22/07/2024
Po raz kolejny przekonaliśmy się, że w sporach gospodarczych warto mediować i negocjować, pomimo że wymaga to sporego wysiłku.
Właśnie dowiedzieliśmy się, że druga strona wykonała ugodę pozasądową z naszym klientem i przelała mu prawie 5,5 miliona złotych, co stanowi spłatę ponad 99% jego roszczenia. To bardzo miłe zakończenie negocjacji, które trwały 8 miesięcy, zaangażowały 13 osób i pochłonęły ponad 100 godzin analiz, spotkań i zmian w porozumieniu. A właściwie to dwóch porozumieniach, bo jeszcze przed rozpoczęciem właściwych negocjacji musieliśmy wynegocjować i zawrzeć umowę określającą zasady ich prowadzenia.
No dobrze, ale skoro kosztowało to tyle czasu i wysiłku, to czy nie lepiej było po prostu iść do sądu?
Naszym zdaniem nie. Po pierwsze, jak to zwykle w sporach bywa, zasadność roszczenia naszego klienta (szczególnie co do kwoty) nie była wcale oczywista. Co jednak ważniejsze, nasz klient dochodził zapłaty za roboty budowlane, których była ogromna liczba, a które w razie procesu biegły sądowy musiałby w całości zinwentaryzować, zbadać i wycenić. Zajęłoby mu to miesiące, jeśli nie lata. A jak to wyglądało z perspektywy drugiej strony? Przecież w sądzie mogła wygrać i uniknąć zapłaty? Ona z kolei, do czasu sporządzenia opinii przez biegłego, zostałaby z zatrzymaną inwestycją, o wartości wielokrotnie przewyższającej wynagrodzenie naszego klienta. Dodatkowo, po wygranym sporze, musiałaby jeszcze znaleźć kogoś, kto dokończyłby prace za naszego klienta, co prawdopodobnie byłoby droższe niż zaspokojenie roszczeń niemal w całości i pozwolenie, aby to nasz klient dokończył prace. Wreszcie, ryzykowała że jeśli jednak ten spór przegra, to oprócz należności głównej będzie musiała zapłacić także odsetki za opóźnienie, które w 2024 r. wynoszą 15,75%, co oznaczałoby dodatkową kwotę około 800 tyś zł rocznie.
Czyli obie strony wygrały. To dużo lepszy wynik niż większość wyroków.