztwem, które „po nitce do kłębka” doprowadziło do właściwej osoby ? Nie ? A może jakieś ślady na miejscu zbrodni zostawione przez sprawę ? Odciski palców, ślady nasienia, krew, przedmioty należące do sprawcy ? Otóż dalej, nic z tych rzeczy… No to może któraś z ofiar, która cudem uszła z życiem była w stanie rozpoznać swojego oprawcę ? Niestety dalej trafiamy kulą w płot. Otóż proszę sobie wyobrazić, że Marchwickiego wydała własna żona… W filmie „Jestem Mordercą” przedstawiona jako chciwy, interesowny, prymitywny babsztyl nie potrafiący choćby przez chwilę trzymać się jednej wersji zdarzeń. Czy była taka w rzeczywistości ? Nie.. W rzeczywistości była dużo gorsza ! Czytając protokoły jej zeznań, słuchając fragmentów jej wypowiedzi można odnieść tylko jedno wrażenie. Tam nic, ale to absolutnie nic się nie zgadza ! Nic się nie klei i nic nie trzyma kupy. Początkowo przedstawia swojego męża jako kata rodziny, swojego ciemiężyciela tylko po to by w dalszej kolejności przedstawić go jako całkowitą ofiarę losu, całkowicie poddaną woli swojej żony i zdaną na jej łaskę. Najpierw dowiadujemy się, że Marchwicki bił żonę i dzieci. W kolejnych swoich zeznaniach, Pani Marchwicka bez cienia zażenowania opowiada, że to przecież ona nieustannie lała męża. Nietrudno zresztą to sobie wyobrazić bo był od niej zdecydowanie słabszy fizycznie, mniejszy i szczuplejszy.
Wiele wskazuje na to, że podsunęła nazwisko męża Milicji tylko dlatego bo liczyła na gigantyczną nagrodę pieniężną, która miała zostać przyznana każdemu, kto wskaże Wampira lub udzieli organom ścigania przydatnych informacji. Pozbyć się z domu niechcianego męża, a przy tym nieźle zarobić… Kusząca propozycja, prawda ?
Samo gromadzenie materiałów dowodowych przeciwko Marchwickiemu przebiegało wyjątkowo mozolnie. Organy ścigania nie miały właściwie nic (poza wątpliwym przyznaniem się do winy Marchwickiego). Materiał dowodowy był tak słaby, że pierwszy prokurator zdecydował o wycofaniu się ze sprawy. Sprawę przejął prokurator Józef Gurgul, który był wyjątkowo zdeterminowany aby jak zakończyć śledztwo i przedstawić akt oskarżenia Sądowi.
Jeżeli zainteresował Państwa temat, o tym co działo się dalej - w części 2 już niebawem.